 6 maja 2010 r. rada miejska Iwano-Frankowska (czyli Stanisławowa) nadała tytuły honorowych obywateli miasta dwóm wielkim zbrodniarzom: Stepanowi Banderze, przywódcy OUN-b oraz Romanowi Szuchewyczowi "Tarasowi Czuprynce", dowódcy UPA. Pamięć i historia polskiego Stanisławowa, jak i pamięć ofiar banderowskiego ludobójstwa, zostały ponownie zbrukane przez współczesnych wyznawców banderyzmu. Decyzję podjęło JEDNOMYŚLNIE wszystkich 50 obecnych na nadzwyczajnej sesji radnych. Nadzwyczajną sesję zwołano na podstawie apeli 33 organizacji społecznych i politycznych Iwano-Frankowska. Wniosek do mera miasta Wiktora Anuszkewyczusa podpisało 35 radnych. "Wiemy, że Bandera i Szuchewycz dawno już są bohaterami dla nas. Dziś, w przeddzień dnia miasta udokumentowaliśmy to" - powiedział sekretarz Iwanofrankowskiej Rady Miejskiej Wasyl Bojczuk. 30 kwietnia b.r. podobne uchwały podjęła rada miejska Tarnopola, zaś we Lwowie sprawa jest na etapie złożenia wniosku. (inf. na podstawie stron Głos Rosji, Unian.net, Zaxid.net).
Widać wyraźnie, że banderowcy rządzący dziś w samorządach tzw. zachodniej Ukrainy nie tracą pewności siebie. Tak jak pisaliśmy wcześniej, jeszcze przed ogłoszeniem wyników ostatnich wyborów prezydenckich na Ukrainie, kwestia banderowska pozostaje nadal bardzo istotną dla regionu i jego przyszłości i to w wymiarze międzynarodowym. Brak poparcia ze strony władz centralnych w związku z przegraną Juszczenki i Tymoszenko nie oznacza w żadnym wypadku przetrącenia ruchu neobanderowskiego. Jeżeli Polska, która najbardziej ucierpiała ze strony nacjonalistów ukraińskich nie przyłączy się w sposób zdecydowany do działań antybanderowskich Rosji i Wiktora Janukowycza, niewykluczone, że sytuacja na Ukrainie zmierzać będzie w kierunku separatyzmu jej zachodnich obwodów. Co więcej, należy realnie obawiać się takiego rozwoju wydarzeń, w którym nieprzytomni z nienawiści do Rosji polscy prometejczycy zaczną ponownie, i to nawet jawnie, wspierać banderowców - w imię zachowania niepodległości, niezależności, czy czego tam jeszcze, Ukrainy od Rosji. Gdyby tak się, nie daj Bóg, stało, polityka polska zostałaby sprowadzona, z poziomu szaleństwa teoretycznego, do poziomu szaleństwa stosowanego. A przecież, są jeszcze - nie łudźmy się, że zasypiają gruszki w popiele - możni protektorzy banderowszczyzny zza oceanu, nie przypadkowo tożsami z tymi, na których nasi rusofobi patrzą pełnym oddania wzrokiem... A diaspora ukr..., przepraszam, banderowska w USA działa. 5 maja b.r. zrobili demonstrację przed ukraińskim przedstawicielstwem przy ONZ w związku z wizytą Konstantina Griszczenki, ministra spraw zagranicznych Ukrainy. Protestowali przeciw umowie krymskiej w sprawie stacjonowania floty rosyjskiej w Sewastopolu, ale nie zabrakło też flag czerwono-czarnych z hasłami "Bandera i Szuchewycz - bohaterowie Ukrainy". Cóż, polityka międzynarodowa nie jest dla ludzi sentymentalnych, ani dla tych, którzy myślą, że jak zamkną oczy, to problem zniknie. Trzeba działań i to działań twardych, nie oglądających się na historyczne i teoretyczne mrzonki. Trzeba wykorzystywać okazje, zwłaszcza, kiedy los podaje nam gotowe rozwiązanie na talerzu. Przecież zachodnioukraińscy banderowcy, dokonując aktu uhonorowania zbrodniarzy w przeddzień obchodów zwycięstwa nad III Rzeszą, sami sytuują się po stronie Niemiec hitlerowskich a przeciwko Polsce i całej koalicji antyhitlerowskiej. Czy tego naprawdę nie widać w Warszawie? |