Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumGrudzień 16 2018 18:06:53
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 5
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
Pod pomnikiem Dmowskiego
Pod pomnikiem Dmowskiego
90 rocznica podpisania Traktatu Wersalskiego - Warszawa 27.06.09 r.
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
Pawłokoma.
Postanowiłam, po wielu miesiącach przerwy, zabrać głos, tym razem sprowokowana informacją o przygotowywanych obchodach mordu dokonanego w Pawłokomie, we wsi leżącej w powiecie brzozowskim, czyli na terenie dzisiejszej Polski.

Kierowana nie tyle samym pomysłem organizatorów, uczynienia z tej jednostkowej, acz niewątpliwie hańbiącej nasz polski honor tragedii, szumnych obchodów międzypaństwowych, ale obawą, że fakt ten zostanie przez media po raz kolejny zmanipulowany i wykorzystany; obwołany... nowym Jedwabnem.

Same osoby informujące o zbliżających się obchodach nie wzbudziły mojego zaufania. Pan Tyma – znany „polakożerca” ze Związku Ukraińców w Polsce- organizacji probanderowskiej i proupowskiej do bólu, i znany ze swego specyficznie stronniczego podchodzenia do dziejów stosunków polsko-ukraińskich po wojnie - ulubiony historyk „Gazety Wyborczej”- Grzegorz Motyka. Zrodziła się pierwsza wątpliwość. Dlaczego nie ma wśród nich, ani jednego obiektywnego polskiego badacza ? To pytanie retoryczne. Jest przecież takich osób w Polsce co najmniej kilka – na czele z dr. Zdzisławem Koniecznym, historykiem z Przemyśla, autorem książki pt. „Był taki czas- u źródeł akcji odwetowej w Pawłokomie”, Przemyśl 2005, czy pracownikami rzeszowskiego IPN.

Co wydarzyło się w Pawłokomie?

Stała się rzecz bardzo zła i tragiczna - w marcu 1945 roku, kiedy wojna się już praktycznie kończyła, polski postakowski oddział partyzancki (Armia Krajowa w tym czasie już nie istniała, bo została rozwiązana) wraz z mężczyznami z okolicznych wsi, w akcie zemsty za uprowadzenia i mordy na Polakach, dokonał „akcji odwetowej” na ukraińskich mieszkańcach tej wsi. Akcja, jedna z niewielu tego typu, jednak obciąża nasze polskie, chrześcijańskie sumienie – które nakazuje uderzonemu nadstawić drugi policzek. Doszło do zbrodni, którą każdy z Polaków może osądzić tylko w jeden sposób – potępić sprawców.

Ale rodzą się kolejne pytania. Podstawowe - dlaczego właśnie Pawłokoma? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć. Opierać się będę na bardzo dobrze udokumentowanej pracy Zdzisława Koniecznego, którego książkę (z dokumentacją i aparatem naukowym) polecam przeczytać w całości.

Autor ustalił, że źródła antagonizmu narodowościowego na tym terenie sięgały bardzo głęboko, bo jeszcze końca I wojny światowej. W tym czasie, szczególnie po wojnie polsko-ukraińskiej, wzrosła gwałtownie świadomość odrębności narodowej żyjących obok Polaków Rusinów- Ukraińców. Nielegalne organizacje UWO (konspiracyjna Ukraińska Wojskowa Organizacja), a potem OUN (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów) latami budowały nastroje negatywizmu i nieakceptowania państwa polskiego. Na terenach etnicznie mieszanych, a przede wszystkim w Małopolsce Wschodniej, posługiwały się terrorem (zamachy mordercze, napady, pobicia, skierowane przeciw administracji polskiej i Polakom). Niestety, owej wywrotowej działalności sekundowała duża część greckokatolickiego kleru.

Polska była dla nich krajem niechcianym. Mimo przegranej wojny i pozostawania większości terytorium pod sowiecką okrutną władzą, postępowanie Ukraińców wobec naszego państwa było bezkompromisowe. Chcieli dostać polskie województwa wschodnie na własność z prostej przyczyny- uważali że one do nich należą i już !

W obręb terytorialnej idei „Wielkiej Ukrainy” (do dziś nacjonaliści z jej budowania nie zrezygnowali i uważają to tylko za kwestię czasu) wchodziły i wchodzą następujące polskie ziemie: przedwojenne województwa: wołyńskie, stanisławowskie, tarnopolskie, lwowskie, a z powojennych, tak zwane Nadsanie i Łemkowszczyzna, obejmujące dzisiejsze powiaty: ustrzycki, leski, sanocki, jasielski, brzozowski, przemyski, jarosławski, leżajski, lubaczowski, łańcucki aż po Rzeszów, krośnieński, gorlicki, nowosądecki oraz tzw. Chełmszczyznę, czyli obecne powiaty: hrubieszowski, tomaszowski, włodawski, zamojski, bialskopodlaski, biłgorajski i chełmski.

Od początku nacjonaliści ukraińscy w walce o swoje państwo i o jak najszybszą destrukcję państwa polskiego korzystali z pomocy wrogów Polski, w szczególności Niemiec. Po dojściu do władzy Hitlera proces ten bardzo się nasilił. W roku 1939, mimo oficjalnych deklaracji, ludność ukraińska dopuściła się tysięcy mordów na walczących na dwa fronty żołnierzach polskich i witała Niemców bramami triumfalnymi. Nota bene, właśnie otrzymałam z Kijowa wydany w roku 2005 zbiór dokumentów dotyczących współpracy nacjonalistów ukraińskich z hitlerowskimi Niemcami pod znamiennym tytułem „Dokumenty izobliczajut”. Warto, by pochylili się nad nimi nasi badacze, bo to dokumenty ukraińskich archiwów, dla nas praktycznie niedostępne, ale jak na razie o ich wykorzystywaniu cicho...

Ukraińcy za swoją postawę zostali przez Niemców nagrodzeni- dostali faktyczny zarząd nad tymi powiatami Generalnego Gubernatorstwa, do których rościli sobie pretensje. Położenie Polaków pogorszył dodatkowo fakt, że w powiatach tych, i aż po Kraków, osiedliły się dziesiątki tysięcy zaprawionych w bojach z Polakami nacjonalistów ukraińskich zbiegłych pod niemieckie skrzydła z zajętych przez Sowiety województw wschodnich. Tu, w naszym dumnym Krakowie, grasował bezkarnie zbiegły z więzienia za zamach na ministra Bronisława Pierackiego, zbrodniarz Bandera – i urządzał sobie weseliska. Tu, w politycznych – intelektualnych ukraińskich gremiach opracowywano szczegółowe plany pozbycia się Polaków z Kresów. Najwygodniejszą i najmniej kłopotliwą metodą miało być załatwienie „polskiego problemu” rękami okupantów. Udało się, choć nie do końca, na przykład na ukraińskie prośby o wsadzenie Polaków do gett Niemcy powiedzieli – nie. Dlatego w roku 1943, kiedy losy wojny zaczęły kręcić się w przeciwnym kierunku i akcje niemieckie zaczęły topnieć- „wzięli sprawy” we własne ręce. Przypominam sobie słowa zagrzewających ich do boju piosenek:

„Lachiw rizaty UPA jde,

Bandery duch UPA wede,

Na wrazyj Krakiw i Warszawu...

czy :

„Zdobywaj, zdobywajmy sławę!

Wykosimy wszystkich Lachów po Warszawę...

Ukraiński narodzie.

Zdobywaj, zdobywajmy siłę!

Zarżniemy wszystkich Lachów do mogiły...

Ukraiński narodzie...[1]

W miarę upływu wojennych lat, stosunki narodowościowe we wspomnianych powiatach południowo- wschodnich ulegały dalszemu pogorszeniu. Władzę lokalną oddano Ukraińcom i ukraińskiej policji, do której w pierwszej kolejności trafili skrajni nacjonaliści z OUN właśnie... Na efekty nie trzeba była czekać: największe kontyngenty dawać musieli Polacy, ich w pierwszej kolejności wywożono na roboty do Rzeszy (a w strefie sowieckiej na zsyłki-deportacje), oni narażeni byli na stałe denucjacje ukraińskich sąsiadów i karne pacyfikacje. Były to bardzo skuteczne metody wyniszczania żywiołu polskiego.

Etap drugi, trwający od roku 1943, to okres klasycznego ludobójstwa pozostałych mniejszości- według zasady: „jeden zabity Polak to jeden metr wolnej Ukrainy”. Nie wszystkich można było jednak zabić- więc resztę wypędzał strach przed nieludzkim okrucieństwem sąsiadów. Wypędzenie Polaków z Kresów usankcjonowano w końcu traktatami międzynarodowymi – używając oficjalnie skandalicznej nazwy „repatriacja” dla wyrzucania ludzi ze swojej własnej ojczyzny.

Ale wróćmy do Pawłokomy. Jak na tle owych zdarzeń wyglądała ta wieś? Książka Koniecznego dostarcza nam danych i statystyk.

Wieś była mieszana, ale większość mieszkańców stanowili Rusini- Ukraińcy, co decydowało o jej charakterze. Była tam cerkiew greckokatolicka, ukraińska kooperatywa, sklep i czytelnia „Proświty”[2]. Były też małżeństwa mieszane. Walka o dusze prowadzona była głównie przez grekokatolików, posiadających dość ważki argument- finansowy –ukraiński sklep i kooperatywę (spółdzielnię), w której Polacy przechodzący na grekokatolicyzm mogli kupować towary znacznie taniej, niż reszta. Początki konfliktu ukraińsko-polskiego zarysowały się wyraźnie z chwilą parcelacji majątku A. Skrzyńskiego, po zakończeniu I wojny światowej. Wtedy to większość ziemi poszła w ręce polskich chłopów, wywołując zawiść u ukraińskich mieszkańców Pawłokomy. Problemem rzutującym na przyszłość, był też udział ukraińskich mieszkańców tej wsi w walkach polsko-ukraińskich lat 1918-19 i trwałe związanie ich uczestników po wojnie z konspiracyjną organizacją wojskową UWO, a następnie OUN. W latach II Rzeczypospolitej nastąpił wzrost świadomości narodowej nie tylko Ukraińców, ale i Polaków. Ci ostatni założyli we wsi świetlicę „Strzelca”, która siłą rzeczy stała się konkurencją dla jedynej dotychczas „Proświty”. Sprawę pogarszała jeszcze postawa tamtejszego gr.-kat. księdza, znanego ze swej antypolskiej postawy i sympatii do OUN oraz nauczyciela ukraińskiego Mikołaja Lewickiego.

Tuż po powstaniu OUN Polacy w Pawłokomie i okolicznych wioskach po raz pierwszy mogli usłyszeć o czekającej ich przyszłości z rozpowszechnianych uchwał kongresu OUN. Pisano w nich o usunięciu wszystkich obcych z „ukraińskich ziem” w czasie narodowej rewolucji. Pojawiły się też złowróżbne hasła: „Lachy za San” i pierwsze groźby wymordowania. W Pawłokomie w czytelni „Proświty” urządzono obchody na cześć Biłasa i Daniłyszyna zamachowców złapanych i straconych za okrutny mord na Tadeuszu Hołówce- znanym polskim polityku i pośle (jak na ironię, gorącym rzeczniku ustępstw wobec mniejszości). Miało to jednak swoja cenę- władze zawiesiły działalność „Proświty” w Pawłokomie. Nie zmniejszyło to oczywiście działań OUN we wsi. Nadal śpiewano antypolskie, wyszydzające państwo i Polaków pieśni, w których wzywano ich do wyniesienia się za San, bo „tu będzie Ukraina”. Po jakimś czasie i tych prowodyrów aresztowano, ale stosunków to nie poprawiło. Konflikt narastał, ale za Polakami stała jeszcze powaga i władza własnego państwa.

Nadzieje ukraińskie na powstanie na Rusi Zakarpackiej Autonomicznej Ukrainy Zakarpackiej, zalążka przyszłej Ukrainy budowanej przy pomocy hitlerowskich Niemiec, spotkały się w Pawłokomie z żywym oddźwiękiem. Elektryzujące informacje przywozili do wsi ukraińscy chłopcy, pobierający naukę w wybitnie nacjonalistycznie nastrojonym ukraińskim gimnazjum państwowym. Zbliżająca się wojna uświadomiła Polakom grozę sytuacji. Jej wybuch, a szczególnie klęska wrześniowa, rozbudziły w Ukraińcach wielkie nadzieje na „samostijność”- znienawidzone państwo polskie przestawało istnieć.

Ukraińcy z Pawłokomy zaczęli wysługiwać się Niemcom. Przede wszystkim poinformowali niemieckie władze wojskowe i cywilne o tym, że polscy sąsiedzi udzielili pomocy i dali odzież zbiegłym z niewoli polskim żołnierzom, donieśli, i to imiennie, kto z Polaków ostrzeliwał żołnierzy niemieckich w chwili ich wkraczania do wsi. Zrobił to z własnej woli ukraiński nauczyciel – Lewicki- wspomniany już zażarty nacjonalista. Z dwunastu zadenuncjowanych osób Niemcy aresztowali 5, bo reszta zdołała się ukryć. Życie uratował im prawdopodobnie Austriak, który jeszcze z wojska austriackiego znał jednego z zatrzymanych i doprowadził do ich zwolnienia. Nie zmienia to jednak faktu, że ich życie wisiało na włosku.

Tymczasem w wyniku ustalenia nowej granicy niemiecko-sowieckiej, Pawłokoma znalazła się w strefie sowieckiej. Słynny Lewicki i liczni nacjonaliści z okolicy wycofali się z Niemcami i rozpoczęli z nimi ścisłą współpracę. 10 lutego 1940 wywieziono z Pawłokomy 40 osób w głąb ZSRR. Z relacji mieszkańców wynika, że inspiratorami wywózek byli Ukraińcy. Oni też zagarnęli domy, sprzęty i cały pozostawiony dobytek sąsiadów. Łagry przeżyło jedynie 10 osób. Denucjacje i prowokacje trwały przez całą okupację sowiecką (1939-1941). Między innymi nacjonaliści ukraińscy podrzucali starą broń do polskich gospodarstw, a potem informowali władze sowieckie o jej posiadaniu przez Polaków. Na skutek rewizji dochodziło do licznych aresztowań.

Wybuch wojny niemiecko - sowieckiej spowodował kolejną zmianę okupacji. Do Pawłokomy wrócił Lewicki i od razu przystąpił do organizowania młodzieży ukraińskiej w miejscowej „Proświcie”, do jej szkolenia wojskowego. Szykanowanie Polaków narastało. Wypasano bydło na polach Polaków, co powodowało znaczne szkody, rozpoczęły się groźby, że wkrótce „budem rizaty Lachiw”. Okupant niemiecki wyraźnie faworyzował Ukraińców; dawano im inne, „lepsze” kennkarty, dawano zezwolenia na prowadzenie działalności. Do szkół wprowadzono język ukraiński, dawano pracę w administracji okupacyjnej. Młodzi Ukraińcy z Pawłokomy zgłaszali się na ochotnika do SS- Galizien- z kilkunastu chętnych przyjęto 10. Najprawdopodobniej na skutek denucjacji i prowokacji gestapo aresztowało 3 marca 1943 roku kolejnych Polaków, którzy zostali wywiezieni do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Podobnie, po aresztowaniu, w obozie oświęcimskim zginęła sympatyzująca z Polakami, Ukrainka Anna Szpak. Został też zastrzelony przez policję ukraińską i gestapo Polak, Józef Michalik.

W roku 1943 i na początku 1944, na terenie wsi pojawili się pierwszy uciekinierzy, opowiadający straszne rzeczy o trwających od miesięcy mordach OUN-UPA na ludności polskiej. O wbijaniu dzieci na sztachety i niepojętych rozumem torturach. Opowieści te wywołały przygnębienie i lęk u Polaków, mających w pamięci pogróżki sąsiadów. Co do ścisłej współpracy OUN i UPA z Pawłokomy z Niemcami, nikt nie mógł mieć najmniejszych wątpliwości. Członkowie tych struktur pracowali w organizacjach ukraińskich w Dynowie, współpracowali z posterunkiem policji ukraińskiej w Jaworniku Ruskim, stanowiącym zresztą placówkę szkolącą młodzież ukraińską dla potrzeb UPA i organizowanych przez OUN po wsiach Samoobronnych Kuszowych Widiłów .

Prawdopodobnie jeszcze od czasów okupacji sowieckiej, działało na tym terenie polskie podziemie akowskie. Z początkiem 1944 roku pluton AK liczył w Pawłokomie 12 osób. Kolaboracja z okupantem prowadziła do wydawania wyroków przez sądy Polskiego Państwa Podziemnego, na najaktywniejszych działaczy nacjonalistycznych. Na mocy takiego wyroku zastrzelono Lewickiego i 3 inne osoby, co miało być ostrzeżeniem przed dalszą współpracą i szkodzeniem narodowi polskiemu. Kolaboracja trwała jednak dalej, a jedynie ją bardziej ukrywano.

Nastroje antyukraińskie wśród Polaków ponownie wzrosły, kiedy 21 IV 1944 policja ukraińska aresztowała dwóch członków AK oraz kilka innych osób. O wszystkie te nieszczęścia obwiniano Ukraińców i ich zamiłowanie do wydawania okupantom polskich sąsiadów. Próba odbicia aresztowanych zakończyła się niepowodzeniem, a nieszczęście spadło na sąsiednią polską wieś, Dylągową, gdzie ukraińska policja zabiła jedną osobę, drugą uprowadziła i słuch o niej zaginął, więc prawdopodobnie też została zgładzona. W czasie poszukiwania broni we wsi ludność polska traktowana była przez nacjonalistów ukraińskich okrutnie i poniżająco, bita pałami drewnianymi i kolbami karabinów.

Wkroczenie armii sowieckiej poprzedzone było akcją „Burza” prowadzoną przez AK, stanowiącą w powiecie brzozowskim znaczną siłę. Co z tego- AK wkrótce zaczęła być straszliwie prześladowana przez nowe władze, zaś Ukraińcy starą metodą ułożyli sobie doskonałe stosunki z komendantami sowieckimi i na nowo rozpoczęli donoszenie na Polaków, szczególnie wskazując sowietom, gdzie ukrywają się polskie oddziały podziemne. Spowodowało to kolejne liczne aresztowania.

Przez pewien okres stacjonowała w Pawłokomie sowiecka jednostka wojskowa, dzięki czemu ustały większe ekscesy. Jednak w powiecie nadal funkcjonowały struktury OUN i przybudówki –UPA - Służby Bezpeky i SKW. Tuż przed wkroczeniem Rosjan doszło w okolicy Pawlokomy do mordowania księży rzymsko- katolickich przez bojówki OUN. Mord na lubianych i szanowanych proboszczach wywołał skrajne oburzenie. W listopadzie i grudniu 1944 miały miejsce mordy na Polakach w wioskach leżących niedaleko od Pawłokomy, m.in. w Jabłonicy Ruskiej, Obarzynie, Porębach, Siedliskach, Harcie, Uluczu, Bachowie, Piątkowej, Kotowie, Żohatynie, Sufczynie, Jaworniku. Niektóre z tych zbrodni popełniano w sposób okrutny. W Siedliskach uprowadzono Stanisława Sycza z żoną i trojgiem dzieci, którym połamano ręce, wydłubano oczy i dopiero zamordowano. W Porębach 18 letniego Feliksa Śliwaka zamęczono w podobny sposób i wrzucono zwłoki do rzeki. Wiadomości o tych bestialstwach rozchodziły się wśród ludności polskiej, a ofensywa styczniowa i odejście Rosjan ponownie pogorszyło jej położenie. Mordy na Polakach nie ustawały: w Siedliskach, Wólce, Bartkówce, Kotowie, Borownicy, Brzeżawie, Sielnicy, Żohatynie i szczególnie bestialskie zabicie nauczycielskiej rodziny Sugierów w Sufczynie[3]. Niedługo potem zamordowano przez wrzucenie do studni dwie polskie rodziny w Jaworniku Ruskim. Rozchodziły się pogłoski, że na tym nie koniec, a mordy i grabieże będą trwały dotąd, aż jak głosiły hasła OUN – „tu będzie Ukraina”.

Po wyjściu Rosjan do wsi wkroczył oddział UPA w liczbie ok. 60 osób. Uprowadził on ze wsi dwóch Polaków z Dynowa: Gerulę i Gąseckiego (który przywiózł mąkę na wesele z panną Trojanówną z Pawłokomy) oraz polskich mieszkańców Pawłokomy: Radonia (sołtysa), Wilka, Diablika, Trojana (ojca panny młodej), Banasia oraz Ukrainkę sympatyzującą z Polakami- 20 letnią Kasię Kosztowską. Zatrzymanych wiązali Ukraińcy z Pawłokomy na oczach sąsiadów. Oddział poprowadził ich w stronę Jawornika Ruskiego... i słuch o nich zaginął. To prawie w 100% oznaczało mord dokonany w okolicznych lasach. Rodziny, a szczególnie matki młodych uprowadzonych ludzi na próżno błagały o jakąkolwiek informację greckokatolickiego księdza i ukraińskich sąsiadów- już li tylko w celu sprawienia im chrześcijańskiego pochówku. Rozwiesiły nawet na budynku „Proświty” apel o wskazanie miejsca gdzie zakopano ich zwłoki- wszystko na próżno.

Nic też nie dało aresztowanie i przesłuchanie 11 Ukraińców z Pawłokomy. Tymczasem w Dynowie Polacy na burzliwych zebraniach wspominali całe litanie krzywd zaznanych przez lata od Ukraińców z Pawłokomy. Niemal równocześnie, nadeszła wieść, że Ukraińcy planują następne pogromy. Nastroje paniczne potęgowała groza opowieści osiadłych w tych stronach uciekinierów z województw wschodnich, którzy uszli z życiem spod ukraińskiego noża i siekiery, zostawiając za sobą pomordowane rodziny i cały dorobek życia. Uchodźcy ci przyjmowali ze skrajnym oburzeniem odmowy wyjazdu Ukraińców z obecnego terytorium Polskiego do ZSRR, mając niejaka nadzieję, ze za ich zabrane i spalone przez banderowców mienie dostaną wreszcie szansę normalnego życia w ich opuszczonych chałupach. W panującej psychozie polscy mieszkańcy Pawłokomy postanowili z obawy o życie uciec, ze wsi pozostawiając swój dobytek na pastwę losu.

Wtedy już prawdopodobnie w gremiach polskiej postakowskiej partyzantki (przypominam, AK była już oficjalnie rozwiązana) zapadła decyzja o akcji odwetowej w Pawłokomie.

W Pawłokonie zamieszkiwało 570 Ukraińców. Pacyfikacja dokonana przez oddział „Wacława” (lwowiaka) i ludzi z okolicznych wsi w dniach 1 i 2 marca 1945 zdaniem Ukraińców dotknęła (co zostało zapisane na pomniku, 365 osób, i przy tej liczbie upiera się Grzegorz Motyka) jest zdaniem Koniecznego liczbą grubo zawyżoną. Nie dokonano dotąd – nie zabiegała o to zresztą z wiadomych przyczyn strona ukraińska- ekshumacji w miejscach straceń, które wyjaśniłyby tę sprawę do końca. Według większości świadków, zabitych nie było więcej jak 150 osób, a zawyżanie liczby ofiar ma na celu wyłącznie zmniejszenie poczucia winy Ukraińców za masowe ludobójstwo dokonane na Kresach. Zresztą wielu Ukraińców, wiedząc o przygotowywanej akcji uciekło ze wsi.

Polacy w Pawłokomie wiedzieli, że w wiosce jest wielu ukraińskich nacjonalistów związanych z OUN, członków SKW i SB- OUN. Ich przynależności do najbardziej brutalnych jednostek specjalnych, ze względu na ścisłą konspirację, mogli się tylko domyślać. Badacze ustalili, że osób należących do OUN- UPA było co najmniej 50. Wiadomo, że wielu innych , nie ujętych w wykazach upowców, uciekło ze wsi; niektórzy przedostali się na zachód i często pod zmienionymi nazwiskami, lub wręcz na papierach zrabowanych swym ofiarom wiodą na zachodzie Polski od lat ustabilizowane i spokojne życie. Dzisiaj ich dzieci i wnuki dają o sobie znać, po przejściu „patriotycznej edukacji” w ukraińskich szkołach, w antypolskich wystąpieniach i działaniach.

Kilka podstawowych faktów z przebiegu pacyfikacji: (szczegóły znaleźć można we wspomnianej książce):

Pozostałym we wsi Ukraińcom kazano zgromadzić się w cerkwi. Następnie wypuszczono kobiety i dzieci i kazano iść za Zbrucz. Grupa ta udała się w kierunku Siedlisk, następnie Ulucza i Jawornika. W Gdyczynie oddział „Wacława” przekazał UPA 37 kobiet z dziećmi. Była jeszcze grupa druga, nie wiadomo jak liczna, którą skierowano do Birczy.

Zalecenia polskiego podziemia były jasne: kobiet i dzieci zabijać nie wolno. Nie mogą też ucierpieć osoby niewinne. Niestety wiele wskazuje, że rozkazu nie przestrzegano do końca i wśród zabitych znalazły się i kobiety, i dzieci, choć w niewielkiej liczbie. Atmosferę podgrzało odnalezienie dużych ilości broni w cerkwi i na plebanii, a także odgłos wybuchów, jakie miały miejsce w pożarach ukraińskich domów, co świadczyło o składowaniu tam amunicji i granatów.

Mężczyzn poddano przesłuchaniu – na okoliczność uprowadzenia Polaków i pytano gdzie są ich ciała. Kiedy nie uzyskano odpowiedzi wyprowadzono ich grupami na cmentarz i rozstrzelano. W ten sposób zakończyła życie większość ofiar.

Po pacyfikacji kobiety ukraińskie z dziećmi udały się na skargę nie do władz polskich, ale do komendanta sowieckiego, do Sanoka. W połowie kwietnia wysłał on do Dynowa oddział NKWD, który aresztował 282 Polaków. 82 z nich skazano na więzienie i wywieziono do ZSRR. W lipcu wrócili jednak do domów jednym z transportów. Władze polskie aresztowały kilka osób i skazały na wyroki 5-6 lat więzienia, ale częściowo objęła je amnestia. Co ciekawe, władza ludowa wszelkimi sposobami szkalująca przejawy walki podziemnej i zawyżająca m.in. straty w swych dokumentach, tu nie wykazała się zbytnią surowością- a może po prostu po przeprowadzeniu śledztw wiedziała jakie były przyczyny i rzeczywista liczba ofiar ?

Po pacyfikacji Pawłokomy większość polskich mieszkańców przebywała poza nią w obawie przed napadami UPA, które bynajmniej nie ustawały. Zabito kolejnych Polaków w Uluczu, Jabłonnicy Ruskiej. W Borowicy 20 IV 1945 roku UPA wymordowała 60 Polaków w tym kobiety i dzieci. Mimo od lat powtarzanych w książkach dr. Motyki tezach o współpracy i porozumieniach UPA z postakowskimi partyzantami, miało to miejsce tylko w sporadycznych wypadkach. Takiemu stawianiu sprawy przeczą fakty nieustających ataków UPA na Polaków i polskie wioski. Od maja do końca czerwca 1945 popełniono następujące mordy: Roztoka 2 osoby (w tym jednotygodniowe dziecko), Brzeżawa- 18 os., Lipa –15 os., w Barycz – 1 os., Wola Krzywiecka - 1 os., w Bachów – 2 os., Duńkowiczki - 1 repatriantka, Malawa - 5 os., Brzuska – 1 os., Ruska Wieś – 1 os., Polhowa - 2 os., Batycze – 3 os., Iskań -3 os. Wtedy to ze strachu przed UPA większość polskich mieszkańców wsi uciekła z wiosek na lewym brzegu Sanu.

W nocy 4-5 października 1945 skoncentrowane siły UPA dokonały równoległego napadu na wsie; Bartkówka- Dylągowa- Sielnica. Zamordowano 9 mężczyzn i 2 kobiety (nie są to dane pełne), a wsie spalono. Był to ukraiński odwet za pacyfikację Pawłokomy. W dniu 12 II 1946 UPA uprowadziła z Pawłokomy 13 osób – puszczono jedynie rodzinę Fedzugów, bo donosiła Ukraińcom, i jednego mężczyznę, który powiedział oprawcom, że jego ojciec jest Ukraińcem i to uratowało mu życie. W świetle jego relacji, uprowadzonych bito, krojono ich ciała nożami i sypano w nie sól, a po torturach zgładzono. W czasie następnego napadu został zastrzelony Ludwik Potoczny, a dwoje uciekających przed UPA dzieci utopiło się w Sanie. Pacyfikacja Pawłokomy nie oznaczała jeszcze opuszczenia jej przez wszystkich pozostałych przy życiu ukraińskich mieszkańców, wsi, gdyż podczas akcji „Wisła” w 1947 roku przesiedlono na ziemie zachodnie dalszych 5 rodzin – 13 osób, a także tych którzy opuścili wieś a potem do niej wrócili. To, że mogli mieszkać po pacyfikacji z jej polskimi mieszkańcami ma swoją wymowę. Podobnie jak ukrywanie przez Polaków 3 byłych członków UPA pochodzących z Pawłokomy. Obecni mieszkańcy Pawłokomy pamiętający te czasy twierdzą, że w czasie akcji zastrzelono nacjonalistów ukraińskich i popierających ich Ukraińców, którzy skrajnie wrogo nastawieni byli do Polaków i działali nieustannie na ich szkodę, sami, lub współpracując z kolejnymi okupantami Polski. Reszta jest milczeniem.

W tym dramacie naprawdę nie chodzi o przepraszanie. Ważne jest tylko potępienie przez nas tego czynu- odwetu czy nie- nieważne. Przyznanie, że metody takie, choć skuteczne, jak wykazał przykład ukraiński, są absolutnie niedopuszczalne. I tak chyba myśli całe nasze społeczeństwo. Tak zachowuje się naród psychicznie zdrowy. Polacy, mimo świadomości złożonych przyczyn nieszczęścia, jego wyjątkowości, nie mają żadnych wątpliwości, że mordownie ludności cywilnej jest złem i musi być napiętnowane. Nikt u nas na szczęście nie wpadnie na tak obłąkany pomysł, by sprawców i inspiratorów mordów nazywać bohaterami, stawiać im pomniki i panteony chwały i gloryfikować w szkolnych podręcznikach. I to jest podstawowa różnica między naszym i ukraińskim społeczeństwem. Bo zło jest złem, po prostu, i żaden najbardziej chwalebny cel nie usprawiedliwi tak drastycznych środków.

[1] Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zbiory pieśni zawierające takie i jeszcze straszniejsze wersy wydano w Łucku na Ukrainie w roku 1992 !!!

[2] Ukraińska organizacja oświatowa, której celem było krzewienie kultury i języka ukraińskiego. Od lat 30-stych organizacja ta została w dużej mierze opanowana przez nacjonalistów ukr.

[3] Ciała ofiar, Jana, jego żony Anieli i synów znaleziono w piwnicy. Wszystkich okrutnie torturowano. Będących w agonii, upowcy uformowali w scenę potwornej seksualnej orgii. Synowi Zbigniewowi obcięto genitalia i włożono w usta umierającej matki. A obcięte piersi matki wetknięto jedną w usta syna, drugą męża Jana. Tak znaleźli ich rano poprzymarzanych do siebie sąsiedzi i pochowali na cmentarzu w Birczy.

Artykuł autorstwa dr Lucyny Kulińskiej
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014