W poniedziałek, 24 maja, odbyły się we Lwowie doroczne obchody "Dnia Bohaterów". Jak podaje lenta.ru, po ulicach przeszły kolumny weteranów OUN-UPA, przedstawicieli nacjonalistycznych partii i ruchów, a także zwykłych lwowian. Dzień ten poświęcony jest pamięci twórców, ideologów i dowódców nacjonalistycznych ruchów Zachodniej Ukrainy: Jewhena Konowalca, Mykoły Michnowskiego i Symona Petlury. Ponieważ zginęli oni w różnych latach, ale w maju, Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów wybrała ten właśnie miesiąc dla uczczenia swoich bohaterów. Warto zwrócić uwagę, iż powielany na wielu stronach (m.in. tutaj) artykuł informujący o przebiegu tego wydarzenia, podpisany "Jarosław Junko (PAP)", kończy się słowami: "Bandera przewodził jednej z frakcji OUN, której zbrojne ramię, dowodzona przez Szuchewycza UPA, obarczana jest odpowiedzialnością za czystki etniczne* na ludności polskiej Wołynia i Galicji Wschodniej w latach II wojny światowej" (sic!).
Zapraszam do fotogalerii lenty.ru
gjwdnia maj 27 2010 01:48:17
Łaskawca... W zasdzie wręcz już trudno coś dodać. Jak szkoda, że Petlura nie może wyraziś zdania na ten temat, chociaż kto wie? Są jeszcze i upiory...
Adam Smiechdnia maj 27 2010 08:37:15
To jest akcja skoordynowana. Niedawno pisałem o komentarzu GW do uchwały sejmiku opolskiego z 30 marca b.r.. Napisali tam niemal identycznie: "Bandera był przywódcą jednej z frakcji OUN, której zbrojne ramię - UPA - obarczane jest odpowiedzialnością za czystki etniczne na ludności polskiej Wołynia i Galicji Wschodniej w latach II wojny światowej." To musiało być ustalone odgórnie. Nie ma innej możliwości. Mamy do czynienia z przeciwnikiem, który ma swoje macki wszędzie. I znów wrócę do Katynia. A jakby tak napisać, że NKWD obarczana jest odpowiedzialnością za masowy mord na oficerach polskich? No, wtedy to by wybuchło (nie) święte oburzenie!
Adam Smiechdnia maj 27 2010 09:15:50
A co do samego przemarszu. Jakie to przykre, że arcypolski, bohaterski Lwów jest dzisiaj centrum ruchu politycznego owładniętego nieprzytomną nienawiścią do Polski i Polaków. Jego polskie mury, polska historia patrzą na maszerujących zbrodniarzy i ich spadkobierców w bezsilnym milczeniu. Polska o nim zapomniała. Jak wielką hańbą jest to, że istnieją w Polsce całe gromady ludzi, którzy nie dość, że usprawiedliwiają tą morderczą czerń, to jeszcze widzą w niej sojusznika przeciwko Rosji. Jest to zaślepienie i głupota o rozmiarach niewyobrażalnych.
kotdnia maj 29 2010 22:37:37
Smutne patrzeć na młodzież niosącą portrety nazistów, ale poniekąd myśmy własną głupotą ich stworzyli, wyhodowali i tolerowali. Utrzymać Małopolskę i zachodni Wołyń dało by się jedynie przy zachowaniu zasady jedno państwo jeden naród jeden język i eliminację skrajnego elementu. Tam gdzie władza polska nie sięgała, problemu ukrainskiego nazizmu nie było i nie ma. Ot, paradox. Kiedyś czytałem w GW wynurzenia jakiegoś ukraińskiego nazisty. W latach 30. chodził do ukraińskiego gimnazjum w Przemyślu. Chełpił że w każdej klasie działała komórka OUN. Może ktoś wreszcie kiedyś zada pytanie , po co te szkoły istniały? Podpalać własny dom w nadziei, że spłonie również dom sąsiada. Nie spłonął, pożar zatrzymał się na sławnej rzece Zbrucz.......
Arekdnia maj 30 2010 22:10:05
Porażający jest również fakt, iż we Lwowie sympatykami tej zbrodniczej ideologii nie są jedynie członkowie ugrupowań politycznych odwołujących się do tych poglądów ale również sportowcy czy artyści którzy chętnie biorą co roku udział w imprezach upamiętniających zbrodniarzy co niestety miałem okazję obserwować osobiście. Pierwszy raz we Lwowie byłem w 2002 r a od tego czasu byłem tam7-8 razy czasem nawet 2 razy w roku i niestety na przestrzenie tych lat propaganda banderowska robi swoje w 2002 r banderowcy byli marginalną grupą ekstremistów posiadającą w centrum miasta siedzibę na którą składała się księgarnia z antypolską i antyrosyjską książką oraz kawiarnia której ozdobą były portrety czołowych banderowców. Dziś do bandyckiej spuścizny ochoczo przyznają się zarówno członkowie marginalnych grup jak i członkowie oraz sympatycy czołowych ugrupowań ukraińskich że nie wspomnę o lwowskim samorządzie zdominowanym banderowców.
gjwdnia maj 31 2010 00:04:42 Gdyby Polska była krajem cywilizacji turańskiej, pomysł jednego z przedmówców zostałby z żelazną konsekwencją wprowadzony w czyn. Z drugiej strony piłsudczyzna również bycia w ramach cywilizacji zachodniej nie przyjmowała na żadnym odcinku poważnie. W sprawach narodowościowych doprowadziła do tego, że nawet działacze białoruscy, którzy walczyli przeciw bolszewikom w latach 1917-20, uciekali do tychże bolszewików (i w latach 1937-40 zostali wymordowani w ZSRS). Z niezwykłym talentem przez najpierw przyznanie mniejszościom szerokich swobód, a następnie odbieranie ich w całości i wykluczanie ze wszystkiego aż do zepchnięcia na dno nędzy i rozpaczy większość (wyznawcy religii rzymskiej, acz nie tylko: piłsudczycy to często byli ewangelicy jak słynny Sławoj-Składkowski) w naszym państwie opanowała sztukę tworzenia sobie piątej kolumny.
To oczywiście jedna strona medalu. Drugą jest niezwykła zaciekłość i potworna bezwzględność OUN-UPA, którą da się w ostatecznym rachunku wytłumaczyć wyłącznie przynależnością do owej "cywilizacji wielkiego stepu" czyli tatarską mściwością.
Na dzień obecny możemy to utemperować (tak samo na kierunku litewskim) nie naśladowaniem podłości, ale zbliżeniem z Rosją i (jeśli się da) Niemcami. Z tego wyniknie wspólny nacisk (dla tego celu warto łączyć wysiłki również z przynajmniej niektórymi środowiskami żydowskimi) na Wilno i Lwów o takiej sile, że spadkobiercy upowców i szaulisów pochowają się z powrotem w mysie dziury.
kotdnia maj 31 2010 16:11:22
Odnosząc się do wpisu wyżej, nie tylko Piłsudski ponosi odpowiedzialność. To przecież na pocz. lat 20tych XX wieku nie tylko, że nie cofnięto automomii kulturalnej Rusinom i Ukraińcom w Małoposlce, którą dostali od Austrii w celu osłabienia Polaków. Ale dopuszczono wtedy do rozlania się idei ukraińskiej na Wołyń, gdzie w czasach rosyjskich istniały instytucje wyłącznie rosyjskie, a od 1905 roku również polskie (np. prywatne szkoły polskie). Nie kto inny jak minister Grabski kazał tworzyć szkoły polsko - ukraińskie. Potwierdził tym samym że należy im się to, czego za czasów rosyjskich nigdy nie mieli i nie chcieli mieć, bo ruchu ukraińskiego jeszcze tam wtedy nie było. Endecja również nie doceniała zagrożenia ukraińskiego, choć to zupełnie inna jakość od późniejszych rządów. Natomiast zacietrzewienie i szowinizm OUN-UPA łączyć trzeba nie z Tatarami , ale z Chmielnickim, Hitlerem i kompleksem wobec Polaków. Jak się głębiej zastanowimy to wodą na młyn nacjonalizmu ukraisnkiego, tak jak i białoruskiego, litewskiego, łotewskiego czy ostatnio śląskiego jest negacja polskości. Inaczej być nie może, bo to bierność i brak rozumu u Polaków doprowadził do rozrostu tych wrzodów na ziemiach , które do I poł. XIX nawet Rosja uważała za polskie. Miały język urzędowy polski, działał polski uniwersytet w Wilnie itd.
Jak się głębiej zastanowimy to wodą na młyn nacjonalizmu ukraisnkiego, tak jak i białoruskiego, litewskiego, łotewskiego czy ostatnio śląskiego jest negacja polskości. Inaczej być nie może, bo to bierność i brak rozumu u Polaków doprowadził do rozrostu tych wrzodów
Niezupełnie, bo np. budzenie świadomości Białorusinów było inicjatywą polskiej szlachty i nawet niektórych księży rzym.-kat. przeciw uznawaniu ludności chłopskiej w paru guberniach za rosyjską. Pierwsze książki i czasopisma w języku białoruskim ukazywały się w zapisie alfabetu łacińskiego, a ruch białoruski był uznawany za pomocny w walce z rusyfikacją i dążący do przyszłej unii z Polską. Do dzisiaj jako białoruskich bohaterów wymienia się Tadeusza Kościuszkę i Konstantego Kalinowskiego. W II Rzplitej dano jednak tym ludziom zamiast szerokiej autonomii państwo centralistyczne.
Wśród budzicieli świadomości ukraińskiej w byłym Księstwie Halickim z początku przeważało nastawienie propolskie i tylko bezustanne podkreślanie swej wyższości ze strony polskiej w końcu pchnęło tych ludzi w kierunku Wiednia.
Do utraty panowania nad sytuacją przez polską szlachtę na Żmudzi ogromnie przyczynił się jej gormadny udział w powstaniu styczniowym i w wyniku utrata majątków.
Rzeczywiście był to wszystko brak rozumu.
Czy można było iść inną drogą? Czy gdyby dano wówczas mniejszościom narodowym szeroką autonomię, doprowadziłoby to do rozbicia państwa, wykorzystanego do całkowitego zniszczenia przez wrogów zewnętrznych?
Otóż mamy tu pewną częściową odpowiedź. Mniejszośś niemiecko-ewangelicka miała dośś pieniędzy i wpływów oraz była tak świetnie zorganizowana, że odebranie jej faktycznej szerokiej autonomii kulturalnej i społecznej tak przez zaborcę rosyjskiego jak II Rzplitą było niewykonalne. Jest rzeczą znamienną, że lwia część tych ludzi, w tym prawie wszystkie najwybitniejsze jednostki, dość szybko się spolszczyła. Z Niemcami łączyły ich już tylko dobra znajomość języka przodków, wyznanie, wyjątkowo wielka czystość, systematyczność i gospodarność.
Gdyby polskie społeczeństwo i państwo zachowało się względem mniejszości wschodnich konsekwentnie w sposób przyjazny i oparty na ścisłym poszanowaniu sprawiedliwego prawa (nie czyń drugiemu tego, co tobie niemiłe; w tym wypadku nie wynaradawiaj na siłę) podobne zajwisko wystąpiłoby również na kresach wschodnich. Starć z elementami nacjonalizmu pogańskiego i skrjnymi ideologiami nie dałoy się przez to uniknąś, ale np. ukraińcy byliby w sprawie stosunku do Polaków podzieleni o wiele bardziej niż to się okazało. Do tego stopnia, że UPA prawdopobnie w ogóle nie mogłaby skutecznie działać.
Podsumowując, uważam że tak w sprawach narodowościowych jak innych polska idea narodowa winna być jednoznacznie łacińska i chrześcijańska. Rzymianie zromanizowali Gallów nie przez wzbranianie obrządków druidów i używania ich języka, ale przykładem swej mądrości, sprawiedliwości, słowności, wielkoduszności i traktowaniu innych wolnych ludzi jako pełnoprawnych kandydatów na współobywateli. Tę lekcję usiłował sobie przyswoić wspomniany Wł. Grabski, a splunęli na nią sanatorzy. Chcemy czy nie chemy będziemy żyć w otoczeniu innych narodów. Nie jesteśmy od nich (chyba tylko z jednym wyjątkiem) mocniejsi i wszelkie skłanianie się do rozwiązań innego typu prędzej nas zabije niż wzmocni.
Adam Smiechdnia czerwiec 04 2010 03:40:31
Nie do końca zgadzam się z Panami.
Pan kot napisał:
Nie kto inny jak minister Grabski kazał tworzyć szkoły polsko - ukraińskie. Potwierdził tym samym że należy im się to, czego za czasów rosyjskich nigdy nie mieli i nie chcieli mieć, bo ruchu ukraińskiego jeszcze tam wtedy nie było.
Jest to błędna ocena St. Grabskiego. Owszem, szkoły utrakwistyczne to pomysł Grabskiego, ale tworzył je on zamiast szkół z wyłącznie językiem ukraińskim, a to zmienia postać rzeczy. Były one znienawidzone przez Ukraińców proweniencji nacjonalistycznej. Oto ich ocena (szkół) w wykonaniu wyjątkowo przychylnego Ukraińcom, R. Torzeckiego: "nie doszłoby może do zwycięstwa koncepcji St. Grabskiego, do otwarcia tak szerokiej drogi utrakwizmowi, który doprowadził do poważnego zniszczenia szkolnictwa ukraińskiego oraz ograniczył prawnie używanie języka ukraińskiego w życiu publiczno-państwowym".
Musze powiedzieć, że w miarę poznawania postaci, dorobku teoretycznego i czynów Stanisława Grabskiego, pomimo jego formalnego rozejścia się po 26 r. z Ruchem Narodowym, doszedłem do wniosku, że był on faktycznie nadal wybitnym przedstawicielem Myśli Narodowej, w istocie, do końca swego długiego życia. Śmiem twierdzić, że w czasie II w.św. był jedynym godnym kontynuatorem metody politycznej Dmowskiego z okresu I w.św. Zabrakło mu naturalnie autorytetu, zaplecza i siły wieku Dmowskiego (miał już ponad 70 lat), ale i tak zadziwia swoją przenikliwością, zrozumieniem sytuacji Polski itd. Sojuszników znalazł jedynie w osobach starych działaczy endeckich - Mariana Seydy i Wacława Komarnickiego. Rządząca w SN grupa Bieleckiego, ale także opozycyjny wobec wszystkich Adam Doboszyński, żyli w świecie własnych wyobrażeń, oderwani od rzeczywistości, a w przypadku grupy Bieleckiego poszli nawet ręka w rękę z zupełnie bezmyślną piłsudczyzną (Doboszyński po powrocie do kraju, a przed aresztowaniem, bardzo szybko, jako znakomity analityk, zdążył wiele zrozumieć; jego błędna postawa w Anglii była w dużej mierze spowodowana brakiem wiedzy o faktycznej sytuacji sprawy polskiej). Grabski nie miał złudzeń. Uważał, że władze Polski nad Kresami może zapewnić jedynie konsekwentna polityka rządu. Nie polityka gnębienia Ukraińców, ale polityka zapewnienia przewagi polskiej np. poprzez wprowadzenie wymogu, że 50 % miejsc w radach samorządowych przyznawane jest z mocy prawa Polakom. W czasie wojny, pod wpływem informacji o rzeziach banderowskich, Grabski doszedł do przekonania, że Polacy i Ukraińcy nie mogą żyć razem i optował za przesiedleniami ludności. Trochę wbrew postawie szlachetnego idealisty Pana gjw, uważam, że w obu przypadkach miał rację. W czasach, kiedy pierwszy polik szlachtują człowiekowi nożem, trudno wystawiać drugi. Polityka piłsudczyzny, najpierw głaszcząca najgorszy element ukraiński (z myślą o swojej idee fixe - walce z Rosją), a później, kiedy to tylko zwielokrotniło jego siłę, mszcząca się prymitywnie na Bogu ducha winnych w ogromnej większości włościanach, pchnęła tych ostatnich w objęcia OUN. A trzeba było nie mścić się na chłopach tylko konsekwentnie wyłapać OUN, w istocie istniejącą tylko dzięki Abwehrze, wykonać ze 100 wyroków śmierci, a byłaby przynajmniej szansa na inne zakończenie. Nie mam w tej chwili źródła pod ręką, ale istnieją dane pokazujące odpływ polskości z Kresów Płd-Wsch w latach 30-tych i daleko idącą ukrainizację tych terenów już przed wojną. To wtedy nastąpił pierwszy etap utraty tej części kresów przez Polskę. Po ludobójstwie banderowskim oraz wywózkach sowiecko-niemieckich, byliśmy na straconej pozycji...
gjwdnia czerwiec 04 2010 07:45:17
W sytuacji gdy ludzie OUN zaczęli strzelać itd. to rzeczywiście należało ich wyłapać i dać im zebrać to, co posiali czyli ustawić ich pod murem. Nie jestem aż takim szlachetnym idealistą abym uważał, że terroryści i inni mordercy zasłużyli na łagodne traktowanie. Nie zasłużyli i zapewnianie im takowego jest gorszą od zbrodni głupotą. Czym innym jednak było bezuastanne łamanie słowa i umowy tak dawno temu wobec kozaków jak mniej dawniej wobec ludzi, którym w imieniu polskiego państwa złożono określone obietnice i którzy dotrzymywali swojej strony umowy. Nie było to ani chwalebne ani roztropne.
Od myślenia, że dla dobra własnego narodu wszystko wolno musimy się całkowicie uwolnić. Tak naprawdę myślenie i działanie w takim duchu nie wyszło i nie wyjdzie żadnemu narodowi na dobre. O swoje interesy trzeba dbać są jednak pewne granice. To, co pisał np. Melchior Wańkowicz widząc jak zabrania się dzieciom rosyjskim zajęć w języku rosyjskim w polskiej szkole, iż wobec czegoś takiego można się tylko spalić ze wstydu, to nie był szlachetny idealizm tylko świadomość co wolno, a czego nie wolno. Bez tego wskazania Konecznego będą wyłącznie szowinistycznym wbijaniem się w pychę. Widzę tu jeden z poważnych błędów, od których polski ruch narodowy musi się oczyścić jeśli ma mieś szanse dojścia do władzy i wprowadzenia w czyn zasady; swego nie damy, cudzego nie chcemy w dzisiejszym świecie.
Adam Smiechdnia czerwiec 04 2010 10:02:12
Tylko, że na terenach, o których mówimy do "naszego" pretendowały dwa narody, polski i ukraiński. Jeden (polski) nie mógł pozwolić na autonomię, gdyż z całą pewnością zakończyłoby się to, nawet, gdyby wojna nie wybuchła, powstaniem antypolskim lub czymś podobnym z udziałem sąsiadów; drugi, w dobie krystalizujących się narodów, poczucia narodowego i nacjonalizmów, nie był zainteresowany tylko autonomią. Nie ma tu miejsca na trzecią drogę. Albo albo. Ja wybieram pomysł Grabskiego, który po 26 r. przestał być realizowany z wiadomym skutkiem. To, co Pan gjw mówi o rosyjskim, czy innym dziecku, to prawda, ale nie kłóci się to ani z wizją Grabskiego, ani z moją. Szkoła dwujęzyczna była głęboko uzasadniona. Uczyła w języku ojczystym oraz w języku państwowym. Takie było i jest prawo gospodarza i nie ma to nic wspólnego z szowinizmem, ani z pogwałceniem zasad cywilizacyjnych Konecznego. W końcu mówimy o Polsce, a nie o dowolnej wspólnocie obywateli. Nacjonaliści nienawidzili tych szkół, bo chcieli nauki tylko w duchu i języku ukraińskim, a szkoła, w której uczono również po polsku, siłą rzeczy budowała mniejszą lub większą więź młodych Rusinów/Ukraińców z państwem polskim. Część z nich z pewnością uległaby asymilacji, ale to też nie jest żadna zbrodnia, jeśli dokonuje się w sposób naturalny. To właśnie Polska i Polacy na tych ziemiach, ich gospodarze i współgospodarze od czasów przedhistorycznych, stanęli wobec problemu, który rzucał hasło: "swego nie damy, obcych (Polaków) wyrżniemy". Nie jest to sytuacja łatwa, w której słuszne idee z łatwością przekłada się na język praktyki. Popełniono masę błędów, często nieodwracalnych. Patrząc ex post, uważam jednak koncepcję Grabskiego za najlepszą z punktu widzenia państwa i jego przyszłości.
gjwdnia czerwiec 05 2010 11:27:08
I tak oto, drogi panie Adamie, doszliśmy do wspólnego stanowiska. Ja też nie uważam np. autonomii terytorialnej na terenach w miarę zwarcie zamieszkanych np. przez naszych słowiańskich braci Białorusinów za właściwą drogę. Jeśli ma być autonomia szkolna, to szkoła dwujęzyczna z programem nauczania uzgodnionym z Warszawą itp. Jeśli w takiej szkole część dzieci/młodzieży białoruskiej się polszczy, a część polskich rówieśników zaczyna się uczyć białoruskiego też z własnej woli to jest to nadzwyczaj łacińskie i dla wszystkich korzystne. Natomiast za głoszenia haseł w rodzaju: swego nie damy, obcych wyrżniemy w każdym kraju powinna być solidna kara, a za przejście od słów do czynów w tym duchu kara nieodwracalna... Nasza naród był otwarty na inne narody (nawet na Tatarów) o ile ich przedstawiciele byli wobec naszego narodu szczerzy, uczciwi i nastawieni pokojowo. W przeciwnym wypadku, gdy ktoś sam ustawia się jako wróg, nie ma rady, trzeba go zwalczać, nolens volens.
Autonomia śląska? Może być, ale tylko w jednym celu; gdyby miała służyć głębszemu związaniu z macierzą przez jednoczesne uszanowanie odrębności ludu śląskiego ukształtowanej przez wieki odrębnego trwania. Dla żadnych innych celów - nie do przyjęcia.
To samo np. autonomia kulturalna Kaszubów czy Mazurów.
Mi chodzi wyłącznie o bardzo wyraźne oddzielenie pozytywnego nacjonalizmu chrześcijańskiego (co Jezus Chrystus powiedział o karze śmierci dla terrorystów?) od negatywnego, pogańskiego (postawienia własnego narodu na miejscu Boga, a w kategoriach osób niewierzących - zastąpienie służbą własnemu narodowi prawa naturalnego tj. tzw. zwykłej ludzkiej przyzwoitości).
kotdnia czerwiec 07 2010 22:40:04
Każdy większy kraj ma wiele dialektów. Zadaniem nowoczesnego państwa narodowego jest budowanie jedności i zacieranie tych różnic a nie dokładanie oliwy do ognia. Skoro np. carska Rosja broniła jedności swojego narodu i nikt w cywilizowanym świecie nie miał z tego powodu pretensji, to trudno zrozumieć czemu Polacy odmawiali i odmawiają tego prawa swemu własnemu narodowi? Z idealistycznych pobudek wyobrażamy sobie że jak powołamy do życia golema to może on szkodzić najwyżej sąsiadom a nie nam, bo to niejako nasz twór, więc z definicji będzie nam dozgonnie wdzięczny za naszą wielkoduszność (tzn. głupotę). Tyle że te twory powstały na naszych polskich ziemiach. I pojmując własne położenie geopolityczne doskonale rozumieją że to Polska i polskość są ich głównym wrogiem, który trzeba wyplenić i najlepiej jeszcze zatrzeć po nim ślady. Jeśli by doszło do rozwoju separatystycznego nacjonalizmu śląskiego czy mazowieckiego to słusznie dojdą do tych samych wniosków co Ukraińcy czy Białorusini. I nie jest to żadna "tatarska mściwość" tylko najbardziej racjonalny w ich sytuacji osąd.
Ciekawe skąd u tak trzeźwego choćby w sprawach ułożenia się z Rosją S.Grabskiego nieco naiwne przekonanie co do mniejszości. Otóż w młodości był socjalistą i zapewne przechował cześć swoich postępowych wyobrażeń w tej kwestii, poza tym sporą część życia spędził w Austro-Węgrzech, przesiąkając panującymi tam wyobrażeniami. Właśnie na podstawie Austro-Węgrier można sobie wyrobić pogląd czym jest zbytnia tolerancja, optymizm i fałszywe złudzenia. Francja i Niemcy które w XIX i XX w.tak zacięcie broniły swojej jedności mają się dobrze dzisiaj w roku 2010. A co zostało po Austro-Węgrzech, co zostanie po Hiszpanii za 50 lat, bo to kolejny przykład do czego prowadzi głupota? Póki jest czas może lepiej brać przykład z Dmowskiego niż Grabskiego?
gjwdnia czerwiec 10 2010 20:13:17
Są rzeczy na które jest jakaś rada i na które rady nie ma. Nacjonalizm sto lat temu należał do tej drugiej kategorii. W ZSRR go stłumiono (przedmówca chciałby mieć w Polsce międzywojennej miejsca masowych kaźni bez wyroku? no chyba nie) wiadomo jak i co? Potem były trupy w szafach na uciechę wrogom silnej państwowości rosyjskich komunistów. Przy wykonywaniu zwrotu politycznego wysypały się z tych szaf. Jedna zasada się sprawdza, uznaj odrąbność, prawa innego, a dopiero potem możesz skutecznie próbwać go zasymilować. Kiejm w tych sprawach nic się nie wskóra prócz wzbudzenia nienawiści.
Jedna zasada się sprawdza, uznaj odrąbność, prawa innego, a dopiero potem możesz skutecznie próbwać go zasymilować
Jest dokładnie na odwrót. W XVIII i XIX wiekach Prusy, potem już jako Niemcy przeprowadziły akcję unifikacji Niemiec, różniących się religią i dialektami nie mniej niż różnica między ówczesnym chłopem z Pomorza od chłopa z Podola lub Wołynia, które to ziemie uważano wtedy za tak samo polskie. Zakończyło się to ogromnym sukcesem. Problem dla tej polityki Prus stanowili wyłącznie Polacy w Wielkopolski i Pomorza, choć np. z Dolnego Śląska czy Ziemi Lubuskiej już nie... Tylko ci Polacy wraz z garstką Górnołużyczan dowiedli swej prawdziwej odrębności. Do dzisiaj np. marne pozostałości dialekcie (czy też języku) dolnosaskim uważa się w Niemczech za część niemczyzny zaś w sąsiedniej Holandii za dialekt holenderski i nikt przy zdrowych zmysłach nie zgodzi się na odrębną narodowość saską, szwabską czy bawarską. Nie inaczej sprawy toczyły się w Rosji, gdzie znów jedyną przeszkodą takiej polityki była Polska. I gdyby nie bolszewizm żadnej Ukrainy ani Ukraińców na zeimiach rosyjskich na pewno by nie było. Sporne mogło być jedynie, czy granica polsko-rosyjska będzie bliżej Bugu czy bliżej Dniepru. Co z tej historii wynika : jedynym narodem historycznym, odrębnym i zdolnym do samodzielnego istnienia między Rosją a Nimcami są Polacy. Każde państwo miało i ma prawo prowdzić politykę jednoczenia i asymilacji zbliżonych dialektów. I jest to w dużej mierze proces naturalny, jeśli się nie stawia sztucznych przeszkód w rodzaju autonomii. Polska ma do prowadzenia swoich spraw w ten sposób takie samo prawo jak ma Rosja, NIemcy, Francja i inne kraje. Polska niestety nigdy z tej możliwości nie skorzystała i srogo się to zemściło. To ci co dali Ukraińcom autonomię kultralną w II RP ponoszą współodpowiedzialność nie tylko za odpolszczenie Kresów ale również za ludobójstwo na Polakach dokonane przez ukraińskich zbrodniarzy. Ukraińskie szkoły finasowane przez państwo polskie wypuściły takich absolwentów jak Bandra , Szuchiewicz i tysiące innych. Po raz kolejny zapytuję się, po co te szkoły były i czemu służyły? Polscy durnie, że się tak wyrażę, nigdy się nie przyznają ile są warte ich wątpliwe talentów. NIc ich nie nauczyło że stracili Kresy , teraz tą samą miarą chcą mierzyć Górny Śląsk i Kaszuby. Wierząc, że postępują najuczciwiej i najzacniej i na tym ma w ich przekoanniu polegać polityka bla bla bla... W ten sposób rozmontują nawet takie państwo jakie mają teraz.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.
Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.