Podczas wizyty części członków rządu niemieckiego w Moskwie wicekanclerz i minister spraw zagranicznych Gwidon Wersterwelle (tym razem bez swojego "partnera życiowego" Roberta Mraza) uznał za stosowne udzielić połajanki swoim gospodarzom na Kremlu. Zapytał, jak to możliwe, że twórcy są karani na swoim majątku "za odwagę skorzystania z wolności sztuki". 12 b. m. sąd rejonowy dla dzielnicy Taganka (Moskwa) wymierzył (symboliczne w stosunku do ich dochodów) grzywny twórcom takich tzw. dzieł sztuki jakimi okazały się prymitywne fotomontaże będące karykaturą obrazu Boticellego przedstawiającego Zbawiciela nauczającego tłumy z myszką Miki na miejscu Jezusa, Lenina przybitego do prawosławnego krzyża itd. itp. Do tego człowieka po prostu nie dociera, że wolność przekonań nie oznacza wolności poniżania innych ludzi i ich wartości z powodu różnic w zapatrywaniach!
To jednak jeszcze nic w porówaniu z głupotą jego szefowej, która w Pekinie oświadczyła, że obowiązkiem rządu Chińskiej Republiki Ludowej jest przestrzegać religii prawoczłowieczej i jak długo to się nie stanie, UE nie cofnie swojego embarga na broń dla czerwonych. Pytała też gospodarzy, ile kobiet jest na kluczowych stanowiskach państwowych, doradzając, aby dążyć do tzw. parytetu płci czyli dyskryminacji tak mężczyzn jak kobiet. Pani kanclerz i pan wice jeszcze nie zrozumieli, że mają do czynienia ze światowymi mocarstwami, których niepodległości nikomu nie uda się podważyć? Bardziej ich obchodzi tzw. zachodnia wspólnota wartości czy raczej już tylko antywartości niż interesy własnego kraju?
A propos ich własnego kraju. Powraca bezmyślny i krzywdzący pruski dryl rodem z XVIII i pierwszej połowy XIX wieku. Rząd w Berlinie i rządy krajowe wzięły się za tzw. grzeszników podatkowych, którzy z powodu zabójczo wysokich podatków we własnym kraju (w sumie, mimo szermowania hasłami liberalizmu gospodarczego cały czas tam sumarycznie rosną, wraz z liczebnością i dochodami biurokracji) wywieźli część swojego kapitału do Szwajcarii. Ukryli go po to, aby mieć pieniądze na wymianę maszyn itp. tzn. aby Niemcy nie zamieniły się w muzeum techniki na wzór Anglii pod rządami marksistowskich socjalistów i zsocjalizowanych konserwatystów przed 1979. Teraz stosuje się przeciw nim metody, których nie powstydziliby się władcy absolutni, nie uznający zasady, że król podlega prawu oraz reżim Ulbrichta i Honeckera. Do kancelarii prywatnych przedsiębiorstw kanclerka i jej pomagierzy nasyłają szpiegów albo werbują ich na miejscu, aby wynosili tajne dokumenty, otrzymując znacznie więcej niż przysłowiowe judaszowe srebrniki. Wymuszają pieniądze od bogaczy, grożąc im więzieniem. Nie rozumieją, że to nie NRD, że ludzie majętni i zdolni, pragnący się dorobić, opuszczą kraj i zasilą swoimi pieniędzmi i dynamizmem inne kraje, które nie będą ich łupić ze skóry? No i znowu dylemat dla ludzi myślących narodowo po polsku. Cieszyć się z postępującego w tempie geometrycznym upadku odwiecznego wroga, co będzie też karą za jego krzyżacko-pruską obłudę, czy martwić osłabieniem sąsiada, mogącym doprowadzić do skutków niebezpiecznych dla naszego własnego kraju oraz współczuć mieszkańcom Niemiec ograbianym ze wszystkiego co daje człowiekowi poczucie godności i perspektywę życiową przez te same siły, które gnębią również nas?
Jest już (aczkolwiek nie tylko temu celowi to służy, ale i np. gaullistowskiej polityce Miedwiediewa) rosyjska odpowiedź na niemiecką impertynencję. Podczas rokowań w Warnie delegacji bułgarskiej i rosyjskiej doszło dzisiaj do strategicznego porozumienia Bułgarii i Rosji w sprawie ogromnych projektów energetycznych, które zapewnią do 100 tysięcy nowych miejsc pracy w obu krajach i nowe, ogromne dochody obu stron. Dzięku usunięciu od nowego roku niemieckich pośredników Bułgarzy otrzymają gaz ziemny od Rosjan po nowej, znacznie (o ok. 30 %) obniżonej cenie. Taka wiadomość dwa dni po rocznicy Grunwaldu, w miejscu gdzie niegdyś przypieczętowano straszną niewolę turecką Bałkanów z powodu zdrady ludzi Zachodu. Chwała rosyjskiej dyplomacji!