 Przyszłość Ukrainy
Ukraina taka jaką jest teraz z pewnością nie utrzyma się długo. Datą graniczną może być, ale nie musi, rok 2017, czyli zakończenie umowy na użytkowanie przez Flotę Czarnomorską bazy w Sewastopolu. Rosjanie tego nie odpuszczą. Jeżeli silny nurt antyrosyjski utrzyma się na Ukrainie, co jest przynajmniej terytorialnie, na zachodzie kraju, bardzo możliwe, wypadki, które nadejdą spowodują zapewne podział Ukrainy. Zbyt wczesnym jest prorokowanie, co się wówczas z tym państwem stanie. Niemniej, pewne przecieki, które nastąpiły do prasy zachodniej (włoskiej) świadczą o tym, że taki podział nie jest wykluczony. Historia uczy, że mapy przygotowywane wcześniej na potrzeby polityki mocarstw tego świata w dużym stopniu pokrywają się z późniejszym stanem faktycznym, jednak raczej nie zdarza się, aby pokrywały się w stu procentach. Dlatego mapy ogłoszone przez Włochów z magazynu geopolitycznego Limes we wrześniu 2008 r. należy traktować ostrożnie. Wg nich, Ukraina zostanie podzielona tak, że najbardziej wschodnie tereny wraz z Krymem zostaną przyłączone do Rosji, środek utworzy państwo sfederowane z Rosją, pewne, nieduże części terytorium otrzymać może Białoruś, powstanie także być może Ruś Zakarpacka, zaś zachód utworzy państwo w istocie banderowskie. Na ile Rosja potraktuje powstanie takiego państwa (jeżeli w ogóle) jako państwa sezonowego, a na ile jako stałej międzynarodowej, to się okaże. Skłaniam się do poglądu, że będzie to państwo na okres próbny. Jeżeli Polska coś z nim nie zrobi, wchłonie je ponownie środkowa Ukraina, zaś panowie banderowcy będą musieli emigrować za ocean. Tak, czy inaczej, czekają nas ogromne zmiany na terytorium pomiędzy Polską a Rosją i od naszego zachowania, naszej polityki, zależeć będzie, jak na tym wyjdziemy. Istnieje jednak uzasadniona obawa, że idee prometejsko-mesjańskie, tak silne w Polsce, mogą po raz kolejny sprowadzić na nasze głowy wielkie nieszczęście.
Stanowisko Polski
Jakie powinno być zatem stanowisko Polski? Musimy przede wszystkim pogodzić się z faktem, że nie jesteśmy dzisiaj mocarstwem, nie mamy siły, aby decydować o czymkolwiek samodzielnie na arenie międzynarodowej i nie mamy możliwości przekonania do naszych agresywnych programów wschodnich, potęg światowych, a nawet jeśli pozory będą wskazywały na takie poparcie (vide – niedawne plany polityczne neokonserwatystów wobec Rosji), to będziemy jedynie narzędziem, pierwszym do poniesienia konsekwencji ewentualnego niepowodzenia. Dlatego pod rygorem ciężaru fatalnych skutków powinniśmy jak najszybciej porzucić choćby próby prowadzenia polityki antyrosyjskiej. W stosunku do obecnej Ukrainy powinniśmy zachowywać się racjonalnie i rozsądnie. Z każdą, podkreślam, z każdą Ukrainą należy utrzymywać stosunki, po to chociażby, żeby zapewnić ochronę polskiego dziedzictwa, polskiej mniejszości, czy interesów gospodarczych Polski. Natomiast zdecydowanie nie zwalnia nas to od walki, w imię również obiektywnych wartości i kryteriów, z banderyzacją Ukrainy, która jest w XXI w. rzeczą skandaliczną i niedopuszczalną. Tylko faktem posiadania przez banderowców protektorów za oceanem (spuścizna po zimnej wojnie, kiedy to banderowcy i inne antysowieckie ruchy w Europie Wschodniej znalazły się pod kuratelą służb specjalnych USA), wiążących z ich istnieniem plany polityczne, można wytłumaczyć tolerowanie tego zjawiska we współczesnym świecie.
|