Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumCzerwiec 27 2017 03:42:11
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 7
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
4
4
VI Dzień Kultury Kresowej w Kędzierzynie-Koźlu 6.06.2009 r.
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Pobicie Mateusza Pis...
Francja. Niemcy. kat...
Sanocki: Rosjo wycią...
Szpitale - dżihad.pl?
Moore. Manchester
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
Pięknie polec, czyli zła polska tradycja
Jednodniówka Narodowa

Zatem stało się - znów pięknie polegliśmy. Obserwowałem ze smutkiem pokaz polskiego irracjonalizmu politycznego w najgorszym guście przeprowadzonego wg znanej maksymy Piłsudskiego - "być zwyciężonym a nie ulec, to zwycięstwo" - która to formuła może i sprawdza się w niektórych ekstremalnych dla narodu i państwa sytuacjach, ale z całą pewnością nie miała zastosowania przy okazji wyboru Donalda Tuska na drugą kadencję przewodniczącego Rady Europejskiej. Jest to formuła usprawiedliwienia dla notorycznych przegranych, zasłaniających się murem frazesu, patosu i hurrapatriotycznych gestów. Przy tym kompleks wiecznego przegranego tak dominuje nad psychiką wykonawców, że nie są oni w stanie pójść jej pod prąd. W trzeciorzędnej kwestii przedłużenia kadencji Tuskowi wytoczono armaty godności narodowej, wysokich zasad moralnych, o których pouczono Europę, oraz ogłoszono, że "nie daliśmy się", że "pokazaliśmy Europie". Towarzyszyły temu znane z historii gesty, jak ogłaszanie zwycięstwa (!?) premier Szydło, czy witanie jej kwiatami przez samego Jarosława Kaczyńskiego. Nawiasem mówiąc, zmuszony jestem stanąć (tak! tak!) w obronie Donalda Tuska. Jakkolwiek jest mi odległy jego obóz polityczny, uważam, patrząc ex post, że do czasu drugiego Majdanu, rządy PO przynajmniej unikały szaleństwa. Oczywiście, bez przesady - ta opcja polityczna była (i jest) bezalternatywnie zapatrzona w Unię Europejską jak w obrazek, ale jednak przez pewien czas rządy PO próbowały nawet prowadzić rozsądną politykę w stosunku do Rosji. Wszystko zniszczył drugi Majdan, a raczej fanatyzm proukraiński większości PO i prezydenta Komorowskiego. Także na odcinku wewnętrznym, mając czas i możliwości, zamiast ulżyć Polakom, rządy PO nałożyły na nich nowe podatki i ciężary publiczne. Pamiętając jednak Jarosława Kaczyńskiego krzyczącego na Majdanie "Sława Ukrainie!", i obserwując na co dzień horrendalne mnożenie przepisów przez obecny rząd, nie zauważam - po Majdanie - różnic między jednymi a drugimi, zaś w rusofobii dochodzi wręcz między nimi do licytacji. W takim wypadku wylewanie pomyj na Tuska (który przecież nie negocjował i nie podpisywał traktatu Lizbońskiego), powszechne nazywanie go "zdrajcą", umieszczanie na okładkach w mundurze Wehrmachtu, to zwyczajne chamstwo polityczne nie lepszych od niego. Czy któryś z tych bezwzględnych krytyków tekstu Tuska "Polak rozłamany", sprzed 30 lat, będącego podstawą do rzucania obelg, zadał sobie trud, żeby go przeczytać? Ja sobie zadałem... I twierdzę z całą odpowiedzialnością, że to nie wyznanie zdrady narodowej, ale smutna refleksja nad meandrami naszej ciężkiej historii. Refleksja na tyle poważna i ciekawa, że może być i dziś przyczynkiem do ważnej i interesującej, twórczej dyskusji. Oczywiście nie dla tych, którzy sami sobie przyznali prawo do decydowania, o tym, kto jest, a kto nie jest Polakiem. Artykuł Tuska ze "Znaku" wymaga odrębnego omówienia na tle całej ówczesnej i dzisiejszej dyskusji o Polsce, polskości i o polskiej tradycji - tej dobrej i tej złej. Teraz ograniczę się do krótkiego cytatu: Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło - ponuro - śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych rojeń? Polskość to nienormalność - takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. (...) kiedy inni budują, kochają się i umierają, my walczymy, powstajemy i giniemy. I tylko w krótkich chwilach przerwy rozważamy nasz narodowy etos odrobinę krytyczniej (...). Jest jakiś tragiczny rozziew w polskości - między wyobrażeniem a spełnieniem, planem a realizacją. Jest ona etosem pechowców, etosem przegranych i zarazem nie pogodzonych ze swą przegraną. Wolność jest w nim wartością najwyższą (…). I szarpię się między goryczą i wzruszeniem, dumą i zażenowaniem. Wtedy sądzę - tak po polsku, patetycznie - że polskość, niezależnie od uciążliwego dziedzictwa i tragicznych skojarzeń, pozostaje naszym wspólnym świadomym wyborem.

W tym samym numerze "Znaku" Marcin Król w bardzo ciekawym tekście pisze bez ogródek: (...) Dmowski, Balicki i Popławski przeprowadzili najbardziej śmiałą próbę unowocześnienia polskiej myśli politycznej, zmiany spojrzenia na polskość i na świat. Zaatakowali opieszałość i anachroniczne poglądy konserwatystów, społeczno-postępowe złudzenia socjalistów, a przede wszystkim powierzchowny mesjanizm i idealizm, miękkość i zniewieściałość, poroniony altruizm, kulturowy i obyczajowości polskiej. I ma rację. Nie mając tu miejsca, obiecuję PT Czytelnikom powrót do rozważań na ten temat w najbliższym czasie.

Wracając do blamażu w Brukseli - są też pozytywy, a jakże! Racjonalne stanowisko partnerów (?) Polski z Grupy Wyszehradzkiej, przede wszystkim tłumaczenie poparcia Tuska przez premiera Orbana, było prawdziwą lekcją polityki realnej. Przyniosło uspokojenie, gdyż jeśli nawet wcześniej nie było to jasno wyartykułowane, tak teraz mamy już pewność - Węgry, Czechy, Słowacja na pewno nie pójdą z Polską na jakąś nową awanturę moskiewską. Lekcja ta nie zostanie jednak odrobiona. Polscy mitomani polityczni traktują ją bowiem li tylko w kategoriach pohańbienia, nie zaś w kategoriach refleksji...

Cóż, już w 1795 r., Niemiec Joachim Christoph Friedrich Schulz, na podstawie własnych obserwacji sytuacji w Polsce wyniesionych z pobytu w latach 1791-93, stwierdził, że ówcześni polscy trzeciomajowi reformatorzy wykazywali się raczej żarliwą imaginacją niż trzeźwym namysłem. My wiemy, że nie tylko oni. Tragizm powstań XIX-wiecznych, powstania warszawskiego i żołnierzy wyklętych to najbardziej jaskrawe przykłady zastosowania skrajnego idealizmu politycznego, pozbawionego choćby elementów realizmu, który sprowadził na Polskę największe klęski w historii. Oczywiście trzeciorzędna sprawa wyboru Tuska nie należy do tej kategorii, ale chodzi o co innego - bowiem nawet ta marginesowa kwestia dowodzi tezy zasadniczej, która mówi, że rząd PiS, dotknięty głęboko skrajną formą rusofobii, kroczy od początku ścieżką "wszystko albo nic" w kontaktach z Rosją, gdzie "wszystko" jest najczystszą utopią, niemożliwą do zrealizowania, gdyż obejmuje nie tylko przyznanie się Rosji do rzekomego mordu smoleńskiego, czy wycofanie się z Krymu, ale również oddanie władzy przez "reżim" Putina, a wręcz nawet parcelację Rosji na mniejsze państwa. To nie są moje wymysły. To pomysły polityczne podawane od lat przez Żurawskich vel Grajewskich, Targalskich, Sakiewiczów i ich polityczne otoczenie. To realizowane na naszych oczach credo Antoniego Macierewicza. Nie łudźmy się, nie chodziło o żadne takie czy inne winy i błędy Tuska w rządzeniu Polską. Tępy upór PiS-u wynikał przede wszystkim z jednej podstawowej rzeczy - wiary podzielanej przez Jarosława Kaczyńskiego, a co za tym idzie, przez wszystkich innych mistyków, ale i armię oportunistów pisowskich, że Tusk z Putinem zamordowali mu brata. Casus Tuska zbiegł się w czasie z kolejną miesięcznicą smoleńską. I cóż tam usłyszeliśmy od Kaczyńskiego? Że "już wkrótce ujawnimy przyczyny katastrofy smoleńskiej" i że "będzie wolna Polska". Czyli po półtora roku rządów PiS jeszcze jej nie ma, gdyż rządzą ubecy (ewentualnie esbecy), a jak nie oni, to ich dzieci i wnuki. To już nie jest polityka, to ciężka paranoja. I choć nie jestem entuzjastą w różowych okularach II RP, a system sanacyjny uważam za szkodliwy i obarczam go winą za klęskę w 1939 r., to jednak dokładnie wszystkim Polakom okresu międzywojennego zazdroszczę, że nie tylko 28 lat (bo tylu nie dotrwali) po odzyskaniu niepodległości, ale w zasadzie w ogóle nie prowadzili dyskusji o agentach służb państw zaborczych, jako o rzeczywistych władcach Polski i sługusach spadkobierców zaborców. A przecież Polska współczesna nie jest na końcu tej drogi. Ona się w niej pogrąża, także na skutek państwowo zadekretowanego kultu żołnierzy wyklętych, tak, że im dalej od 1989 r. tym gorzej.

Polska zmierza też niestety do sytuacji zerojedynkowej w polityce zagranicznej. Waszczykowski spotyka się ze swoim odpowiednikiem Klimkinem z Ukrainy i ponawia deklaracje bezalternatywnego wsparcia dla neobanderowskiego państwa. Kolejne fakty bezczeszczenia polskich pomników na Ukrainie zbywane są przez stronę polską i ukraińską formułą o udziale strony trzeciej, w domyśle - nawet dla imbecyli, Rosji. W ten oto sposób neobanderowcy uzyskali pełną dowolność, jeżeli chodzi o akty wandalizmu w stosunku do polskich upamiętnień… W tym samym czasie Antoni Macierewicz po raz kolejny publicznie obarczył Rosję winą za katastrofę smoleńską. W Radio Szczecin powiedział (7.03): Nie ulega wątpliwości, że Rosjanie są za to odpowiedzialni. Wszystkie materiały, jakie zebrała Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, która pracuje od roku, wskazują na to, że to jest wina Rosjan. Z kolei w rozmowie z PAP 12.03 Macierewicz powtórzył: podkomisja ds. katastrofy smoleńskiej posiada dowody na odpowiedzialność Rosjan w tragedii z 10 kwietnia 2010 roku i jest ona przesądzona. 13.03 przy okazji 18-lecia wstąpienia Polski do NATO kontynuował: Zapewne gdyby była większa świadomość zagrożenia ze Wschodu, nie doszłoby do wielu tragedii, które później stały się udziałem Europy i świata (...).Myślę przede wszystkim o agresji na Gruzję, myślę o dramacie smoleńskim, myślę o zestrzeleniu samolotu linii malezyjskich, myślę wreszcie o agresji na Ukrainę, która trwa po dzień dzisiejszy i zagraża nie tylko integralności terytorialnej Ukrainy, ale samym podstawom ładu prawnego na terenie Europy i na świecie (…). (…)zagrożenia ze strony Rosji, jak i ze strony międzynarodowego terroryzmu, płyną z tego samego źródła.

Zdajmy sobie sprawę z powagi sytuacji. Te niezwykle poważne zarzuty Macierewicz formułuje nie jako osoba prywatna, jako polityk opozycyjny, czy ekspert, ale jako jeden z najważniejszych ministrów rządu polskiego, z pewnością z pełną aprobatą Jarosława Kaczyńskiego. Dokąd to zaprowadzi Polskę? Przecież obok de facto trwającego już od pewnego czasu zerwania stosunków dyplomatycznych z Rosją, słowa Macierewicza są - również de facto - zapowiedzią stanu wojny. Czy operujący na prawo i lewo patriotycznym frazesem rusofobi doprowadzą Polskę do sytuacji bez wyjścia, do konfrontacji z Rosją w imię własnego rozumienia prawdy, zasad moralnych i godności? Czy staniemy wobec tej konfrontacji samotnie, jak wobec UE w sprawie Tuska? Może nie samotnie, ale na pewno jako mięso armatnie. Anglosasi wyraźnie podkręcają werbalną agresję w stosunku do Rosji. 120 spośród 800 żołnierzy brytyjskich wysłano do Estonii. Minister obrony Wlk. Brytanii Michael Fallon mówi o nasilającej się agresji Rosji (?), o tym, że Brytyjczycy (120?) powstrzymają agresję Rosji na Estonię. Departament Stanu USA 16.03 ogłasza, że: "Trzy lata temu Rosja zajęła Krym i go okupuje. Następnie Rosja przeprowadziła nielegalne referendum, podczas którego mieszkańcy Krymu mieli głosować w sytuacji, gdy na ich ziemiach znajdowały się ciężkie siły zbrojne innego państwa. Stany Zjednoczone nie uznają rosyjskiego 'referendum' z 16 marca 2014 roku, ani aneksji Krymu i ciągłego łamania prawa międzynarodowego". Nadzieje związane z Trumpem gasną. Wiele wskazuje na to, że w starciu z establishmentem i War Party (neokoni, służby, Pentagon i media) ponosi porażkę. Najmniej groźne jest to dla samej Rosji, która Krymu o(d)puścić nie może ze względów strategicznych, zaś sankcje, po początkowych kłopotach, pełnią dzisiaj odwrotną rolę, stymulując rozwój i wielodziedzinowość gospodarki rosyjskiej. Co innego dla Polski. Najwyższe władze naszego kraju są w trzeciej lidze międzynarodowej polityki. Szczytem osiągnięć dyplomatycznych dla Prezydenta RP (niemal nieobecnego w konflikcie o Tuska; zastępował go Jarosław Kaczyński) było spotkanie z jastrzębiem wojennym, najbardziej skrajnym rusofobem amerykańskim, sen. Johnem McCainem. A w Polsce obok Macierewicza, podkręcają atmosferę zagrożenia rosyjskiego prawicowe media (Antoni Rybczyński w Gaz.Pol. w każdym numerze zapowiada agresję rosyjską) i lekkomyślni generałowie (Polko, Skrzypczak), rzucający w dobrze płatnych wywiadach hasła o tym, ile dni będzie się bronić Polska itd. Dodajmy do tego młodzież wychowywaną w straceńczym kulcie wyklętych... Dmowski w 1930 r. pisał o wyprawie komiwojażera (Zachodu) na Rosję (ZSRR) i o walce z Rosją do ostatniej kropli krwi polskiego żołnierza. Atmosfera w Polsce, zbudowanie bezpiecznych z punktu widzenia Anglosasów przyczółków w Europie Środkowo-Wschodniej, niedawno wyartykułowane pragnienie zawarcia dwustronnego sojuszu obronnego z Polską przez Ukrainę, dowodzą, że nowe zagrożenie to nie tylko przesada ludzi przewrażliwionych. Wojna jako taka ma coraz lepszą prasę na świecie i w Polsce. Pisze się o niej jako o zwykłej sprawie. Dlatego, póki nie jest za późno, dmuchajmy nawet na zimne, chociaż o zimnym trudno dzisiaj mówić.

Adam Śmiech

Komentarze
gjw dnia marzec 21 2017 22:30:42
Chyba, że... Kaczyński stawia zasłonę dymną dla manewru podobnego do posunięć Erdogana. Wtedy sytuacja może nagle się zmienić, niwecząc zagrożenia. Trdno w to uwierzyć, ale w przypadku ludzi opętanych osobistą żądzą władzy, mających coraz mniej czasu i mniej do stracenia, na dodatek dotkliwie podrażnionych w swej ambicji... Nie ma żadnych tabu.
Adam Smiech dnia marzec 22 2017 08:15:42
Moim zdaniem, na pewno nie. Widzę, że nawet u tak wytrawnego eksperta od polityki polskiej, jak Drogi Kolega gjw, tli się wciąż podejrzenie (nadzieja?), że Kaczyński działa racjonalnie. Wyobraża sobie Kolega woltę Kaczyńskiego w kierunku Rosji, jak wolta Erdogana? Ja absolutnie nie. Zupełna inna tradycja i mentalność. Poza tym, nic się nie zgadza jeśli spojrzymy na działania Kaczyńskich wobec UE. Jarosław mógł się postawić przy negocjacjach (a nie było wtedy Smoleńska i codziennej nieprzytomnej gadki o zagrożeniu rosyjskim), a Lech mógł nie podpisać Traktatu. Nikt nad nimi z Naganem nie stał.
Adam Smiech dnia marzec 22 2017 12:15:10
Przypominam dwa moje teksty z 2007 r. (!!!) przed powstaniem ostatecznej wersji nowego traktatu europejskiego. Nadzieja się nie ziściła...

Polska a szczyt Unii Europejskiej

Dodane przez Adam Smiech dnia Czerwiec 21 2007 11:11:49

Gorącym tematem ostatnich dni jest szczyt Unii Europejskiej, na którym mają zapaść decyzje dotyczące traktatu konstytucyjnego UE. Polskie media koncentrują się wyłącznie na sprawie tzw. pierwiastka, tj. metody liczenia głosów w Radzie Europy, zaproponowanej przez Polskę jako alternatywę dla bardzo niekorzystnego dla Polski systemu liczenia głosów przyjętego w projekcie unijnej konstytucji. Nie będziemy oceniali żadnego z tych systemów, gdyż sprawa ta ma w istocie znaczenie trzeciorzędne.

Istotne jest co innego, a mianowicie, czy polski rząd opowiada się za konstytucją UE ustanawiającą superpaństwo pod nazwą "Unia Europejska", będące podmiotem prawa międzynarodowego na prawach państwa (którego częściami składowymi na prawach quasi-województw będą dotychczasowe państwa członkowskie umowy międzynarodowej również funkcjonującej pod nazwą "Unii Europejskiej", i które to państwa utracą poprzez ustanowienie nowego podmiotu swoją odrębność i suwerenność), czy też nie.

To jest kwestia fundamentalna, zasadnicza. Niestety, wypowiedzi członków polskiego rządu (nie mówiąc już o mediach) są zbyt zagmatwane, zbyt niejednoznaczne, abyśmy byli w stanie powiedzieć z całą pewnością, po co przedstawiciele państwa polskiego na ten szczyt jadą. Dlatego nasze stanowisko jest stanowiskiem "sub conditione".

Jeżeli polski rząd zamierza na szczycie UE walczyć o zachowanie suwerenności państw narodowych, występując przeciwko ustanowieniu superpaństwa europejskiego, a wobec prawdopodobnego braku sukcesu, zerwie ten szczyt swoim wetem, stanowisko to będzie cieszyć się naszym pełnym poparciem. Wówczas walka o pierwiastek ma sens, gdyż dotyczyć będzie sprawy wycinkowej. Konstytucja UE będzie na jakiś czas zarzucona, natomiast rozwiązania cząstkowe, jak właśnie zmiana sposobu liczenia głosów, mogą być przeforsowane, dlatego wtedy pierwiastek będzie ważny.

Natomiast, jeżeli polski rząd jedzie na szczyt tylko po to, aby sprzeciwić się samemu sposobowi liczenia głosów w organie superpaństwa europejskiego, przy braku sprzeciwu wobec ustanowienia superpaństwa jako takiego, to oczywiście postawa taka będzie niezgodna z interesem Polski dzisiaj i w przyszłości, zaś sama walka o pierwiastek będzie nieistotnym przekomarzaniem się z możnymi tego szczytu, być może podejmowanym jedynie pod publiczkę, żeby wywrzeć na Polakach wrażenie, że prowadzi się jakąś, niezwykle ciężką, walkę o narodowe priorytety Polski.

Jak jest i jak będzie nie wiemy. Obawiamy się niestety, że wariant pesymistyczny jest bardziej prawdopodobny, niemniej pozostaje nadzieja, że nawet popełniający dotychczas poważne błędy w polityce zagranicznej rząd, stanie choć w tej sprawie na wysokości zadania. Historia przypomina nam przecież w tym momencie wystąpienie sejmowe Becka, odrzucające żądania niemieckie. Dla Becka była to w istocie katastrofa jego polityki, więcej, katastrofa całej polityki sanacyjnej, ale dla Polski był to krok milowy, był to powrót do polityki (to prawda, że jednorazowy i nie mający dalszych konsekwencji) Dmowskiego. Skoro mógł Beck, może i Kaczyński.
Jeszcze jedno słowo o preambule konstytucji europejskiej. W sposób oczywisty nie będzie ona zawierać odniesienia do Boga, ani do wartości chrześcijańskich, czy też do dziedzictwa chrześcijańskiego. Zresztą nawet gdyby zawierała, to wobec likwidacji suwerenności państw narodowych poprzez ustanowienie superpaństwa europejskiego, jak również wobec w istocie masońskiej proweniencji UE, preambuła z invocatio Dei i tak nie miałaby żadnego znaczenia. Polska propozycja (poza tym, że jest bez znaczenia z wyżej wskazanych powodów) wpisania do preambuły odwołania do judeo-chrześcijańskich korzeni Europy jest swoistym kuriozum. Nie istnieje żadna wspólna tradycja żydowsko-chrześcijańska w Europie. To tak, jakby mówić o judeo-germańskiej tradycji III Rzeszy.

Adam Śmiech
Adam Smiech dnia marzec 22 2017 12:18:09
Drugi, po szczycie.

Brukselska porażka - zabrakło wiary i konsekwencji

Dodane przez Adam Smiech dnia Czerwiec 25 2007 09:45:04

Szczyt w Brukseli, na którym ustalono i przyjęto tzw. mandat negocjacyjny w sprawie Traktatu Konstytucyjnego UE (odtąd nazywanego Traktatem Reformującym) zakończył się porażką Polski. Praca nad traktatem ma zakończyć się przed końcem 2007 r., tak by mógł on zostać ratyfikowany przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w czerwcu 2009 r. Sprawa jest świeża, zapewne więcej szczegółów będziemy znali wkrótce, ale już w tej chwili można wskazać na podstawowe elementy dokonanych ustaleń świadczące o porażce władz naszego kraju.

Oto one:

1. traktat reformujący nie uchyli dotychczas obowiązujących traktatów, a jedynie wprowadzi do nich odpowiednie rewizje

2. Unii Europejskiej zostanie nadana osobowość prawna

3. zrezygnowano z nazwy "konstytucja"

4. usunięto artykuł mówiący o symbolach Unii

5. "minister spraw zagranicznych Unii" będzie nazwany Wysokim Przedstawicielem Unii ds. Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa

6. zrezygnowano z nowego nazewnictwa aktów prawnych (ustawa, ustawa ramowa) na rzecz dotychczasowych nazw (rozporządzenie, dyrektywa)

7. W odniesieniu do pierwszeństwa prawa UE (nad prawem państw członkowskich) konferencja międzyrządowa przyjmie deklarację przywołującą obowiązujące orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE. Choć artykuł o pierwszeństwie prawa Unii nie zostanie powtórzony w TUE (Traktacie o Unii Europejskiej), konferencja międzyrządowa uzgodni następującą deklarację: "Konferencja przypomina, że zgodnie z ustalonym orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości UE Traktaty i prawo przyjęte przez Unię na podstawie Traktatów mają pierwszeństwo przed prawem państw członkowskich na warunkach ustanowionych przez wspomniane orzecznictwo". Ponadto do aktu końcowego konferencji zostanie dołączona opinia Służby Prawnej Rady (dok.580/07).

8. do 2014 r. w Radzie Unii Europejskiej obowiązywać będzie nicejski system liczenia głosów, do 2017 r. system przejściowy (na żądanie państwa członkowskiego będzie można użyć systemu nicejskiego), wreszcie od 2017 r. system większościowy.

Zaznaczam, że powyższe wyliczenie postanowień mandatu jest jedynie wyjątkiem spośród wielkiej liczby poczynionych ustaleń. Co można powiedzieć na ich podstawie?

Po pierwsze - Polska poniosła poważną porażkę. Nie uwzględniono jej żądań związanych ze sposobem liczenia głosów, ale, co najważniejsze, Unia Europejska stanie się de facto superpaństwem, na co, wg deklaracji wyborczych i ustaleń sejmowych, rządzący PiS miał nie wyrazić zgody. Tymczasem taką zgodę wyraził. Nie należy dać się zmylić wskazanymi powyżej ustaleniami (punkty 3-6), które sugerują, że takiego superpaństwa nie będzie. Należy pamiętać, że nie nazewnictwo świadczy o istocie każdej rzeczy, ale jej rzeczywiste właściwości. Kluczowe dla oceny tego, czym będzie nowa Unia Europejska są ustalenia wskazane w punktach 2 i 7, a te wskazują jednoznacznie(obok szeregu innych, nie wymienionych tutaj regulacji) na rzeczywiste przeforsowanie powstania nowego podmiotu prawa międzynarodowego w postaci uzbrojonej w osobowość prawną Unii Europejskiej.

Po drugie - rzeczywistym zwycięzcą szczytu są Niemcy. Polska używała wielkich słów i argumentów historycznych, co tradycyjnie nie przyniosło nam nic, zaś Niemcy z uporem forsowały swoje koncepcje i je przeforsowały. Pamiętajmy, że w odróżnieniu od polskich działań politycznych opartych na uczuciach i dotkniętych słomianym zapałem, polityka niemiecka jest polityką długofalową, obliczoną na dziesięciolecia. Polityka taka zawsze przynosiła Niemcom sukcesy. Tak było z powstaniem i umocnieniem potęgi Prus, tak było ze zjednoczeniem Niemiec w XIX w, i w XX w. Tam, gdzie Niemcy, uniesione wiara we własną niezniszczalność, porzucały tę politykę (I i II w.św.), ponosiły straszliwe klęski. Dziś nie prowadza jednak polityki militarystycznej, lecz wróciły do polityki pruskiej i dało im to na szczycie Unii wyniki, które są oczywistym wstępem do ustanowienia niemieckiej hegemonii nad UE, które będzie zresztą tylko środkiem dla tej hegemonii sprawowania. Cóż to bowiem jest 7 lat oczekiwania na zmianę systemu głosowania? Niemcy po siedmiu latach zyskają, my stracimy. Niemcy mogą poczekać 7 lat, my po siedmiu latach nie będziemy mieli już żadnych możliwości, aby naszą nieuchronnie pogarszającą się sytuację zmienić.

Tak więc, porażka. Kolejna porażka polityki opartej na niewłaściwych fundamentach. Dopóki nasi rządzący nie zrozumieją, że idee polityczne Piłsudskiego i Giedroycia nie są w istocie ideami polskimi, ale są efektem podszeptów wrogów Polski, dopóty tkwić będziemy w błędnym kole klęsk i niepowodzeń, będąc częściej przedmiotem, niż podmiotem rozgrywek międzynarodowych.

Adam Śmiech
gjw dnia marzec 22 2017 17:08:08
Drogi Panie Kolego Adamie! Odnośnie słów: "o judeo-germańskiej tradycji III Rzeszy" pragnę wskazać na odpowiedni rozdział w dziele Feliksa Konecznego Cywilizacja żydowska. Co się tyczy polityki pruskiej to przypomnę zdanie innego historiozofa Oswalda Spenglera. W końcowej tabeli II tomu dzieła Upadek cywilizacji zachodniej jest wiersz: jednczesne powstawanie i zacinanie się mechanizmów imperialnych. Pruscy mężowie stanu nie byli zwolennikami ideologii zamkniętych. Zalicza się do za to do grona lewaków obecna kanclerka i na tym na razie poprzestanę, bo mam nawał zajęć.
Adam Smiech dnia marzec 22 2017 17:27:56
Drogi Panie Kolego gjw! Te stare teksty były a propos negocjacji w 2007 r. i ich marnych rezultatów. Oczywiście wiem do czego Kolega pije z Konecznym, ale nie o takie pokrewieństwo żydowsko-niemieckie zapewne Żydom chodziło. Przejęcie idei wybraństwa i narodu panów z judaizmu i wykorzystanie jej przeciwko Żydom to nie jest ten rodzaj wspólnoty, który uzasadniał by twierdzenie o judeo-germańskim charakterze III Rzeszy, gdyż takich formuł używa się raczej dla stanów pozytywnych i współpracujących. Dlatego, z tego punktu widzenia judeo-chrześcijańskie korzenie Europy są równie nietrafione. Nie chodzi tu oczywiście o zbrodnię porównywalną z niemiecką, lecz o to, że chrześcijaństwo wychodząc technicznie z religii i środowiska żydowskiego, budowało swoją tożsamość w opozycji do judaizmu, a nie z nim pod rękę.
gjw dnia marzec 22 2017 21:47:35
Jednak pierwotne chrześciojaństwo określa się też w niektórych pracach historiozoficznych jako jadowite: antypatriotyczne i wywrotowe, zaciekle pacyfistyczne czyli oręż zemsty za zburzenie Jerozolimy przez legiony Tytusa (70 n. e.). Zdaniem tych teoretyków francuskich (Charles Maurras) i włoskich dopiero straszliwe rzezie w wykonaniu Hunów otrzeźwiły biskupów i doprowadziły do przekształcenia religii Chrystusowej w czynnik podtrzymujący, a nie rozkładający wolę walki całych narodów. Czy są to rozważania tylko teoretyczne? Czy nie zmierzamy czasem z powrotem do stanu zmącenia umysłów z czasów Tertuliana?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014