Adam Smiech 13/01/2009 20:53 3.Koncepcje polityki narodowościowej rządów polskich w latach 1921-1939.Wrocław 1979
Adam Smiech 13/01/2009 20:52 2.Między rzeczywistością polityczną a światem iluzji.Lublin 2002
Adam Smiech 13/01/2009 20:50 Na początek:
1.W.Paruch-Od konsolidacji państwowej do konsolidacji narodowej.Mniejszości narodowe w myśli politycznej obozu piłsudczykowskiego.Lublin 1997
Adam Smiech 12/01/2009 21:41 Coś się znajdzie, ale proszę o cierpliwość.
Niedawno IPN przedstawił listę ludzi prześladowanych przez reżim komunistyczny. Ano, obejrzeliśmy ten dokument i cóż się okazało? Wśród sporej rzeszy ludzi z podziemia antyniemieckiego, antykomunistycznego figurują nazwiska rizunów z UPA. Jest rzeczą wysoce skandaliczną, że organ polskiego państwa traktuje tych zbrodniarzy jak sojuszników walce przeciw państwu sowieckiemu. Ogrom zbrodni, które nazwać trzeba ludobójstwem w sposób ostateczny wyklucza możliwość zaliczenia tych zwyrodnialców w szeregi, często bezimiennych bohaterów walki z władzą komunistyczną. Należy zadać pytanie : kim są Kurtyka, Żaryn i inni „narodowcy” z IPN? Na kilometr czuć tu ONR i OZON, ale te truchła nic wspólnego z Narodowcami rzecz jasna nie mają.
Jakże to co robi Kurtyka koresponduje z wypowiedzią niejakiego Handzlika, ministra w Kancelarii Prezydenta, który na wieść o nadaniu przez banderowca Juszczenkę tytułu bohatera Ukrainy Banderze, raczył to nazwać niefortunnym wydarzeniem. Jasne! To po prostu „bułka z masłem” te kilkaset tysięcy wymordowanych bestialsko Polaków na Kresach Południowo – Wschodnich RP. Można by rzec takie wojenne wypadki. Ale to kłamstwo. Ludobójstwo na Polakach zostało m.in. przez takich ludzi jak Bandera i Szuchewycz zaplanowane i przeprowadzone z żelazną konsekwencją. To była akcja oczyszczania ziem uznanych przez tych bandytów za ukraińskie, z elementów narodowo obcych. Ogrom tych zbrodni i skrajnego zwyrodnialstwa przeraził nawet SS-manów.
Kurtyka i jego IPN-owska „ferajna” doskonale wiedzą, że to skandaliczne nadużycie. Mają jednak „carte blanche” w tej kwestii ośrodka prezydenckiego. Wokół pana Prezydenta RP, w szóstym szeregu, funkcjonują jawni banderowcy Berdychowska i Osadczuk. Zdaje się, że Prezydent Kaczyński owładnięty nienawiścią do Rosji stał się marionetką w ich łapach. Po latach bezkrytycznego poparcia „pomarańczowych” – recydywy banderowszczyzny, łechtany Jarosławem Mądrym, jako zapłatę otrzymał bohatera Banderę.
Kolejnym szczytem bezczelności jest propozycja nowego święta - Dnia Żołnierzy Wyklętych. Jakież to patriotyczne! Tylko nie zapominajmy, że wg. Kurtyki Żołnierze Wyklęci to również upowcy – mordercy polskich dzieci, kobiet i starców. Czy tego już nie za dużo???
Przyszedł czas, aby częściowo podsumować awanturę wokół Białorusi. Przyznam się szczerze, że to, co robią polskie władze w tej sprawie przekroczyło najbardziej negatywne oczekiwania. Jestem przygnębiony poziomem polskiej klasy politycznej o wiele bardziej w chwili obecnej niż miało to miejsce przed wywołaniem tej politycznej burdy. Trzeba stwierdzić z wielką przykrością, że upadek myślenia politycznego w Polsce jest znacznie większy niż nawet nam, zawsze bardzo krytycznym wobec niektórych aspektów polityki władz naszego państwa, się wydawało. Przyjrzyjmy się więc sytuacji.
Awantura na zagraniczne zamówienie
Nie ulega najmniejszej nawet wątpliwości, że cyrk wokół tzw. prześladowań Polaków na Białorusi stanowi element większego planu politycznego. Większego i realizowanego od lat, ale w tym momencie akurat ze szczególnym natężeniem przez władze Polski. Plan ten ma za swój cel dokonanie zmiany rządów w państwie białoruskim poprzez doprowadzenie, w ten, czy inny sposób, do obalenia władzy prezydenta Aleksandra Łukaszenki i jego obozu politycznego. Oczywiście, nie dla dobra ludu białoruskiego, ale wyłącznie po to, żeby uczynić z Białorusi marionetkę w rękach Zachodu, która służyć będzie przede wszystkim jako daleko wysunięty przyczółek przeciwko Rosji. Nadto - a dla ludzi o mentalności, powiedzmy, biznesowej, jest to istotne - łakomym kąskiem jest białoruska infrastruktura, nietknięta ręką prywatyzacji oraz, o czym nie wolno zapominać, potencjał tkwiący w tzw. własności żydowskiej (dotyczy głównie przedwojennej polskiej części obecnego państwa białoruskiego). Kto za tym stoi konkretnie? Bez wątpienia dwa ośrodki polityki amerykańskiej (w istocie żydowsko-amerykańskiej), jeden skupiony wokół George'a Sorosa, drugi, wokół neokonserwatystów. Jeden i drugi ośrodek działają obecnie niejako prywatnie, nie mając aktualnie bezpośredniego przełożenia na politykę administracji Baracka Obamy, która w sprawie Białorusi milczy. Wpływu nie mają, ale stymulują, podpowiadają itp., itd. Nie można wykluczyć również polityki Unii Europejskiej, bądź raczej niektórych nurtów narodowych w jej łonie. Co prawda reakcja UE jak takiej jest bardzo powściągliwa, i to i tak prawdopodobnie wymuszona faktem wysokiej pozycji zajmowanej przez Jerzego Buzka, znanego orędownika "demokratyzacji" Białorusi, jednak nie należy bagatelizować wpływów np. polityki niemieckiej, której tradycją jest zaangażowanie w tworzenie uzależnionych od siebie tworów państwowych na wschodzie. Paradoksalnie, dowodem na ciche zaangażowanie Niemiec (przeciwko władzom Białorusi; o wywiadzie niemieckim BND prawie nikt nie wie i o nim nie mówi, a to znaczy, że jest doskonały) może być milczenie Rosji, której, jak wiele na to wskazuje, nie do końca w smak jest samodzielny i nie ulegający wpływom przywódca jakim jest Aleksander Łukaszenka (takie są fakty, zupełnie nieprzyswajalne, nawiasem mówiąc, dla polskich politycznych analfabetów widzących w p. Łukaszence li-tylko bezwolne narzędzie w rękach Rosji). W Polsce wskazane siły zewnętrzne mają oparcie w środowisku Gazety Wyborczej (Andrzej Poczobut, dziennikarz GW, prawa ręka A. Borys jest spiritus movens wszystkich kolejnych "protestów") i Fundacji Batorego, a także we Wspólnocie Polskiej, Fundacji na Rzecz Pomocy Polakom na Wschodzie (pomaga np. Polakom…, przepraszam, Gruzinom w Gruzji) oraz w innych tego typu gremiach, których cechą charakterystyczną jest obecność w ich władzach wielu tych samych ludzi. W sensie ideologicznym (siły zewnętrzne) opierają się na szerokim polskim obozie prometejskim, którego emanacją są partie polityczne z Prawem i Sprawiedliwością i, w nieco mniejszym stopniu, Platformą Obywatelską na czele, co z kolei przekłada się na ośrodki władzy w Polsce - na ośrodek prezydencki oraz rząd. Niezależnie od istniejących wpływów, trzeba stwierdzić, że obecne przesilenie wygląda na rozpętane przez polskie władze i media z nadgorliwości, zaś ośrodki zewnętrzne wyraźnie nie wykazują entuzjazmu, realistycznie oceniając widoki (lub ich brak) powodzenia obecnej hucpy, przy okazji nie hamując jednak polskich działań w myśl zasady, że jeżeli Polska się pogrąży, to na swój rachunek.
Za stroną ambasady Białorusi przedstawiamy oświadczenie ambasadora Wiktora Gajsionka. W powodzi prostackiej, obłędnej propagandy polskich mediów i niby-polityków oświadczenie to jawi się jako rozważny i dojrzały głos rozsądku pośród pohukiwań bezrozumnej tłuszczy.
"Oświadczenie Ambasadora Białorusi w Polsce Wiktora Gajsionka
w sprawie sytuacji wokół mniejszości polskiej na Białorusi"
Z żalem należy stwierdzić, że w ostatnim czasie Republika Białoruś - pełnoprawny i odpowiedzialny członek OBWE - stanęła w obliczu otwartej i bezprecedensowej presji, graniczącej z ingerencją w sprawy wewnętrzne. Oskarżono nas prawie o prześladowanie całej mniejszości polskiej. Dla każdego rozsądnego człowieka absurdalność tych zarzutów jest oczywista.
Niektóre zainteresowane grupy próbują sztucznie rozdmuchać sprawę narodową w naszym państwie wyłącznie w celu realizacji swoich aspiracji politycznych. Starają się one aktywnie zaangażować w ten proces stronnicze media, jak również najważniejsze instytucje europejskie.
Bardzo nam przykro z powodu, że niektórzy z naszych partnerów zagranicznych pozwalają się wciągnąć w te polityczne awantury.
Premier Rosji Władymir Putin wypowiedział, podczas spotkania z prezydentem Kazachstanu Nursułtanem Nazarbajewem w rezydencji Nowo-Ogariewo 15.02.2010 r., bardzo ważne słowa odnoszące się do nadania Stepanowi Banderze tytułu Bohatera Ukrainy przez prezydenta W. Juszczenkę.
Podajemy za PAP i Wirtualna Polską:
"Wydarzenia ostatnich miesięcy nie były dla mnie zaskoczeniem. Kierownictwo "kolorowego ruchu" splunęło w twarz swoim politycznym sponsorom, wydając dekret o nadaniu tytułu Bohatera Ukrainy Stepanowi Banderze - człowiekowi, który nie tylko splamił się współpracą z faszystami, ale także wyróżnił się szczególnym okrucieństwem przy rozprawianiu się z Żydami i Polakami"*
Naturalnie w Polsce sprawę przemilczano. Nie pasuje to bowiem do obowiązującej, prymitywnej wersji, w której premier Putin to postać diaboliczna, knująca rozbiór Polski, KGB-owiec i morderca. PAP podaje też w swej informacji tradycyjna już formułkę - "W Rosji Bandera uważany jest za zbrodniarza, który w latach II wojny światowej u boku nazistowskich Niemiec walczył przeciwko ZSRR". Że niby co? Że tylko w Rosji(w Rosji! No, wiadomo...) jest uważany za zbrodniarza,a w ogóle to nim nie był?!? A co z Polską, szanowna POLSKA Agencjo? Oczywiście rozumiemy, że może na Wyspach Zielonego Przylądka, w Gwinei Bissau oraz w Stanach Zjednoczonych (które za działalność powojenna Bandery płaciły) nie jest on uważany za zbrodniarza, ale gdzie Rzym, a gdzie Krym?. Tymczasem, wypowiedź ta po raz kolejny dowodzi, gdzie leży prawdziwy interes Polski, i ten cząstkowy obejmujący konieczność likwidacji neobanderowskiej hydry, jak i ten ogólny i zasadniczy. Polityka na tym polega, że podobne sygnały jedno państwo (jeden przywódca) wysyła do drugiego państwa w miejscu i czasie zgoła zaskakującym, tak jak choćby podczas rozmów z prezydentem Kazachstanu. Obawiam się jedynie, że sygnał od Putina nie zostanie, po raz kolejny, właściwie odczytany przez dotknięte fobiami środowiska polityczne decydujące o kierunku polityki Polski.
*- TUTAJ podajemy źródło informacji po rosyjsku z gazety Komsomolskaja Prawda
Dodane przez Adam Smiech dnia luty 20 2010 11:40:35
"Ironiczna i dowcipna, przesycona cierpką nostalgią opowieść o dorastaniu, o "cudownych latach" w czasach PRL-u" - czytamy na okładce "Późnego Gomułki, wczesnego Gierka". Zapowiada się nieźle. A jeśli dodać do tego zdanie o "mistrzowskim sposobie", w jaki Dziurawiec "przywołuje minione absurdy Polski Ludowej", jak nic zaczynamy się spodziewać kolejnego Barei. Czy słusznie?
Akcja opowiadań, składających się na zbiór "Późny Gomułka, wczesny Gierek" toczy się w latach 60 i 70, choć tak naprawdę niewiele na to wskazuje. Na pewno tytuł. Poza tym kilka wstawek historycznych i jakieś pojedyncze realia - saturator, mortadela, kupowanie piwa "do konsumpcji" czy mieszkania z przydziału. I oczywiście śpiewanie wywrotowych piosenek zakończone brutalną interwencją ormowców. Czasami narratora wręcz ponosi fantazja i opisuje wydarzenia, które naprawdę nie miały miejsca albo wyglądały nieco inaczej, jak np. scena w niemieckiej knajpie, kiedy dwaj Ukraińcy proszą o przebaczenie pierwszego napotkanego Polaka. Poniosło narratora, ale zaraz wraca do rzeczywistości. Dlaczego akurat w taki sposób ubarwił opowiadanie przyjaciela? Czy to tylko "panahenrykowe klimaty", czy też naprawdę uznał, iż ta scena tak powinna wyglądać? Temat ludobójstwa na Kresach nie jest mu obcy, choć porusza go bardzo ostrożnie. Mówi o ukraińskim nacjonalizmie, o rezunach, okrucieństwach, rzeziach, ucieczkach w nocy, o Ukraińcu, który z narażeniem życia ostrzegł jego babcię. Ale nie nazywa zbrodni po imieniu i nie nazywa zbrodniarzy po imieniu. Nie używa określenia "ludobójstwo" i nie wspomina banderowców. Nie wiadomo też, co właściwie ma na myśli, kiedy pisze "Nie mam złudzeń. I nie mam prawa oceniać." Kogo nie ma prawa oceniać? Własnego ojca, który walczył z Ukraińcami w Bieszczadach czy samych Ukraińców?
Początkowe zainteresowanie lekturą szybko ustępuje miejsca rozczarowaniu. O czym właściwie jest ta książka? O PRL-u? Dojrzewaniu? Hipisach? O wszystkim po trochu? I dlaczego jest taka chaotyczna? Chyba, że chaos uznać za dominantę kompozycyjną - wtedy może da się jakoś strawić taką różnorodność stylów narracyjnych... Ale naciąganych dowcipów w taki sposób już się usprawiedliwić nie da. W każdym razie w miarę jak treść staje się coraz bardziej wulgarna, stopniowo ukazuje się ukryty sens tej dziwacznej opowieści. Wcale nie chodzi o żadną nostalgię, wręcz przeciwnie! Odnoszę nieodparte wrażenie, iż autor próbuje obalić pewien "mit". "Mit" o "lepszych czasach". Klucz do tej interpretacji wydaje się znajdować na stronie 135, gdzie czytamy: "Ci, którzy narzekają na rozpasanie dzisiejszej młodzieży, chyba nie pamiętają własnej młodości. Albo wolą nie pamiętać." Czyżby pan Dziurawiec sugerował, iż rozpasanie jest cechą młodzieży w każdej epoce, a jeśli ktoś twierdzi, że prowadził się dobrze, to znaczy, że albo nie pamięta, albo nie chce pamiętać? Jeżeli to ma być usprawiedliwienie własnej niemoralności, to nie wyszło. Nawet gdy autor ciągle się nią chwali, jednocześnie "puszczając oko" do dzisiejszej młodzieży, jakby chciał powiedzieć: "Wasi rodzice też tacy byli, tylko nie chcą się przyznać." Przykro mi, panie Dziurawiec. Margines istnieje w każdej epoce, mniejszy lub większy, ale zawsze jest tylko marginesem. Nawet jeśli ktoś uparcie próbuje wmówić, że inny był tylko Rzeszutek...
Polacy na Białorusi nie związani z awanturniczą grupą Borys i Poczobuta także pragną wyrazić swoje zdanie o bieżącej sytuacji. Nie mogą tego uczynić w Macierzy. Większość mediów blokuje im dostęp, w istocie lekceważy i ignoruje ich głos. Dlatego zamieszczamy na naszym forum najświeższe teksty z portalu POLACY.BY, w tematach "T.Kruczkowski o polskiej polityce wschodniej" oraz "Polacy z Białorusi do władz Polski" i zapraszamy do zapoznania się z nimi!
Dodane przez Adam Smiech dnia luty 09 2010 23:26:49
Instytut Pamięci Narodowej prowadzi katalog osób represjonowanych w Polsce Ludowej. Na pierwszy rzut oka wszystko w porządku, ale, jak się okazuje, sprawa ma drugie dno. Znajomy zwrócił moją uwagę na fakt, że wśród tych osób znajdują się, a jakże, banderowscy bandyci! Zajrzałem i rzeczywiście. Z drugiej strony, trudno się temu dziwić, trudno mieć dalej złudzenia, że IPN to instytucja kierująca się interesem Polski. Przecież już w swoim słynnym wydawnictwie pt. "Atlas podziemia niepodległościowego" straty OUN/UPA na terenie powojennej Polski zaliczono do strat właśnie podziemia niepodległościowego! To smutne, ale panom z IPN antykomunizm odebrał już rozum, odebrał zdolność do racjonalnej oceny wydarzeń historycznych. Oczekujemy na następne kroki IPN, np. na uznanie za podziemie niepodległościowe Wehrwolfu, którego członkowie walczyli przecież także w pewnym sensie przeciwko komunistycznemu zniewoleniu, a dodatkowo o swoje heimaty, zabrane im decyzją komunistycznego dyktatora Stalina. To ważny wątek, gdyż ostatnio obserwujemy niebezpieczny trend, który podważa celowość przyłączenia Ziem Odzyskanych do Polski. Co gorsza, takie opinie głoszą również ludzie z kręgów IPN (np. znany rusofob, obywatel niemiecki, a jednocześnie pracownik IPN, Bogdan Musiał). Jednocześnie IPN nie zasypia gruszek w popiele na ważnym odcinku umacniania antysowieckich (w istocie antyrosyjskich) kręgów na Ukrainie i w Polsce. Dziś, 9.02 zaprasza na prezentację na temat Głodu 1932-33 z udziałem ambasadora Ukrainy. Chyba zasłużą sobie na medale. Pytanie tylko czy ambasador zdąży z odznaczeniem przed nadchodzącą zmianą władzy na Ukrainie?
Gdzie tego wszystkiego źródło? Truizmem byłoby powtarzanie po raz n-ty jedynie tych samych słów o chorobie na Moskala, o prometeizmie, o nieuleczalnym pociągu do tworzenia antyrosyjskiej Ukrainy. To wszystko prawda, ale jest jeszcze jeden ważny aspekt, którego pominąć nie sposób. 65 lat temu wywiady USA i Wlk. Brytanii rozpostarły swe opiekuńcze skrzydła nad ludźmi i organizacjami, które mogły okazać się przydatne w walce z blokiem komunistycznym. Były to środowiska antysowieckich współpracowników i kolaborantów III Rzeszy (SS Galizien, OUN/UPA, dywizje i legiony krajów bałtyckich), a także pewna część środowisk polskich w tym niektóre elementy oenerowskie. W przypadku środowisk polskich potężnym ciosem dla nich była afera Bergu, której ujawnienie doprowadziło do kompromitacji osób i samej idei płatnej pracy na rzecz obcych wywiadów, ale pewne sentymenty pozostały, a i później, kiedy standardy moralne polskiej opozycji gwałtownie się obniżyły, zaczęto inaczej patrzeć na tę kwestię.
Tak się dziwnie składa, że w Radzie Programowej czasopisma Glaukopis o niewątpliwie oenerowskiej proweniencji, znajduje się prof. Herbert Romerstein, człowiek współpracujący już w latach 60-tych z emigracyjnymi środowiskami antysowieckimi, w tym z OUN, potem dyrektor w Amerykańskiej Agencji Informacyjnej, współcześnie zapraszany na konferencje IPN-owskie. Z Glaukopisem i IPN-em związany jest zaś m.in. dr hab. Jan Żaryn, człowiek reprezentujący właśnie kierunek oenerowski. Nawet jeśli to tylko zbieg okoliczności, to okoliczności tych nie wolno nam nie brać pod uwagę.
Dodane przez Adam Smiech dnia luty 09 2010 11:04:14
Milicja białoruska, jak się należało spodziewać, odczekała kilka dni i ponownie podjęła próbę odblokowania Domu Polskiego w Iwieńcu, zajętego przez grupę awanturników spod znaku Andżeliki Borys. Tym razem była to próba skuteczna. Należy oczekiwać, że budynek, po przeprowadzeniu czynności urzędowych zostanie przekazany prawnemu właścicielowi - Związkowi Polaków na Białorusi. Przy okazji tej akcji milicyjnej po raz kolejny bardzo poważny błąd popełniła polska dyplomacja. Błąd ten obciąża konto ministra R. Sikorskiego oraz premiera D. Tuska, którzy miast oglądać się na sondaże, powininni podjąć zdecydowane kroki celem przywrócenia normalności wśród naszych rodaków ze wschodu. Tymczasem rząd broni sprawy przegranej. Jakiś czas temu już, już wydawało się, że Sikorski problem załatwi polubownie, jednak podniósł się rumor różnych Gazet Wyborczych, Fundacji Batorego, Biełsatów (A. Romaszewska-Guzy) i innych, zwykle tzw. prawicowych łowców KGB. No i p. Minister zrejterował, bo przecież liczy się poparcie statystyczne... Powtarzam, obstawanie przy obronie A. Borys i jej grupy, działającej na zlecenie sił zewnętrznych w stosunku do Polski i Białorusi, to poważny błąd i droga donikąd. Oczywiście jest tak wówczas, jeżeli będziemy myśleli kategoriami dobra Polaków żyjących w państwie białoruskim. Nie trzeba wielkich analiz, by skonstatować proste fakty. P. Borys jest osobą nie do przyjęcia dla większości Polaków na Białorusi. Jeśli ktoś wyobraża sobie, że po tych wszystkich awanturach z jej udziałem, po obrażaniu nie zgadzających się z nią Polaków, wyzywaniu ich od ludzi KGB, mogłaby stanąć ponownie na czele ZPB, jest albo głęboko naiwny albo głosi taki pogląd z premedytacją. Co więcej, Borys nie chce żadnego pojednania, połączenia zwaśnionych grup itd. Jej i jej mocodawcom nie chodzi o spokój, o wspólne działanie na rzecz rozwoju polskości. Przeciwnie, celem ich jest podtrzymanie rozbicia, niepokojów, sianie skłócenia itd. Bez tego zwyczajnie straciliby rację swojego istnienia. Trudno spodziewać się, aby w MSZ nie zdawano sobie sprawy z istoty sytuacji. A jeśli tak, to znaczy niestety, że to nie dobro Polaków na Białorusi jest troską polskiego MSZ (ta sama uwaga dotyczy zresztą i ośrodka prezydenckiego), ale eksport demokracji na Białoruś. Na życzenie zewnętrzne, naturalnie. Życzenie, do którego realizacji wykorzystuje się brutalnie naszych rodaków zza granicy. Czas najwyższy, żeby w MSZ zapanowało myślenie kategoriami racji wszystkich Polaków na Białorusi, a nie namaszczonej przez kogoś wg własnego widzimisię grupki. Czas najwyższy, aby zamknąć temat p. A. Borys bez oglądania się na słowo "objawione" przez Gazetę Wyborczą et consortes.
Dodane przez Adam Smiech dnia luty 09 2010 02:07:38
P. Władysław Stasiak wybiera się do USA! Jak podała strona prezydencka:
"Relacje Polska – Europa – Stany Zjednoczone, przyszłość NATO to zagadnienia, które poruszy podczas swojej wizyty w USA rozpoczynającej się 7 lutego, Szef Kancelarii Prezydenta Władysław Stasiak.
W Waszyngtonie dojdzie do spotkania z Panią Elizabeth Sherwood-Randall, Senior Director National Security Council. Rozmowa dotyczyć będzie roli Polski i Europy Środkowo-Wschodniej w relacjach transatlantyckich, wzmocnieniu procesów demokratycznych i modernizacyjnych państw postkomunistycznych, ale również bezpieczeństwa energetycznego i przyszłości NATO.
W imieniu Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego minister Stasiak wręczy odznaczenia państwowe działaczom Fundacji Fulbrighta. Spotka się również z Kongresmenami, ekspertami Center for European Policy Analysis.
Znaczenie Europy Środkowej w polskiej i amerykańskiej polityce zagranicznej to temat zaplanowanego „round-table luncheon” organizowanego przez Heritage Foundation z udziałem między innymi ekspertów Kongresu.
Podczas wizyty w Waszyngtonie minister Stasiak spotka się z prof. Zbigniewem Brzezińskim i Danem Hamiltonem dyrektorem Center for Transatlantic Relations."(Źródło)
Nie wiem, jak nasi Czytelnicy uważają, ale wyjazd ten budzi we mnie wątpliwości i nie najlepsze skojarzenia. Wątpliwości, gdyż politykę zagraniczną państwa polskiego prowadzi wg Konstytucji Rada Ministrów, zaś Prezydent (a nie, z całym szacunkiem, ledwie szef kancelarii) może jedynie współdziałać w tej dziedzinie z Premierem i Ministrem SZ. Tymczasem p. Stasiak będzie rozmawiał o polityce zagranicznej w USA i to w sytuacji, kiedy rozdźwięk pomiędzy wizją tejże polityki w wykonaniu obozu prezydenckiego, a polityką prowadzoną przez Radę Ministrów, jest bardzo poważny, a w niektórych wypadkach (Rosja, ale także Gruzja i w dużej mierze Ukraina) wręcz niemożliwy do zniwelowania.
Złe skojarzenia, gdyż wielu z nas jeszcze dobrze pamięta częste konsultacje partyjno-rządowe odbywane w Moskwie przed 1989 r. Tym bardziej, że to nie pierwsza taka wizyta w ostatnim czasie. Ministrowie kancelarii Prezydenta Handzlik i Waszczykowski przebywali w USA w dniach 14-18 listopada 2009 r. Wcześniej, 13 listopada ub. r., Handzlik, Waszczykowski, Piotr Woźniak i Naimski (ten sam) spotkali się, jeszcze w Polsce, ze specjalnym wysłannikiem USA ds. energetyki w Euroazji Richardem Morningstarem. Rozmawiano m.in. na temat perspektyw polsko-amerykańskiej współpracy w dziedzinie energetyki, w regionie Europy Wschodniej oraz basenie Morza Kaspijskiego. Wreszcie, 10 grudnia Handzlik spotkał się w Pałacu Prezydenckim z doradcami Komisji Sił Zbrojnych Senatu USA Richardem Fieldhousem oraz Danielem Lernerem. Rozmowy koncentrowały się wokół bieżącego stanu oraz perspektyw rozwoju współpracy Polski i Stanów Zjednoczonych Ameryki w dziedzinie bezpieczeństwa, w tym kwestii związanych z nową koncepcją obrony przeciwrakietowej a także podkreślono niezmienność zobowiązań Szczytu NATO w Bukareszcie, związanych z członkostwem Ukrainy i Gruzji w NATO oraz charakterem organizacji, jako eksportera stabilizacji i demokracji w regionie, opartego na wspólnych zasadach i wartościach, podzielanych przez społeczność transatlantycką. I cóż Państwo na to? NATO eksporterem demokracji, sytuacja w basenie Morza Kaspijskiego, tarcza, spotkanie z Brzezińskim. Wyłania się nieprzyjemny, aczkolwiek w pewnym sensie konsekwentny, obraz odrębnej polityki zagranicznej prowadzonej przez ośrodek prezydencki w Polsce. Polityki, o której piszemy od lat, i przed którą, jako błędną i prowadzącą Polskę wprost, do trudnych do ogarnięcia skutków, ostrzegamy. Na coraz to bardziej pustym stepie mamy nadal pełnić rolę harcownika antyrosyjskiego. Pełnić ją do końca. Tyle, że obecnie, przynajmniej w zamyśle obecnej ekipy USA, w nieco bardziej subtelny sposób od awantur gruzińskich. Zakładając, że p. Ron Asmus mówi prawdę, lub część prawdy o tym, że niektórzy doradcy G. W. Busha całkowicie poważnie sugerowali mu bezpośrednie zaangażowanie zbrojne przeciw Rosjanom w Gruzji, zrozumiemy, jak wielkie niebezpieczeństwo groziło nam wówczas, jako potencjalny efekt polityki nieodpowiedzialnej. Neokonserwatyści chwilowo odeszli, ale Morningstarowie pozostali i kontakt, jak widać, jest podtrzymywany. Co więcej, nie tylko kontakt, także kierunek...
Dodane przez Adam Smiech dnia luty 07 2010 23:22:59
Na stronie Prezydenta RP zamieszczono ważne oświadczenie, które publikujemy poniżej. Po raz pierwszy ze strony obozu prezydenckiego (piszę w ten sposób, gdyż oświadczenie jest niepodpisane, a użyte sformułowania - brak formy osoby pierwszej - wskazują, że zostało ono zapewne przygotowane przez Kancelarię) padły słowa nieprzychylne wobec czynów banderowca Juszczenki. Uczciwość nakazuje je zauważyć i przyjąć z zadowoleniem, tak jak to miało miejsce w przypadku działań rządu w sprawie rajdu młodych banderowców. Ośrodek prezydencki, choć w tak skromny i raczej symboliczny sposób, ale jednak, ugiął się przed głosem przede wszystkim Kresowian od lat domagających się prawdy i powiedział kilka zdań, które stanowią pojedynczy pozytywny kroczek wśród posunięć złych. Nie ma tam terminu "ludobójstwo", nie ma nawet "znamion ludobójstwa" (były w uchwale sejmowej), ale biorąc pod uwagę dotychczasowe totalne milczenie Głowy Państwa i ostentacyjne okazywanie Juszczence przyjaźni i poparcia, to jednak jest to jakiś plus. Nie należy jednak popadać w entuzjazm, przed czym, znając mentalność naszych skłonnych do skrajnych reakcji Rodaków, głośno przestrzegamy. Absolutnie nic nie wskazuje bowiem na to, żeby ośrodek prezydencki miał zmienić priorytety w polityce wschodniej. Świadczy o tym najlepiej ostatni wywiad szefa Kancelarii Prezydenta Władysława Stasiaka dla Polskiego Radia, w którym powtórzył on wszystkie, znane od dawna i szkodliwe dla Polski, założenia antyrosyjskiej polityki prometejskiej (do sprawy wrócimy). Pamiętając o tym, zapoznajmy się z oświadczeniem:
"Czwartek, 4 lutego 2010
Oświadczenie ws. nadania Stepanowi Banderze tytułu Bohatera Ukrainy
Decyzje Prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenko, dotyczące nadania członkom OUN/UPA statusu kombatantów oraz pośmiertne nadanie Stepanowi Banderze tytułu Bohatera Ukrainy budzą sprzeciw Prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego. Ocena działalności Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów oraz Ukraińskiej Powstańczej Armii są w Polsce jednoznacznie negatywne. Organizacje te dokonywały masowych mordów polskiej ludności na wschodnich terenach II RP, w których zginęło ponad 100 tys. Polaków tylko z tego powodu, iż byli Polakami. Mordy te budzą jednoznaczny sprzeciw społeczeństwa polskiego.
Ostatnie działania Prezydenta Ukrainy godzą w proces dialogu historycznego i pojednania. Bieżące interesy polityczne zwyciężyły nad prawdą historyczną.
Tymczasem w Polsce mocne jest przekonanie, że trwałe i silne partnerstwo suwerennych, wolnych i demokratycznych Polski i Ukrainy jest racją stanu obu krajów. Nie możemy o tym zapominać."