Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumCzerwiec 20 2019 12:59:48
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 4
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
Cenzura bis?
Artykuł ten powstał dzięki kolejowej lekturze niewielkiej książeczki Polityczna poprawność w III Rzeczypospolitej, autorstwa J. Witek i Z. Żmigrodzkiego. Co ciekawe, mimo, że ukazała się w roku 2003, znalazła się w „taniej jatce” w Poznaniu. Jej wartość wyceniono poniżej ceny zwykłego biletu na tramwaj. Zlekceważenie tej pracy, to ze nie stała się bestsellerem świadczy o tym, że wirus PC, dotarł już do Polski i powoduje nagminną (sterowaną) utratę przez Polaków zdrowego rozsądku i racjonalnego myślenia.

Zjawisko cenzury ma niewątpliwie bardzo długą tradycję, ale dla większości czytelników nieodłącznie kojarzy się z okresem PRL-u. Wtedy to doszło do stworzenia systemu opartego na wzorach sowieckich, którego celem było nadzorowanie wszelkich przejawów samodzielnego myślenia i brutalnego eliminowania opozycji. Decyzje o tym co mogło ukazać się drukiem, a co nie cenzorzy podejmowali nie kierując się zasadami prawa, ale prowadzoną w danym okresie polityką rządzących - czyli PPR, a potem PZPR. Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk otrzymywał szczegółowe wytyczne co może być prezentowane czy publikowane od wydziałów KC PZPR lub PRL-owskich ministerstw. Cenzura interweniowała zawsze gdy : „godzono w ustrój państwa, ujawniano tajemnice państwowe, naruszano międzynarodowe stosunki państwa, naruszano prawo lub dobra obyczaje lub wprowadzano w błąd opinię publiczną przez podawanie wiadomości niezgodnych z rzeczywistością”. Oczywiście sformułowania te w praktyce okazały się bardzo „rozciągliwe”. Jej działalność oparto na wytycznych dekretu z 1946 roku.

Aparat cenzury był przez lata rozbudowywany. Rosła też w zastraszającym tempie ilość jego pracowników. Nawet powiatowe miasta miały swoich „cenzorów” zwanych „miejskimi kontrolerami treści”. Niektóre pisma kontrolowano nawet czterokrotnie i to na różnych szczeblach. Nawet sami cenzorzy byli kontrolowani- gdy „przepuścili” artykuł czy książkę zawierającą zakazane treści. Kontroli podlegały nie tylko teksty publikowane, ale wszelkie media i instytucje. Były to: drukarnie, zakłady poligraficzne, radio, telewizja, kina, szkoły, wyższe uczelnie, kościoły. W przypadku wydawnictw wstępnej selekcji (a co zatem cenzury) dokonywał już sam redaktor naczelny, wiecznie zestresowany czy teksty spełniają wyznaczone kryteria ideologiczno-polityczne. Straszne i smutne były to czasy, ale na nowych drukach proceder kontrolny się nie kończył.

Niemal od początku przystąpiono do „czystki” czyli opróżnienia bibliotek, księgarń, wydawnictw, szkół i innych placówek kulturalnych z wydawnictw „nieprawomyślnych”. To był to potężny cios dla naszej kultury narodowej z którego do dziś się nie podniosła! Na pierwszy ogień poszły biblioteki szkolne. Począwszy od wakacji 1949 roku (wybrano ten okres by zapobiec protestom nauczycieli czy uczniów ) oczyszczano owe księgozbiory z jak to określono „książek religianckich”. W latach 1952-53 objęto „czystką” biblioteki publiczne, parafialne i księgarnie. Proceder ten trwał z dużym nasileniem aż do roku 1957. Tysiące tytułów w milionach egzemplarzy oddawano na makulaturę i niszczono. Niekiedy cały dorobek inkryminowanych autorów skazywano na zagładę. Tak było ze wszystkimi pracami znienawidzonej przez komunistów Zofii Kossak Szczuckiej. Do tej pory jedynie cudem można odnaleźć pojedyncze egzemplarze książek, tej jakże poczytnej przed wojną autorki. Spisy usuwanych pozycji były ściśle utajniane. Jedna z list „książek zakazanych” z roku 1951 została jednak odkryta po roku 1990 w archiwach i opublikowana przez wydawnictwo Nortom. Było na niej prawie 2300 pozycji, w tym książki dla dzieci. Oczywiście na listę trafiły prace marszałka Józefa Piłsudskiego i traktujące o jego życiu, Legionach, prace Romana Dmowskiego ( i wszelkie endeckie oczywiście). Ponadto duża część listy to książki traktujące o Żydach. Nawet bajki, związane z ludowymi przekazami uznawano za antysemickie Była to widać wyjątkowo drażniąca komunistów kwestia. Dalej szły prace o komuniźmie i bolszewikach, książki wojenne (szczególnie te ilustrujące „cud nad Wisłą”, odzyskanie niepodległości w roku 1918), publikacje dotyczące dziejów Kresów (od dzieł i opracowań stricte naukowych po książki Kornela Makuszyńskiego jak „Uśmiech Lwowa”, nie mówiąc już o „Radosne i Smutne”). Tępiono prace o tematyce religijnej, hagiograficznej i w szerokim rozumieniu patriotyczne. Dzisiejsze sterowanie społeczeństwem, fałszowanie przeszłości jest możliwe poprzez wyeliminowanie owych książek – nośników wiedzy o przeszłości, doświadczeń i tradycji narodowej.

Jak na ironię komunistom przeszkadzały też książki Heleny Mniszkówny czy poradniki dobrych manier jak ta: „O przyzwoitym zachowaniu młodej panienki i pielęgnowaniu zdrowia”, czy bajeczki dla dzieci Makuszyńskiego. Zakaz czytania obejmował oczywiście także książki z za żelaznej kurtyny w tym : „Przeminęło z wiatrem” czy kryminały Agaty Christie. Cenzura odcięła intelektualistów (naukowców, historyków, ekonomistów...) na 50 od lat od wiedzy i prawdy. Nie sprowadzano zachodnich czasopism naukowych. W poszukiwaniu pism emigracyjnych przeszukiwano na granicach walizki i torby. Zakaz pisania na niektóre tematy był tak szczelny, że ani pisarze, ani naukowcy rezygnowali z nawet delikatnych i zawoalowanych prób ich podejmowania.

Obowiązywała „czarna lista” autorów których dzieł nie wolno było wydawać np. Józefa Mackiewicza ( prac na tematy kresowe), książek historycznych Brandysów, Stanisława Barańczaka, Adama Zagajewskiego, Aż wstyd wspominać jak zakończyła się nieśmiała próba powstrzymania szalejącej cenzury – „Protestu 34” z roku 1954. Zakończył się on „kontr-protestem” zorganizowanym przez KC. Konkurencyjną listę i potępienie odważnych podpisało aż 600 pisarzy „konformistów”!!! Szkoda, że w świadomości Polaków nie zostały te nazwiska. Nieśmiałe „bunty” powtarzały się jeszcze w roku 1968 i 1969, ale zjawisko masowego protestu i stworzenia tzw. „drugiego obiegu” to dopiero koniec lat 70—tych. Tak czy inaczej ustawa o cenzurze obowiązywała jeszcze po Magdalence. Dopiero w kwietniu 1990 roku Sejm zadecydował o ostatecznej likwidacji Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Czy jednak wraz z nastaniem III RP cenzura zupełnie znikła?
Otóż, niestety nie!
W miejsce cenzury instytucjonalnej wdarła się bowiem szturmem nowa cenzura, której faktycznie nie ma. Jest to nowa forma zniewolenia nazywa się „Political correctnes”. Aby czytelnicy zrozumieli o czym mowa, krótka definicja. Political correctnes zwane w skrócie PC, to konformistyczne uleganie presji radykalnych środowisk liberalnych propagujących otwartość na wszelkie typy ludzkie, rożne style życia i ideologie. Jej zasadą jest przyjmowanie bez krytyki i szemrania wszystkiego co jest zgodne z aktualną modą i trendami. Wyznawcy tej doktryny uważają, że każdą sprawę da się rozwiązać pod warunkiem przyjęcia jedynie słusznej zasady niestawiania jakichkolwiek ocen moralnych czy rozpatrywania wydarzeń i postaw w kategoriach- dobro zło czy prawda i fałsz. Równocześnie eksponowana jest granic możliwości pojęcie wolności osobistej i dowolności własnych wyborów, bez liczenia się ze społeczeństwem, tradycją, narodem.

Aby nie zostać określonym jako „skrajny radykał”„uprzedzeniec”, „oszołom” „bigot”, „dewiant”, trzeba być stale czujnym i uważać by czasem swoją mową i uczynkiem, nie urazić. A spektrum potencjalnych „obrażonych” wyznaczają obowiązujące mody. Musisz uważać co mówisz, co piszesz, co robisz, jak myślisz. Napastuj ludzi chodzących w futrach, selekcjonuj śmieci, nie używaj testowanych kosmetyków (zwierzątka), nie jedz mięsa ( fermy- obozy koncentacyjne dla zwierząt, a poza tym jak je chowasz to zanieczyszczają atmosferę gazami), pokochaj homoseksualistów, pisz źle o Ruskich (bo to stale w modzie), ale o Niemcach i mniejszościach w superlatywach itp., itd.... Rasa płeć, orientacja seksualna, ekologia wszystko to staje się z niewiadomej przyczyny „polityczne”, zaś sprawy dużej wagi podlegają sterowaniu. Strach przed nazywaniem rzeczy po imieniu prowadzi do swoistej schizofrenii, a końcu do poczuciem lęku przed prezentowaniem publicznie (a czasem i prywatnie swojego zdania, z obawy przed ośmieszeniem. Ta zakaźna, epidemiczna choroba, atakująca mózgi przyszła do nas z USA i wyszlifowana w Europie Zachodniej objawia się zastępowaniem zdrowego rozsądku niedorzecznościami. Oparta na liberalnych, a często wręcz libertyńskich zasadach ideologia PC głosząc prymat wolności nad prawdą w sposób jednoznaczny burzy porządek moralny ludzi i społeczeństw, przekreśla chrześcijańskie wartości dobra i miłości. Popularyzując konsumpcjonizm, hedonizm i nieodpowiedzialność prowadzi do relatywizowania wszystkich wartości i odbiera możliwość odnalezienia autorytetów. Jeśli wszystko jest dobre i OK., to nieistotne czy ktoś jest porządny, uczciwy, moralny, czy pijak, narkoman, złodziej wszyscy wszak są OK. PC wydaje się wręcz opierać na różnorodności patologii i dewiacji moralnych i społecznych. Wprowadza też swoistą drażniącą nowomowę (podobnie jak przed laty komunizm) np. zamiast Murzyn- Afroamerykanin, zamiast Cygan- Rom, zamiast Żyd- Izraelczyk itp. Jeszcze zabawniej wyglądają określenia np. grubas - „obdarzony grawitacyjnie”, aborcja - „obrona wolności kobiet”, biedny – „ekonomicznie upośledzony”, pijak – „człowiek przestrzennie zagubiony” lub „deficytowy dopaminowo”, inwalida – „sprawny inaczej”, oszust- „człowiek zaradny”, bezdomny –„przemieszczający się człowiek bez posiadłości”- można mnożyć w nieskończoność. Może nie wszystkie są już u nas obowiązujące, ale dzięki lekturze choćby Konstytucji Europejskiej zanurzymy się ponownie w ów świat postępującej paranoi. Zapanowała moda na uciekanie od problemów. Wszystko ma być „ulizane”, gładkie, pozbawione napięć np. hasło : „wybierzmy przyszłość”. Propagowany przez orędowników tej ideologii feminizm, okazał się w praktyce jedynie wojną wydaną rodzinie przez propagowanie „nowego stylu życia” wyzbytego odpowiedzialności i rodzicielstwa. Nie bez powodu.... Człowiek posiadający rodzinę z reguły zaczyna trzeźwo patrzeć na rzeczywistość i nie daje się zwodzić. A takich chyba nie potrzeba...Dlatego walczymy do ostatniej kropli krwi z...urojoną homofobią... Ważne, a czy niewygodne dla tzw. „czynników wpływu” sprawy spycha się „pod dywan”, nie ujawnia społeczeństwu Tworzy się świat z jednej strony odrealniony, postulowany, a z drugiej groźny, bo ogłupiający i łatwo sterowalny. Takie działania rodzą degrengoladę i oportunizm, bo nie wszyscy przecież głupieją w takim samym tempie. Opętana tą niebezpieczną chorobą umysłów Europa, a powoli i Polska oddala się od swej cywilizacyjnej kolebki, ateizuje się i deprawuje. Zawsze lepiej gdy rodzące się napięcia są rozwiązywane na bieżąco i nie pozwoli się im narastać w ukryciu udając, że ich po prostu nie ma. Pewnym otrzeźwieniem powinny być dla nas skutki praktycznego działania PC w Holandii po zabójstwie wnuka Van Gogha. Za to na naszych oczach pleni się fałszowanie przeszłości i teraźniejszości. Pokaz owej poprawności mieliśmy niedawno na naszym rodzimym gruncie. Nikt prawie nie ośmielił się nazwać morderczych najeźdźców NIEMCAMI- kim więc byli-KRASNOLUDKAMI? Nie wolno nam dopuścić, by w imię jakichkolwiek wydumanych racji, w bezczelny sposób mieszano katów z ofiarami. Jest obojętne czy pod katów podstawimy Niemców, banderowców, ubeków czy komunistów. Nieosądzony, a choćby moralnie nie napiętnowany kat –odpowie tak jak pewna Ukrainka w Porycku na pytanie jej ocalałych dawnych sąsiadów – „dlaczego rzeście nas tak okrutnie mordowali, nic wam złego nie zrobiliśmy”? – bo tak było trzeba, takie były czasy....Takie nieukarane, społecznie naganne postępki rodzą jedynie deprawację w społeczeństwie i pytanie czy nie nadejdą dla Polaków znowu takie czasy „ kiedy- będzie trzeba?” W każdym wypadku w ofiara i jej otoczenie pozostaje z poczuciem oszukania i zdradzenia. Też na pokolenia.

Coraz mniej ludzi pamięta, że nie wszystko jest względne i są pewne niezmienne punkty odniesienia. Prawda jest jedna, a podział na dobro i zło czytelny. Dla naszego kraju jest jeszcze nadzieja, bo nie wypleniono, tak jak z reszty Europy wiary chrześcijańskiej mimo wszystkie wysiłki. Ten kto jeszcze wierzy, nie zapomina o wartościach i na chorobę tę nie zapadnie. Ale trzeba być czujnym, bo hasła to co innego niż czyny- kto czytał w „Dzienniku Polskim” tzw. Listę Hausnera zastanowi się jak należy rozumieć demokrację w wydaniu członka „Partii Demokratycznej”. Taki popis obłudy, robi niewątpliwie wrażenie, ale nie zniechęca to jej członków do głoszenia hasła konieczności obrony kraju przed „oszołomami”... Rok 1995 uważa się za początek ery politycznej poprawności w Polsce (zakaz emisji WC –Kwadransa). Świadomie lansowany przez „Gazetę Wyborczą” i całą tą formację „demokratów” w różnych składach i układach – (ostatnio Partia Demokratyczna), kierunek myślenia, żeruje na ludzkiej bezmyślności i konformizmie. Część ludzi z lęku, wygody, czy braku wiedzy i siły podporządkowuje się bowiem dyktatowi „fałszywych autorytetów”, sterowanych z ukrycia przez owe „czynniki wpływu” dla przysłowiowego „świętego spokoju”. Przyjmuje do wierzenia jak biblię ich oceny, wartościowania, ogląd rzeczywistości. Jest to niewątpliwie rodzaj szantażu i ubezwłasnowolnienia społeczeństwa, choć nitki poruszające marionetki są niewidoczne. Niebagatelna rolę mają tu posiadane przez „rządców dusz” środki finansowe. Na te zaakceptowane, „poprawne politycznie” i zgodne z aktualnymi dyrektywami mocodawców” projekty, prace, książki zawsze znajdą się dotacje i stypendia z kraju i zzagranicy. Co gorsza zdecydowana większość mediów (powiedzmy sobie w końcu szczerze- prawie wszystkie) reprezentują „jedynie słuszną” czytaj liberalną opcję. Artykułów i książek „niepoprawnych”, lub poruszających „niepoprawne” tematy nie dopuszcza się do druku (vide wieloletnie perypetie z wydaniem książki Siemaszków o Ludobójstwie na Wołyniu. Jeśli się nawet ukażą to od razu nastąpi ostry atak nie przebierających w środki „różowych”. Do tego obawy śmiałków budzi możliwość bojkotu towarzyskiego, kary finansowe lub inne szykany. Podobnie więc jak za komuny- są autorzy których cytować „nie wypada”, którzy nigdy nie dostaną cienia dofinansowania dla swoich książek. Są też tematy „tabu”, których poruszanie grozi ciężkim uszkodzeniem kariery, podobnie jak publikowanie na łamach niektórych „źle widzianych” pism. Takimi tematami są m.in. tematy żydowskie, tematy zbrodni popełnianych przez mniejszości na Kresach, problematyka kościelna, patriotyczna. Nikt nie przywrócił po 1989 roku i już nie przywróci do bibliotek szkolnych i publicznych zniszczonych bezpowrotnie dzieł o tematyce patriotycznej. Nawet jeśli ktoś to robi to w minimalnych nakładach „drugiego obiegu – bis”. Są to najczęściej książki zgrzebnie wydane za własne pieniądze pasjonatów. Ogół czytelników z nimi raczej się nie spotka. Brak bowiem informacji o takich publikacjach w informatorach o książkach, bibliografiach zawartości czasopism. Pism „nieprawomyślnych” nie prenumeruje się w bibliotekach. Nie są recenzowane, ani cytowane w mediach. Cenzurą w tym wypadku staje się staje się milczenie.

Jest rzeczą niesłychanie niepokojącą, że matecznikiem PC stają się podobnie jak na Zachodzie uczelnie wyższe. Pracownicy naukowi coraz bardziej boją się jej przeciwstawiać z obawy o swe awanse czy nawet zatrudnienie. Słowa krytyki ustalonych przez PC reguł gry, wypowiedzenie swojego zdania, użycie słów „niepoprawnych” skończyć się bowiem dla nich mogą smutno. Nie opublikują ich książek, odwoływanie się do innych, od obowiązujących reguł (w tym łacińskiego chrześcijaństwa) skończyć się może posądzeniem o najgorsze przestępstwa jak faszyzm, szowinizm, seksizm, radykalizm, „oszołomstwo” i wszelkie inne zwyrodnialstwo i zepchnięciem na margines. Dlatego tematy humanistycznych prac naukowych są najczęściej nijakie, mało ambitne, mało twórcze i nieciekawe i to wtedy gdy rzeczywistość, aż iskrzy, a całe hektary nieprzebadanych tematów leży ugorem.

Artykuł autorstwa dr Lucyny Kulińskiej
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014