Oto wyjątek tekstu Pawła Zalewskiego, prominentnego polityka kiedyś PiS, obecnie PO w Gaz. Wyb. z 15.01.2010 r.:
"Polska polityka wobec Ukrainy powinna zostać skonkretyzowana i urealniona, oparta na dialogu z takimi elitami politycznymi, które po nadchodzących wyborach prezydenckich obejmą władzę. Innych nie będzie. Zamykanie oczu na to, że nacjonalizm zachodniej Ukrainy jest podstawą polityki pamięci prezydenta Juszczenki (w tym przywracania kultu UPA i Bandery), nie przyniósł chluby polskiej racji stanu. Polityka bezwarunkowego popierania Kijowa przez Warszawę na forum międzynarodowym nie skłaniała do wewnętrznych reform oraz poszanowania polskich interesów na Ukrainie. Warto stworzyć koncepcję polityki wschodniej - pragmatycznej, opartej na wzajemności i partnerstwie, nakierowanej nie tylko na odległe członkostwo w Unii Europejskiej, ale też na ochronę interesów i praw polskich inwestorów i zacieśnianie wymiany gospodarczej. Zarazem na bardziej skuteczne zachęcanie Ukrainy do walki z korupcją, wzmacnianie rządów prawa i reguł wolnego handlu."
Takie słowa czyta się z przyjemnością. Przywracają one nadzieję, że są jeszcze w Polsce ludzie myślący, którzy potrafią nagiąć, a nawet porzucić dotychczasowe własne podejście do polityki (pamiętam, jakie peany na cześć Piłsudskiego wygłaszał p. Zalewski podczas uroczystości 11 listopada w Pabianicach, w czasie, kiedy był posłem PiS z okręgu sieradzkiego; były to jednocześnie wystąpienia o odcieniu rusofobicznym) na rzecz rozsądku i realizmu.
Nie sposób nie odnieść wrażenia, że już gdzieś podobne słowa czytaliśmy. Tak, nie tylko czytaliśmy, ale i sami je napisaliśmy. Poglądy takie głosi od samego początku Jednodniówka Narodowa, wychodząc ze wskazań Romana Dmowskiego i głównego nurtu Ruchu Narodowego. Nie wyciągamy z tego faktu żadnych zbyt daleko idących wniosków, jeżeli jednak jest być może tak, że w jakimś niewielkim stopniu przyczyniliśmy się do sformułowania podobnych poglądów, to będzie oznaczało, że nasza misja ma sens.