Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumSierpień 24 2019 21:51:52
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 9
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
49
49
SS-Galizien
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
Cyrk na Majdanie
Tematyka ukraińska

To, co dzieje się na Ukrainie przypomina zaiste, jak kiedyś pisał Dmowski, międzynarodowy - i to, można dziś dodać, obwoźny - dom publiczny. Mamy tzw. opozycję, która pragnie z całego serca oddać się w niewolę Unii Europejskiej. Okazuje się, że nawet wyzbycie się wielu atrybutów suwerennego państwa na rzecz UE ma swoją wartość, byleby tylko, hmm, no właśnie, byleby tylko co? Nie oddać się Rosji? Bzdura! Każdy normalny, myślący człowiek wie, że więzy łączące Rosją z Ukrainą są na tyle głębokie i wszechstronne pod każdym względem, że ten cyrk, który aktualnie obserwujemy jest po prostu zaklinaniem nie tylko geopolityki, ale i geografii. Oczywiście cyrk potrzebuje małp, także małp przyjezdnych. A któż się do takiej roli może nadawać lepiej od naszych schizofrenicznych rusofobów? Oto, pan Jarosław Kaczyński powiedział nagle, że "PiS zdecydowany jest popierać to wszystko, co prowadzi Ukrainę ku Europie". Apelował też, by na Ukrainę udali się szefowie dyplomacji Polski i Szwecji - Radosław Sikorski i Carl Bildt. "W Kijowie powinni się jak najszybciej zjawić panowie Aleksander Kwaśniewski i Pat Cox". Sam pan Kaczyński wybiera się w niedzielę (1.12). To że PiS wtrąca się do wewnętrznego konfliktu obcego państwa i staje po jednej ze stron tego konfliktu, to, bądź co bądź, znana od dawna patologiczna "norma" polityki prometejskiej, ale okazuje się, że fetysz pod nazwą Rosja powoduje także gwałtowny wzrost sympatii do Unii Europejskiej a nawet do p. Aleksandra Kwaśniewskiego. To powinna być kolejna nauczka i jasny sygnał dla zaślepionych Smoleńskiem zwolenników PiS - Unia Europejska jest dla tej partii mniejszym zagrożeniem dla Polski niż Rosja! Szef PiS nawołuje nawet organy UE do reakcji. Czyli, co najmniej, uważa rozciągnięcie na Ukrainę unijnego totalitaryzmu i ideologii występującej otwarcie przeciwko tradycji cywilizacji europejskiej, za mniejsze zło od zła jakie ma nieść ze sobą Rosja i jej polityka. Jest to oczywiste zaślepienie rusofobią. Przy tym bardzo niebezpieczna gra. Nikt nie może zagwarantować Polsce, że w przyszłości, gdybyśmy np. chcieli zrzucić pęta unijne, dokładnie takie samo postępowanie, jak wobec Ukrainy, nie zostanie zastosowane wobec naszego kraju. I co wtedy? Co będzie mówił pan Kaczyński, gdy politycy z sąsiednich państw, którzy będą mieli np. podpisane umowy o współpracy, dajmy na to z partią Palikota albo z PO (tak jak PiS ma podpisane umowy z partiami Jaceniuka i Kliczki), będą nawoływali, "w imię zagrożonych wartości europejskich", do obalenia władzy np. pana Kaczyńskiego? Naturalnie oburzenie sięgnie zenitu, bo przecież jak Kali nawoływać to dobrze, a jak przeciw Kalemu, to zbrodnia. Jak biją Polaków na Majdanie (a co tam robili, zdjęcia z misiem? - normalni ludzie nie wchodzą w wir konfliktu politycznego w obcym państwie; ciekawe - jeśli chodzi o Egipt polski MSZ ostrzega przed udawaniem się w miejsca dotknięte konfliktem, gdy chodzi o Ukrainę, nie ostrzega), to jest to skandal, a jakby tak rządził Juszczenko i pobito by Rosjan wspierających Janukowycza, to oczywiście byłoby słuszne złojenie skóry kacapom. Kali zaciera ręce... Nieodpowiedzialność polskich prometejczyków, dla których zbudowanie antyrosyjskiej Ukrainy jest dogmatem wiary, nie zna granic. Zrobią to każdym kosztem, nawet kosztem Polski. Przyłożą rękę choćby i do stworzenia banderowskiego państwa ukraińskiego ze stolicą we Lwowie, co może być dalszą konsekwencją tego oczywistego podziału, który trawi sztuczne państwo i, jak się okazuje, także sztuczny naród ukraiński. Z całym szacunkiem dla normalnych Ukraińców - nie podważam i nie poddaję w wątpliwość ich uczuć narodowych, tożsamości itd. Niemniej, bez sentymentów muszę zauważyć, że nie ma jednego narodu ukraińskiego. Między wschodnimi a zachodnimi Ukraińcami istnieje przepaść, która wyklucza zbudowanie jednej tożsamości narodowej dla obu stron. Kiedyś w Polsce nazywano jednych (wschodnich) Ukraińcami, a drugich (zachodnich) Rusinami. Miało to swoje uzasadnienie i sens. Paradoksalnie, z różnych wychodząc przesłanek i mając różne cele, uparcie budowali jeden naród ukraiński szowiniści z zachodu i komuniści ze wschodu. Nie ulega wątpliwości, że komuniści popełnili wielki błąd i przegrali, tucząc przy okazji szowinistów. Szowiniści, choć nie zdobyli dla siebie wschodu, niewątpliwie są stroną, która uzyskała więcej. A być może uzyska jeszcze więcej w przyszłości i kto wie, czy to nie będzie własne państwo. Dmowski i ludzie jego linii politycznej w ruchu narodowym, mieli rację odnośnie Ukrainy. To nic, że upłynęło 80-90 lat. Zmienili się aktorzy, zmieniły się akcenty, ich rozłożenie, ale istota pozostaje ta sama - antyrosyjska Ukraina, jaką chcieliby widzieć protestujący na Majdanie Ukraińcy odwołujący się do tradycji Bandery, Melnyka i Łebeda (bo innej nie mają), oraz ich polscy, prometejscy, "pożyteczni" poplecznicy, jest wielkim zagrożeniem dla Polski, potencjalnym Piemontem neokonserwatywnych mesjanistów, zwornikiem międzynarodowej agentury wpływu wszelkiego rodzaju, wreszcie, wymarzonym miejscem dla rozmaitych aferzystów. Nie wiadomo kiedy i czy nastąpi podział państwa ukraińskiego (obawa przed drugą Jugosławią może przeważyć), ale zagrożenia takiego wykluczyć nie można. Z naszego punktu widzenia stosunkowo najlepsza Ukraina, to właśnie taka, z jaką mieliśmy ostatnio do czynienia, czyli Ukraina pod rządami Janukowycza, który wygasił zapędy neobanderowców i prowadził wobec sąsiadów politykę spokojną, wolną od zadrażnień. Niestety, polscy fantaści polityczni nie chcą, bądź nie mogą tego zrozumieć. Janukowycz potyka się obecnie na sytuacji, która przerasta i jego samego, i całą ledwo skleconą Ukrainę - na konieczności dokonania wyboru. Pamiętajmy, kto był katalizatorem tej sytuacji. Nie była nim Rosja. Status quo mogłoby trwać jeszcze wiele lat, ale nie, mesjaniści, za pośrednictwem Unii Europejskiej, musieli zrobić krok do przodu. Z radosnym udziałem Polski w osobie ministra Sikorskiego i jego entuzjazmu wobec Partnerstwa Wschodniego. Janukowycz manewrował póki mógł całkiem zręcznie, teraz jednak może nie wytrzymać nacisku sił znacznie silniejszych od Tiahnyboków, Jaceniuków i Kliczków - sił, które za nimi stoją i od lat przymykają oko na faszystowską tradycję i jej kultywowanie na Ukrainie w XXI wieku. Machina powoli się budzi, już nad sankcjami wobec Janukowycza zastanawiają się miłujące wolność, zwłaszcza zaś szanujące prywatność rozmów telefonicznych oraz tajemnicę korespondencji, Stany Zjednoczone (z jakiej racji, ktoś zapyta, co ma w ogóle piernik do wiatraka? otóż, ma, jeśli pamiętamy o mesjanizmie USA i apetytach na światowego żandarma i sędziego w jednej osobie), już zrywają się polscy harcownicy. Dla każdego myślącego Polaka jest to sytuacja głęboko zawstydzająca, ukazująca w całej pełni małość i usługowość naszych polityków wobec planów obcych, byle tylko odpowiadała ich schizofrenicznej wizji świata zamykającej się w haśle "Bij Rucha!".

PS.Jarosław Kaczyński pojechał do Kijowa. Doszło do niedopuszczalnej ingerencji szefa jednej z partii polskich w wewnętrzny konflikt ukraiński. Rozumiem, że Jarosław Kaczyński zdaje sobie sprawę z tego, że swoim zachowaniem przyzwala na analogiczne działania obcych w Polsce w przyszłości. Zaś występowanie na jednej platformie (także dosłownie!) z liderem neobanderowców (Swoboda) Olegiem Tiahnybokiem jest wyrazem i politycznej nieodpowiedzialności, i zwyczajną kompromitacją. Oprócz Kaczyńskiego i jego świty na Majdanie byli również m.in. Jacek Protasiewicz z PO i Paweł Kowal z PJN, zaś pod ambasadą Ukrainy w Warszawie w duchu tych panów przemawiał Adam Michnik. Więcej komentarza nie potrzeba.

Na zakończenie galeria z 15 października 2013 r., a więc całkiem niedawno. Także z Kijowa, także ze Swobodą w roli głównej - 71 rocznica powstania UPA. Szkoda, że wtedy polscy przyjaciele nie przyjechali. Mogliby poświętować walkę z komuną. Zdjęcia pochodzą z witryny kyivpost.com - Link

Komentarze
kot dnia grudzień 01 2013 19:33:43
Zdumiewająca jest megalomania ukraińskiej opozycji nacjonalistycznej, gotowej zniszczyć gospodarkę własnego kraju, byle go oddać pod unijny protektorat. Ba, grozi to rozpadem własnego państwa! Taki fanatyzm i oderwanie od realiów nie wróżą dobrze samej Ukrainie i Ukraińcom. Nie trzeba się tym jednak martwić. A zaproszenie Ukrainy do stowarzyszenia z UE to prztyczek Niemiec pod adresem Rosji, o czym się głośno nie mówi. Wątpliwe, by działo się to bez wiedzy i zgody głównego rozgrywającego w UE mimo, że reflektory mediów skierowane są na Sikorskiego, Bildta i Grybauskaite jako głównych sprawców. Na otwarciu ukraińskiego rynku zbytu skorzystała by gospodarczo również Polska, nie tylko jako główny podwykonawca niemieckiego przemysłu eksplorującego kolejny podbity rynek, ale i jako samodzielny podmiot, bowiem istnieją także bezpośrednie więzy gospodarcze polsko-ukraińskie.

Smuci mnie natomiast stopień zniekształcenia i zmanipulowania medialnego przekazu, jaki dociera do Polski. Pod tym względem nic nie zmieniło się od tzw. pomarańczowej rewolucji, albo gruzińskiej agresji na Osetię Płd. Sytuację wykorzystuje "kaczystowska" opozycja, mogąca wykazać się w tv-odbiornikach swoim męstwem w podpalaniu sąsiedniego kraju (lecz jest zbyt głupia, żeby to dostrzec).

Kiedyś w Polsce nazywano jednych (wschodnich) Ukraińcami, a drugich (zachodnich) Rusinami. Miało to swoje uzasadnienie i sens. Paradoksalnie, z różnych wychodząc przesłanek i mając różne cele, uparcie budowali jeden naród ukraiński szowiniści z zachodu i komuniści ze wschodu.


Nie, to oni sami siebie inaczej nazywali, głosowali na inne partie. Tożsamość ruska w Galicji nie była tożsamością narodową, raczej regionalizmem w ramach narodu rosyjskiego (moskalofilizm), a po 1918r. de facto w ramach polskości. Wg spisu z 1931 r. w woj. stanisławowskim było 325 tys. Rusinów i 693 tys. Ukraińców, w woj. lwowskim 478 tys. Rusinów i 579 tys. Ukraińców, w woj. tarnopolskim 326 tys. Rusinów i 402 tys. Ukraińców.

Tożsamość ruska w Galicji przegrała na skutek działań austriackich, a potem sanacyjnych - jedni i drudzy wspierając ukrainizm chcieli zaszkodzić Rosji i ZSRR. Komu zaszkodzili - pokazała historia. Rusinów przekuł na Ukraińców dopiero Stalin w 1939r. Swoje też zrobiła cerkiew g-katolicka kierowana przez ukr. nacjonalistę Szeptyckiego oraz banderowski terror. Aż do dzisiaj fałszuje się dawne statystyki na korzyść Ukraińców, których udział w zaludnieniu kresów II RP był jednak mniejszy, uwzględniając czynnik ruski.

Obecnie Rusini ostali się tylko na Zakarpaciu - samotnej twierdzy Partii Regionów na zachodzie Ukrainy.
Adam Smiech dnia grudzień 02 2013 00:10:28
Pisząc zdanie, które Pan krytykuje nie odnosiłem się do ich samookreślenia, do kwestii tożsamości. Zgadzam się z tym, co Pan napisał. Chodziło mi o spojrzenie z punktu widzenia polskiego, konkretnie o nazewnictwo. Tak to mniej więcej wyglądało w okresie międzywojennym, że polska strona pragnąca dać słuszny zresztą odpór szowinistom i komunistom nazywała ludność słowiańską i nie polską ziem płd-wsch II RP Rusinami, a ounowcy forsowali pojęcie "Ukraińcy", podobnie jak komuniści (cały wymysł z tzw. Zachodnią Ukrainą, która nigdy wcześniej nie istniała). Chodzi mi więc o aspekt polityczny tego sporu o miano, a nie o kwestie tożsamościowe, co do których, powtórzę, ma Pan rację.
ricardopl77 dnia grudzień 02 2013 17:09:32
Ja zaś jestem ciekawy gdzie Dmowski napisał te słowa o "międzynarodowym i to obwoźnym domu publicznym" i czy chodziło tu o Ukrainę?smiley
kot dnia grudzień 02 2013 17:22:19
Różnica między Rusinami a Ukraińcami to nie jest kwestia nazwy, jaką nadawali im Polacy, tylko samej idei narodu/ludu, jego historii i tożsamości. Rusini określali się jako odłam narodu rosyjskiego, niekiedy polskiego o mocnym zabarwieniu regionalnym. Inny nieco był język - ruski był oparty na gwarach miejscowych Galicji z wpływami rosyjskimi, w zapisie bardziej zbliżony do rosyjskiego, ukraiński - to język literacki na bazie gwar naddnieprzańskiej Połtawszczyzny, skodyfikowany w I poł. XIXw. przez Iwana Kotlarewskiego. Jeśli chodzi o tradycję historyczną - Rusini albo zapatrzeni byli w tym względzie na Petersburg i w ogóle ideę rosyjską, albo stanowili jedynie tradycję regionalną w ramach Rosji lub Polski, Ukraińcy zaś wywodzili swe istnienie od Kozacczyzny Chmielnickiego. Sam ukrainizm jest właściwe odpryskiem i dziejową kontynuacją dawnej Kozacczyzny, przyniesionym w II poł. XIX w. do Galicji przez prawdziwych Ukraińców ze wschodu (np. M.Hruszewski), którym Austria udzieliła gościny pod koniec XIXw. Wcześniej Wiedeń popierał w Galicji Rusinów w celu zaszachowania i osłabienia Polaków. Po częściowej ugodzie z Polakami, nadaniu autonomii dla Galicji i osłabieniu więzów z Rosją (Rosja i Austria znalazły się w przeciwstawnych sojuszach) okazało się jednak, że w przypadku wojny z Rosją Austria nie może liczyć na lojalność Rusinów, natomiast bardzo korzystnym rozwiązaniem jest wpieranie separatystycznej idei ukraińskiej, godzącej w jedność narodu rosyjskiego. Oto odpowiedź na pytanie, skąd się wzięli w Galicji i Lwowie Ukraińcy.

Aż do I wojny światowej cała ta historia dotyczyła jedynie ziem monarchii austro-węgierskiej. W Rosji nie problem nie istniał, gdyż uznawano tylko jeden naród rosyjski, pod względem językowym składający się z trzech obszarów dialektowych: wielkoruskiego, małoruskiego i białoruskiego. Ukrainizm długi czas był zaledwie prądem intelektualnym na rosyjskich uniwersytetach, salonach i lożach. Prowadząc politykę jedności narodowej Rosja nie miała w zasadzie problemów z Małorusinami. Nie miała by ich również Polska, gdyby prowadziła taką właśnie politykę na rewindykowanych od Rosji terytorium, oczywiście w duchu polskim, a nie rosyjskim. Problemem była austriacka Galicja z o wiele bardziej wyrobionym politycznie społeczeństwem, z rywalizującymi ze sobą tożsamościami polską, ruską i ukraińską. Tragicznym błędem okazało się nie tylko zachowanie "austriackiego" status quo w Galicji, kiedy właśnie trzeba je było radykalnie zmienić, ale też rozszerzenie go w praktyce na dawny rosyjski Wołyń, który był wcześniej carte blanche. Mógł być dalej rosyjskim (gdyby carska/biała Rosja się utrzymała), jak też polskim, ruskim, ukraińskim. Władze polskie , zwłaszcza po 1926r. sprzyjały temu ostatniemu rozwiązaniu, wspierając Ukraińców, partię UNDO, ukraińskie szkolnictwo i język itd. Właśnie za polskich czasów Wołyń stał się ukraiński na bazie ludzi i instytucji z sąsiedniej Galicji. Sanacyjny wojewoda wołyński Józewski chełpił się nawet, że w jego województwie wspomniany spis z 1931 r. wykazał prawie wyłącznie Ukraińców, czyli tak jak życzyła sobie Warszawa.

Tak więc w przedwojennej Polsce preferowano używanie przymiotnika ukraiński jako odnoszący się do g-katolickiej lub prawosławnej ludności Kresów Płd-Wschodnich. Było o sprzeczne z interesem polskim, jak też sporej części rzeczonej ludności, która w wyborach oddawała głos (wbrew propagandzie płynącej z gr-katol. ambon) na częściowo na także na partie ruskie, a w większości na polskie. Może przytoczę jeszcze ciekawsze dane. W 1928 r. głosowało na partie polskie 45 proc. Rusinów, a w 1930 już nawet 60 proc. W takim powiecie turczańskim, o ludności prawie w całości wyznania grekokatolickiego, 80% głosów zostało oddanych na partie polskie...
kot dnia grudzień 02 2013 17:58:53
@ricardopl77
- to z "Kwestii ukraińskiej". Dotyczyło chyba przyszłych dominujących wpływów kajzerowskich Niemiec, wspartych lokalnym elementem żydowskim w takim nowym państwie ukraińskim. No bo Dmowski odnosi się do Pokoju Brzeskiego. Zbieżność z obecnymi wydarczeniami raczej przypadkowa, zwłaszcza po tylu latach. Obecny bałagan wynika raczej z rozdwojonej tożsamości ukraińskiej banderewskiej na zachodzie i postrosyjsko-postsowieckiej na silniejszym gospodarczo i politycznie wschodzie.
Adam Smiech dnia grudzień 02 2013 19:23:37
Ad. kot
Jak napisałem już wyżej - nie kwestionuję Pańskich wywodów odnośnie Rusinów i Ukraińców. Co więcej, zgadzam się z nimi. Rzecz w tym, ze formuła mojego tekstu wyklucza szczegółowe rozważania na ten temat - proszę zobaczyć ile miejsca Panu zajęło przecież tylko pobieżne poruszenie tematu. W tekście publicystycznym nie ma miejsca na tyle wyjaśnień. Chodzi o proste skojarzenia.
Adam Smiech dnia grudzień 02 2013 19:45:30
Ad. ricardopl77

Tak, to z rozdziału "Kwestia ukraińska" książki "Świat powojenny i Polska". Na str. 272 wydania pierwszego (Warszawa 1931): "Wreszcie, jak to wyżej powiedzieliśmy, zbudowana dziś wielka Ukraina nie byłaby w swych kierowniczych żywiołach tak bardzo ukraińska i nie przedstawiałaby nazewnątrz stosunków zdrowych. To byłby naprawdę wrzód na ciele Europy, którego sąsiedztwo byłoby dla nas fatalne. Dla narodu, zwłaszcza dla narodu, jak nasz, młodego, który musi się jeszcze wychowywać do swych przeznaczeń, lepiej mieć za sąsiada państwo potężne, choćby nawet bardzo obce i bardzo wrogie (czyli ZSRR - AŚ), niż międzynarodowy dom publiczny".

Obwoźny - to mój dodatek współczesny, bo wożą się na Ukrainę różni Kaczyńscy, Kwaśniewscy, Coxowie i inni, nie wymienieni z nazwiska. Także dlatego, uważam to stwierdzenie Dmowskiego za adekwatne również w dzisiejszej sytuacji. Żeby nie było wątpliwości - wprowadziłem kosmetyczną zmianę, która to jasno wskazuje.

Przy okazji - Dmowski nie mówi tego w odniesieniu do Traktatu brzeskiego, lecz do współczesnych mu w czasie pisania artykułów zebranych później jako "Świat powojenny..." działań zmierzających do zbudowania niepodległej Ukrainy, jej oderwania od Rosji, szerzej, w kontekście wyprawy komiwojażera na Rosję. Traktat brzeski służy Dmowskiemu do wskazania, w oparciu o fakty, jak wygląda realizacja programu ukraińskiego (czyli tak, jak było w tym traktacie - kosztem Polski) i dokąd prowadzi współpraca naszych konspiratorów z tego rodzaju programem.
kot dnia grudzień 02 2013 19:55:29
@Adam Śmiech
Rzeczywiście, trochę miejsca i trudu zajęło mi wykazanie, że strona polska wcale nie chciała dać słusznego odporu szowinistom i komunistom w kwestii choćby samego nazewnictwa, ale działała w ich interesie, a na swoją szkodę.
Adam Smiech dnia grudzień 02 2013 21:36:35
Ad. kot

Wydaje mi się, że rozpoznaję jakąś nutę konfrontacji w Pańskim wystąpieniu. Doceniam Pański trud i niemal analityczne podejście do tematu. Całkowicie zgadzam się z treścią Pańskich wpisów. Zwłaszcza skandaliczną była polityka sanacyjna z powołanym przez Pana Józewskim na czele. Na marginesie dodam, że nawet dzisiaj, i to wśród niektórych kresowian, tli się niemal kult Józewskiego wedle konkluzji - niczego nie zrozumieli, niczego się nie nauczyli.

Osobiście, po latach przemyśleń, doszedłem do wniosku, że w epoce państw narodowych, a takim była wbrew fantastom IIRP, nasza przyszłość na kresach była przesądzona na naszą niekorzyść. Zwycięstwo z lat 1918-21 było tylko przedłużeniem agonii. Wszystkie pomysły przedwojenne były pozbawione widoków na sukces. Polityka sanacyjna była zdecydowanie najgorsza. Pomysł endecki w wersji giertychowskiej, czyli przyciągnięcia mas ruskich do polskości, był piękny w teorii, ale nierealizowalny w praktyce. Pomysł St. Grabskiego, czyli szkoły utrakwistyczne i wprowadzenie prawnej faworyzacji Polaków na kresach bez względu na udział procentowy w danej gminie/powiecie (taki numerus clausus dający nam zawsze bezwzględną większość), z perspektywy czasu wydaje się najlepszy, ale też wymagałby radykalnego przecięcia po pewnym czasie. Przez całe dwudziestolecie nasza pozycja na kresach słabła. Polacy wyjeżdżali na zachód Polski, coraz więcej powstawało firm ukraińskich, coraz więcej było adwokatów Ukraińców itd. II wojna, wywózki, a potem masakra banderowska, doprowadziły do zagłady polskich kresów jeszcze przed Jałtą. Tylko przy radykalnie odmiennej polityce, polityce realnej, stawiającej czoła tragicznej dla nas rzeczywistości, mogliśmy uratować dla Polski Lwów, który mógłby być takim wysuniętym Przemyślem, oczywiście pod warunkiem wysiedlenia ludności niepolskiej z miasta i okolic.

A, mam nadzieję, że kończąc w zgodzie temat nazewnictwa - czasami konieczne są pewne uproszczenia i skróty myślowe. W takim kontekście polscy politycy i publicyści przedwojenni, którzy rzeczywiście dawali odpór Ukraińcom, w piśmie konsekwentnie nazywali ich Rusinami, bądź "Ukraińcami", a nawet "ukraińcami".
kot dnia grudzień 02 2013 22:11:27
Moim zamiarem było zwrócenie uwagi na pewne szczegóły, nieco odbiegające od głównego tematu. Zapewne trochę się za dużo rozpisałem - słuszna więc uwaga z Pańskiej strony. Jednakże przedmiot naszej dyskusji bardzo mnie interesuje. Dodam jeszcze, że nie w pełni podzielam Pański pesymizm co do polityki polskiej przed 1926r. Mimo pewnych oczywistych błędów (takich jak utrzymanie autonomii kulturalnej dla mniejszości narodowych, przygarnięcie uchodźców petlurowskich- m.in. D.Doncowa) sprawy jednak szły ku lepszemu. Ale, zgadzam się z Panem - jest to temat na dłuższą wymianę poglądów w innym miejscu.
Adam Smiech dnia grudzień 02 2013 22:50:59
Być może rzeczywiście mój pesymizm jest nieco przesadzony, jeśli chodzi o okres przed 1926. Nie dowiemy się już nigdy, jak poradziłyby sobie z problemem, głównie ruskim/ukraińskim, normalne rządy Polski, gdyby zamach stanu Piłsudskiego się nie powiódł. Niewątpliwie jednak lepiej niż sanatorzy z ich bezsensowną polityką kija i marchewki, hodowaniem ounowców na polskich uniwersytetach i na quasi-autonomicznym Wołyniu Józewskiego, a później, gdy popełniali niewdzięcznicy zbrodnie, karaniem ogółu drogą pacyfikacji.

Proces naturalnej depolonizacji tej części kresów, o której mówimy, to też głównie kwestia lat 30-tych.
gjw dnia grudzień 09 2013 02:18:09
Flagi UPA w Kijowie:

http://www.welt.de/politik/ausland/article122708129/Demonstranten-in-Kiew-stuerzen-und-koepfen-Lenin.html
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014