Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumKwiecień 21 2019 18:38:58
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 9
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
6
6
Irak
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
Grzegorz Grabowski - Pierwszy wódz II Rzeczypospolitej

Grzegorz Grabowski

Pierwszy wódz II Rzeczypospolitej

Odradzająca się w 1918 roku Polska miała trzech Naczelnych Wodzów: generała Józefa Dowbor-Muśnickiego - od 4 lutego naczelnego dowódcę Polskich Sił Zbrojnych w Rosji; generała Tadeusza Jordan-Rozwadowskiego - od 28 października szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego i brygadiera Józefa Piłsudskiego - od 11 listopada naczelnego dowódcę Wojska Polskiego, a od 29 listopada - z własnego nadania - także Tymczasowego Naczelnika Państwa.

























Pierwszym wodzem Drugiej Rzeczypospolitej był generał Józef Dowbor-Muśnicki herbu Przyjaciel. Po prawej: Krzyż I Korpusu, odznaka pamiątkowa wydawana żołnierzom wojska polskiego w Rosji.


W roku 2012 obchodzić będziemy 95 rocznicę utworzenia Polskich Sił Zbrojnych w Rosji w czasie I wojny światowej, a także 145 rocznicę urodzin i 75 rocznicę śmierci ich współtwórcy i naczelnego dowódcy, generała Józefa Dowbor-Muśnickiego. Dla Polaków jest on nie tylko symbolem jedynego udanego powstania w naszych dziejach - Powstania Wielkopolskiego, ale także symbolem wielkiej i realnej, lecz, niestety, niewykorzystanej do końca szansy na odbudowę katolickiej Polski w oparciu o sojusz wojskowy z Rosją.

Józef Dowbor-Muśnicki (1867-1937) był potomkiem starego litewskiego rodu Dowborów, herbu Przyjaciel, osiadłego w XVIII wieku nieopodal Sandomierza (majątek Garbów, parafia Góry Wysokie). Po okresie nauki w radomskim gimnazjum, ukończył on kilka rosyjskich szkół wojskowych, sposobiąc się do kariery w armii carskiej. Nieprzyjaciołom Polski ambitni Polacy-katolicy nie podobali się nigdy, toteż by dostać się do elitarnej Akademii Wojskowej, po ukończeniu której został mianowany kapitanem sztabu generalnego, Dowbor-Muśnicki musiał oświadczyć, że nie jest katolikiem, lecz kalwinem. Drzwi do kariery stanęły otworem.

Do roku 1917 Dowbor-Muśnicki pełnił odpowiedzialne funkcje w armii carskiej: uczestniczył w wojnie rosyjsko-japońskiej, współtworzył okręg wojskowy w Irkucku, był szefem sztabu na szczeblu dywizji i armii, dowodził pułkiem, dywizją i korpusem. Odniósł poważne sukcesy na froncie przeciwniemieckim podczas I wojny światowej i w sierpniu 1915 r. został mianowany generałem-majorem, a w styczniu 1917 r. - generałem-lejtnantem. Za kampanię japońską dostał sześć rosyjskich orderów, a za udział w wojnie światowej - najwyższe odznaczenia rosyjskie, angielski Order Łaźni i chiński Order Smoka. A jednak - wbrew pozorom - Dowbor-Muśnicki nie był wcale wiernopoddańczym sługą rosyjskiego imperium. Ten najwybitniejszy oficer polski w rosyjskim wojsku okazał się być kimś zgoła innym: prawym Polakiem, patriotą, żołnierzem jednej Ojczyzny.

Po rewolucji lutowej 1917 roku, która zmiotła rządy dynastii Romanowych, zaczęła się w Rosji praca żywiołów narodowych na rzecz stworzenia poważnej polskiej Siły Zbrojnej, która mogła by wykorzystać dla potrzeb przyszłego państwa polskiego jak największą liczbę spośród około 20 tysięcy oficerów i 700 tysięcy szeregowych służących wówczas w armii rosyjskiej i określanych przez urzędowe źródła jako katolicy. Było rzeczą oczywistą, że zdecydowaną większość wśród tych katolików stanowili właśnie Polacy. Ponadto w grę wchodziła stutysięczna rzesza Polaków przetrzymywanych w rosyjskich obozach jenieckich, zaś rezerwy rosyjskiej Polonii, obliczanej na trzy miliony głów, również nie zostały jeszcze wyczerpane.

Było więc na Wschodzie dosyć materiału ludzkiego na utworzenie nawet dużej armii, która mogła stać się ważną kartą przetargową polityki PROPOLSKIEJ, gdyby tylko stanęła w ostatniej fazie wojny w szeregach koalicji antyniemieckiej, wspólnie z wojskami demokratycznej Rosji. Obsadziwszy swój odcinek frontu, armia taka mogła stworzyć w odpowiednim momencie korzystne dla Polski fakty dokonane, i to niezależnie od woli rewolucyjnych władz rosyjskich, ententy czy państw centralnych. Polskie marzenia o półmilionowej armii w Rosji - to były w istocie całkiem realne plany powołania tam regularnego, dobrze uzbrojonego i wyszkolonego Wojska Polskiego, noszącego - póki co - swe Orzełki w ukryciu. Tak, jak Krzyżyki, na piersiach.
















W środku: pułkownik artylerii Armii Imperium Rosyjskiego i dowódca 2 Brygady Artylerii w I Korpusie Polskim, Tadeusz Jastrzębski (późniejszy generał WP, usunięty za antysanacyjne poglądy, a od 24 lipca 1944 r. komendant główny Narodowych Sił Zbrojnych) jako pierwszy utworzył Związek Wojskowych-Polaków Piotrogrodzkiego Okręgu Wojskowego (24.03. 1917). Później powstały organizacje ZWP Okręgów: Moskiewskiego, Kijowskiego, Zachodniego i Północnego. Z lewej: gen. lejtnant Konstanty Dowbor-Muśnicki – starszy brat Józefa, absolwent Akademii Wojskowo Prawniczej i Akademii Sztabu Generalnego w Petersburgu, a po rewolucji lutowej działacz Związku Wojskowych-Polaków i członek Naczelnego Polskiego Komitetu Wojskowego (Naczpol), współorganizator I Korpusu Polskiego. Z prawej: Władysław Raczkiewicz (późniejszy prezydent Rzeczypospolitej na Uchodźstwie), szef organu wykonawczego ZWP – Naczpolu oraz Rady Naczelnej Polskiej Siły Zbrojnej.

A jednak wokół tej śmiałej i - jak można się było spodziewać - niepodważalnej idei rozgorzała z miejsca polityczna walka, która, jak podaje Mieczysław Wrzosek, "doprowadziła do podziału na dwa zasadnicze obozy. W jednym zgrupowali się gorliwi zwolennicy tworzenia polskich sił zbrojnych w Rosji, w drugim zaś zagorzali przeciwnicy tego zamierzenia. Obóz rzeczników idei polskiego wojska w Rosji miał w środowisku związków wojskowych (tworzonych przez Polaków w rewolucyjnej Rosji - przyp. GG) pozycję zdecydowanie silniejszą i był inspirowany przez SDN (Stronnictwo Demokratyczno-Narodowe, czyli Narodową Demokrację zaboru rosyjskiego - przyp. GG) oraz Stronnictwo Polityki Realnej. (...) Obóz przeciwników tworzenia wojska swoją siłę opierał natomiast nie tyle na liczebności swoich szeregów, co na poparciu ugrupowań politycznych. (...) Polskie ugrupowania rewolucyjne, SDKPiL oraz PPS-Lewica, wspomagane przez Zjednoczenie Socjalistyczne Polskie powodowały się (tu) względami natury doktrynalnej." (M. Wrzosek, Polski czyn zbrojny podczas pierwszej wojny światowej 1914-1918, Warszawa 1990).

Na konferencji działaczy polskich z Europy i Ameryki w Sztokholmie (maj 1917), zdecydowanie przeciwstawili się koncepcji wojska polskiego na Wschodzie politycy związani z państwami centralnymi, między innymi Włodzimierz Kunowski, członek powołanej przez Niemców Tymczasowej Rady Stanu, a zarazem zaufany współpracownik Józefa Piłsudskiego, który również w tej Radzie wówczas zasiadał. Socjaliści-piłsudczycy liczyli na objęcie pełnej władzy w obiecywanej Polakom przez państwa centralne Polsce kadłubowej i chcieli wtedy nadal tworzyć poważne struktury militarne po niemiecko-austriackiej stronie frontu i - rzecz jasna - pod swoją własną kontrolą. Nie wiadomo natomiast, czy tylko takie (lub podobne) względy powodowały działaniami polskiej masonerii, której przedstawiciele odgrywali istotną rolę w torpedowaniu akcji tworzenia wojska narodowego.

Mowa tutaj, na przykład, o generale Aleksandrze Babiańskim[1], wydawcy "Dziennika Piotrogrodzkiego", późniejszym członku Rady Naczelnej Stronnictwa Demokratycznego i członku Komitetu Pamięci Gabriela Narutowicza. Mowa też o Hipolicie Gliwicu, członku petersburskiej loży "Biały Orzeł" i aktywnym działaczu polityczno-gospodarczym II RP (m.in. marszałek senatu); o Bronisławie Siwiku, członku Centralnego Komitetu PPS-Frakcja Rewolucyjna w Rosji i członku loży "Wolność Przywrócona", a także o Franciszku Skąpskim, rosyjskim przedsiębiorcy i zarazem komendancie POW na Rosję (późniejszy członek "Wielkiej Loży Narodowej" w Warszawie i członek... Kuratorium Katolickiego Uniwersytetu w Lublinie). Wszyscy oni byli uczestnikami wspomnianej konferencji sztokholmskiej, a także realizatorami jej antynarodowych uchwał na gruncie rosyjskim.

Nie zważając na veto ze Sztokholmu, zwolennicy orientacji katolicko-narodowej (konserwatyści, narodowcy, prawicowi niepodległościowcy) podjęli na Ogólnym Zjeździe Wojskowych-Polaków w Piotrogrodzie (czerwiec 1917) decyzję o utworzeniu Polskiej Siły Zbrojnej oraz powołali do jej wykonania Naczelny Polski Komitet Wojskowy (Naczpol) z późniejszym prezydentem RP, a ówczesnym chorążym Władysławem Raczkiewiczem na czele. Początkowo starania Naczpolu były skutecznie blokowane przez czołowego polskiego masona w Rosji, Aleksandra Lednickiego (właściciel znanej kancelarii adwokackiej i prezes Zjednoczonego Banku w Moskwie, członek loży "Wielki Wschód Ludów Rosji"). Prawdopodobnie za jego to sprawą ówczesny rosyjski minister wojny (a zarazem wysoko postawiony mason), Aleksander Adler-Kiereński, zignorował zupełnie postulaty Naczpolu w kwestii tworzenia armii polskiej. Było to w końcu czerwca, w przeddzień letniej ofensywy rosyjskiej.

























Już w 1916 roku Rosja uznała prawo Polski do powrotu na mapę Europy. W rozkazie z 25 grudnia car Mikołaj II zapowiedział utworzenie "Polski wolnej, złożonej z wszystkich trzech części, dotąd rozdzielonych, z własnymi izbami ustawodawczymi i wojskiem". Po wybuchu rewolucji demokratycznej Piotrogrodzka Rada Delegatów Robotniczych i Żołnierskich ogłosiła 14.03.1917 r., że "Polska ma prawo do całkowitej niepodległości pod względem państwowo-międzynarodowym", a w trzy dni później Rząd Tymczasowy stwierdził w oficjalnej nocie, że uznaje "prawo braterskiego narodu polskiego (do) stanowienia o swym losie z własnej woli". Foto: Rosyjscy patrioci-antykomuniści pomagali Polakom formować Korpusy Polskie - gen. Ławr Korniłow, głównodowodzący wojskami rosyjskimi w roku 1917 oraz gen. Dymitr Szczerbaczew, dowodzący wojskami Frontu Rumuńskiego w l. 1917-1918.

Jednakże po jej załamaniu się Adler-Kiereński musiał zmienić zdanie i dnia 8 sierpnia 1917 roku generał Ławr Korniłow mianował zarekomendowanego mu przez Naczpol Józefa Dowbor-Muśnickiego dowódcą I Korpusu Polskiego w Rosji. Zgodnie z uchwałą piotrogrodzkiego Zjazdu Wojskowych-Polaków, oddziały Korpusu miały za zadanie podjąć walkę z Niemcami i Austriakami "w obronie wspólnych całemu narodowi haseł Niepodległości i zjednoczenia", a wobec problemów wewnętrznych Rosji miały zachować postawę neutralną. Korpus podlegał operacyjnie dowództwu rosyjskiemu, posiadał prawo do komendy wewnętrznej w języku polskim, lecz budowa jego została, niestety, oparta na zaciągu ochotniczym, co znakomicie utrudniło i spowolniło proces formowania poszczególnych jednostek. I Korpus Polski miał być w istocie wyższym związkiem taktycznym (etatowo: 67 tys. ludzi - wobec 48 tys. w typowym korpusie rosyjskim) i w skład jego miały wchodzić trzy dywizje piechoty, pułk kawalerii, trzy brygady artylerii, dywizjon moździerzy, dywizjon artylerii ciężkiej, pułk saperów, oddziały balonowe i lotnicze oraz formacje zapasowe i tyłowe. Jednostki te powstawać miały na rozległym obszarze pomiędzy Bobrujskiem a Rżewem, zaś sztab Korpusu ulokowano pierwotnie w Mińsku, a później w twierdzy Bobrujskiej.

Zadanie gen. Dowbor-Muśnickiego było bardzo trudne: działając w nader niesprzyjających warunkach, starał się zbudować w jak najkrótszym czasie możliwie jak największą jednostkę operacyjną wojska polskiego, nadać jej patriotyczny, narodowy charakter i utrzymać jej organizacyjną i polityczną odrębność. Musiał przy tym przezwyciężać ograniczenia narzucane mu przez rosyjskie czynniki polityczno-wojskowe, obiektywne trudności czasu wojny, rewolucyjny zamęt na tyłach, zatargi polityczne między Polakami w Rosji, a także narastającą niechęć do kontynuowania wojny, która była obecna wśród mas żołnierskich i - niezależnie od wyznania czy narodowości - przeradzała się pod wpływem rewolucyjnej propagandy w pospolitą anarchię. W zrewoltowanych oddziałach rosyjskich zaprowadzano wówczas powszechnie tzw. demokratyzację, polegającą m.in. na odbieraniu oficerom broni i obieraniu dowódców przez podkomendnych. Temu zjawisku, dzięki uważnej selekcji kadr i zastosowaniu tzw. dyscypliny francuskiej, zdołano się skutecznie przeciwstawić, chociaż elementy wywrotowe (agitatorzy SDKPiL i PPS-Lewicy) czyniły niemałe wysiłki w celu rozbicia spoistości Korpusu.

Niezależnie od tego, akcję paraliżowania polskich wysiłków mobilizacyjnych prowadził nadal Lednicki i wymienieni już działacze "sztokholmscy", powiązani z rosyjskimi i polskimi lożami masońskimi oraz strukturami PPS i POW w Rosji. Ich celem było niedopuszczenie do powstania liczącej się siły militarnej o charakterze katolicko-narodowym, mogącej na dodatek oddać się pod rozkazy nowego ośrodka polityki PROPOLSKIEJ, tj. powstałego w sierpniu 1917 r. Komitetu Narodowego Polskiego w Paryżu. Jego przywódca, a zarazem przywódca zorientowanej od początku wojny przeciwko Niemcom Narodowej Demokracji, Roman Dmowski, rozesłał latem 1917 r. memoriał pt. "Problemy Centralnej i Wschodniej Europy", w którym uzasadniał rządom ententy postulat odbudowy Polski mocarstwowej, z dostępem do morza pomiędzy ujściami Wisły i Niemna. W przekonaniu żywiołów katolicko-narodowych armia polska na Wschodzie służyć miała temu drugiemu rozwiązaniu.

Tymczasem, po październikowym przewrocie Trockiego, a zwłaszcza po nawiązaniu przez bolszewików pokojowych rozmów z Niemcami, polskie wysiłki militarne stały się dla jednych i drugich zbyteczne. Po niemieckiej stronie Piłsudski był już (od 22 lipca) wraz z częścią swych Legionów odosobniony, a rozbudowa siły militarnej w oparciu o Niemców przestała być dla piłsudczyków aktualna. Z drugiej zaś strony frontu, bolszewicy i współdziałający z nimi działacze lewicowi bezskutecznie starali się zanarchizować i zniszczyć I Korpus Polski, liczący w listopadzie 1917 r. ok. 15 tys., a w grudniu ok. 22 tys. żołnierzy. Gdy stara armia rosyjska zaczęła się błyskawicznie rozpadać, odpowiedzią Polaków na rewolucyjny terror było tworzenie kolejnych Korpusów Polskich (II i III - od 4 grudnia) i podjęcie lokalnych działań zbrojnych, przede wszystkim w obronie miejscowej ludności polskiej i polskiego stanu posiadania na Wschodzie. Zamiast maleć - Polskie Siły Zbrojne w Rosji nieustannie rosły. Więdły natomiast i zanikały rosyjskie struktury piłsudczykowskiej lewicy niepodległościowej (POW).





















Nieuport 11 c1 - francuski myśliwiec stał się pierwszą maszyną formującego się Polskiego Oddziału Awiacyjnego przy I Korpusie Polskim w Mińsku. Pilotował go dowódca tej jednostki kapitan Zygmunt Studziński. W grudniu 1917 roku, mimo niesprzyjającej pogody, samolot dokonał 150-kilometrowego przelotu z Mińska do Bobrujska. Po zdobyciu większej ilości samolotów powstała w Bobrujsku Polska Baza Lotnicza pod dowództwem syna oficera gwardii carskiej, ppłk. pil. Piotra Abakanowicza herbu Awdaniec, późniejszego szefa sztabu Narodowych Sił Zbrojnych.

Taki rozwój sytuacji zmusił świeżo zreorganizowaną centralę POW (czyli tzw. Konwent) do zmiany polityki wobec formacji polskich w Rosji. W grudniu 1917 roku szefem Komendy Głównej POW został Edward Rydz ps. Śmigły ("Wielka Loża Narodowa"), członek wspomnianego Konwentu, w skład którego wchodzili również między innymi: Bogusław Miedziński (PPS-FR, loża "Łukasiński"), Medard Downarowicz (PPS-FR, loża "Machnicki"), Juliusz Poniatowski (PSL-Wyzwolenie) i Andrzej Strug vel Tadeusz Gałecki (PPS-FR, loża "GO" i "Wielka Loża Narodowa", mason 33 stopnia). Podwładnymi Rydza-Śmigłego w Komendzie Głównej POW byli między innymi: Wacław Stachiewicz (szef sztabu KG POW, loża "Tomasz Zan") oraz Bolesław Wieniawa-Długoszowski (od 1918 r. członek komendy POW na Rosję, loża "Łukasiński"). Tak dobrane kierownictwo krajowe POW postanowiło wkrótce poprzeć poprzeć rozbudowę formacji polskich na Wschodzie, stworzyć pozory współpracy z Naczpolem i organizacjami jednoczącymi Polaków w Rosji, a de facto - przejąć kontrolę nad tamtejszymi strukturami politycznymi i militarnymi w celu wykorzystania ich dla realizacji własnych planów.

Ograniczając relację do dziejów I Korpusu, należy tutaj wspomnieć, że pod koniec 1917 roku uaktywniła się w nim pewna grupa oficerów ("Związek Broni"), do której przynależeli m.in.: rotmistrz Ignacy Matuszewski - gorliwy przeciwnik tworzenia armii polskiej na czerwcowym Zjeździe Wojskowych-Polaków (późniejszy szef wywiadu Wojska Polskiego, minister skarbu II RP i członek tzw. sanacyjnej grupy pułkowników); porucznik Henryk Bagiński (pierwszy komendant Polskich Drużyn Strzeleckich, późniejszy pułkownik dyplomowany Wojska Polskiego, pierwszy szef sztabu Komendy Głównej ZWZ-AK), a także, starszy od nich o 10 lat, dr Stefan Hubicki (członek PPS-Proletariat i POW, późniejszy generał Wojska Polskiego i komendant Oficerskiej Szkoły Sanitarnej, trzykrotny minister pracy i opieki społecznej, mason 33 stopnia). Grupa ta zajęła się szykowaniem gruntu dla nowej "polityki wschodniej" lewicy niepodległościowej.

Już bowiem w lutym 1918 roku Konwent wysłał do akcji ekipę nowych emisariuszy, którzy otrzymali zadanie "opanowania formacji organizowanych dotychczas w Rosji" i "przekształcenia (ich) w siłę zbrojną obozu piłsudczyków" (Wrzosek). W akcji tej czołową rolę odgrywali: Przemysław Barthel de Weydenthal, Tadeusz Hołówko, Bogusław Miedziński (nowy komendant POW na Rosję), Leopold Lis-Kula i Tadeusz Schaetzel. Po omówieniu zastanej sytuacji na naradzie w Kijowie (15 marca), Barthel de Weydenthal pojechał opanowywać korpusy na południu Rosji, a słynny Lis-Kula udał się do Bobrujska, gdzie nawiązał kontakt z grupą rotmistrza Matuszewskiego. Skutki tego ujawniły się już niebawem.

Nieco wcześniej, bo w styczniu 1918 roku, bolszewicy podjęli próbę rozbrojenia I Korpusu, liczącego już prawie 29 tys. oficerów i żołnierzy. W odpowiedzi na to gen. Dowbor-Muśnicki wypowiedział Sowietom otwartą wojnę, poprzedzoną zresztą stosownym ultimatum. W trakcie kilkutygodniowych walk siły polskie stopniały do kilku tysięcy ludzi i w praktyce Korpus ocalał dzięki generalnej ofensywie państw centralnych na froncie wschodnim (19 luty) oraz dzięki podpisaniu porozumienia z dowództwem niemieckim (26 luty), gwarantującego oddziałom polskim formalną neutralność na obszarze sześciu powiatów w rejonie Mohylew-Słuck-Żłobin. Mimo rozciągnięcia nad Korpusem ścisłej kontroli niemieckiej, porozumienie ze sztabem Ober-Ostu było jedynym rozsądnym wyjściem z zaistniałej sytuacji, zaś opozycyjna grupa Matuszewskiego mogła przeciwstawić temu posunięciu jedynie utopijny i kompromitujący jej członków pomysł przedarcia się przez szyki niemieckie i wzniecenia na ziemiach polskich powstania zbrojnego. Na szczęście, żołnierze polscy pomysłu tego wcale nie poparli.


























Gen. Sylwester Stankiewicz, ze szlachty wołyńskiej - absolwent Kijowskiej Szkoły Junkrów, 10 stycznia 1918 roku gen. Szczerbaczew, na wniosek Komitetu Wykonawczego ZWP Frontu Rumuńskiego, wyznaczył go na stanowisko dowódcy II Korpusu Polskiego. Z prawej: gen. Eugeniusz de Henning Michaelis - absolwent Warszawskiej Szkoły Junkrów, organizator i dowódca III Korpusu Polskiego, Naczelny Inspektor PSZ na Ukrainie.

Działania gen. Dowbor-Muśnickiego miały już zresztą zupełnie inną podstawę, bowiem politycy katolicko-narodowi w Rosji (późniejszy prezes SN, Joachim Bartoszewicz, a także Stanisław Grabski i Jerzy Zdziechowski) doprowadzili w końcu stycznia 1918 r. do przekształcenia Naczpolu w Radę Naczelną Polskiej Siły Zbrojnej (z chorążym Raczkiewiczem jako prezesem). Występując w charakterze najwyższej polskiej władzy wojskowej na Wschodzie, Rada Naczelna PSZ mianowała gen. Dowbor-Muśnickiego naczelnym dowódcą Polskich Sił Zbrojnych w Rosji, któremu podporządkował się także formalnie generał Eugeniusz de Henning Michaelis, rezydujący w Kijowie Naczelny Inspektor PSZ na Ukrainie (II i III Korpus), a zarazem członek wspomnianej Rady Naczelnej PSZ. Nominacja z dnia 4 lutego upoważniała zatem Dowbor-Muśnickiego do podjęcia działań w interesie już nie tylko I Korpusu, ale i całego Wojska Polskiego w Rosji. Mając na uwadze realną sytuację polityczno-militarną (faktyczna kapitulacja Rosji przed Niemcami), Naczelny Wódz skierował do Warszawy mieszaną delegację Rady Naczelnej PSZ i dowództwa I Korpusu, która w dniu 4 marca 1918 roku przekazała władzę zwierzchnią nad Polskimi Siłami Zbrojnymi w Rosji członkom Rady Regencyjnej.

Rada Regencyjna objęła to zwierzchnictwo, zatwierdziła porozumienie wojskowe z Niemcami, ustanowiła prezesa Raczkiewicza swym nieoficjalnym pełnomocnikiem w Rosji i nakazała skupienie się wszystkich polskich oddziałów pod dowództwem gen. Dowbor-Muśnickiego. Naczelny Wódz i żołnierze wszystkich formacji I Korpusu złożyli w połowie marca uroczystą przysięgę na wierność Ojczyźnie oraz Radzie Regencyjnej "jako naczelnej władzy Państwa Polskiego". Owo symboliczne, na razie, wskrzeszenie Rzeczypospolitej miało miejsce w chwili, gdy stara imperialna Rosja była już trupem szarpanym na strzępy przez bolszewików, Ukraińców i elementy białogwardyjskie, natomiast triumfujące Niemcy zwróciły całą swoją potęgę na Zachód i szykowały się do zadania ostatecznego ciosu wojskom ententy (ofensywa 21 marca). Właśnie wówczas Polska jęła powstawać z grobu po przeszło wiekowej niewoli, budując wysiłkiem działaczy katolicko-narodowych, wysiłkiem prawicy niepodległościowej, zaczątek Wojska Polskiego (PSZ w Rosji), władzy cywilnej (RR) i reprezentację przyszłego państwa na forum międzynarodowym (KNP w Paryżu).

Towarzyszyło temu również inne, nie mniej symboliczne wydarzenie. Oto bowiem, na wieść o bezprawnym przekazaniu przez Niemców Chełmszczyzny i części Podlasia na rzecz proklamowanej 22 stycznia 1918 r. Ukraińskiej Republiki Ludowej, zbuntowała się II Brygada byłych Legionów, wojująca jeszcze dotąd po stronie państw centralnych. Żołnierze płk. Józefa Hallera (późniejszego pierwszego polskiego dowódcy Armii Polskiej we Francji) rozbili 15 lutego 53. pułk piechoty austriackiej (a właściwie: chorwackiej) w starciu pod Rarańczą, po czym przekroczyli linię frontu i w kilkanaście dni później połączyli się z II Korpusem PSZ generała Sylwestra Stankiewicza. Tym samym Legiony Piłsudskiego ostatecznie przestały istnieć, a ostatnia jego Brygada znalazła się pod nominalnym dowództwem gen. Dowbor-Muśnickiego.

Jednakże do faktycznego przejęcia przezeń dowodzenia nad całością sił polskich w Rosji dojść już nie mogło, a to wskutek zdecydowanego przeciwdziałania zarówno lewicy, jak i czynników decyzyjnych państw centralnych. Zbrojne manifestowanie niezależności i stworzenie przez Dowbor-Muśnickiego aktywnego ośrodka polskości, deklarującego podległość wyłącznie odradzającemu się Państwu Polskiemu oraz szkolącego oficerów i żołnierzy na "uświadomionych obywateli kraju", mogących w każdej chwili przystąpić do decydującej walki o pełną Niepodległość swej Ojczyzny -postrzegane było jako realne zagrożenie dla niemieckiej polityki wschodniej. Toteż w maju 1918 r. Niemcy - będący, jak się zdawało, o włos od zwycięstwa na Zachodzie - przystąpili do likwidacji Korpusów Polskich, rozrastających się mimo wszelkich przeciwności na Wschodzie. W dniu 21 maja dowództwo niemieckie zażądało od Polaków natychmiastowej zgody na rozbrojenie i demobilizację I Korpusu i poparło swoje ultimatum groźbą całkowitego zniszczenia ponad 23-tysięcznej formacji polskiej. Generał Dowbor-Muśnicki, zważając na bezcelowość stawiania oporu i perspektywę przewiezienia wszystkich żołnierzy do kraju, gdzie wkrótce mogli się sprawie polskiej bardzo przydać - ultimatum to przyjął.

Decyzja powyższa nie spodobała się grupie Matuszewskiego i Lisa-Kuli, którzy pod wodzą przybyłego specjalnie płk. Barthela de Weydenthala dokonali nocą z 21 na 22 maja przewrotu sztabowego w Bobrujsku, aresztowali gen. Dowbor-Muśnickiego i wydali oddziałom Korpusu rozkaz przystąpienia do samobójczej walki z Niemcami. Zamachowcy świetnie zdawali sobie sprawę, że popychają swoich rodaków na bezsensowną rzeź - wszak stawianie oporu Niemcom 11 maja pod Kaniowem przez płk. Hallera skończyło się zdziesiątkowaniem i zagładą II Korpusu - a ich rzeczywistym celem było głośne zamanifestowanie faktu podjęcia akcji antyniemieckiej przez lewicę niepodległościową, która wiązała do niedawna swe widoki na przyszłość właśnie z państwami centralnymi i nie miała czym się wykazać wobec przywódców ententy. Ruchawka bobrujska stanowiła więc w istocie jeden z elementów nowej "polityki wschodniej" żywiołów socjalistyczno-masońskich, a zarazem była fragmentem planu wyprzedzenia orientacji katolicko-narodowej w otwartym już wyścigu do objęcia władzy nad odradzającą się Polską.

A jednak i tym razem konspiratorzy skompromitowali się doszczętnie, gdyż wojsko polskie zignorowało zupełnie ich rozkazy i pozostało wierne swemu prawowitemu dowódcy. Jeden z zamachowców, porucznik Gielniewski, popełnił od razu samobójstwo, a inni (za wyjątkiem Melchiora Wańkowicza) po prostu uciekli: "Epilog tej całej awantury, czyli "zamachu" na mnie, był smutny - pisał we wspomnieniach Dowbor-Muśnicki - ale i niemniej komiczny. Główni wykonawcy "zamachu", jak Lis, Matuszewski, Bartha, Hubiccy i inni, sądząc, że życiem Gielniewskiego opłacili za inscenizowaną awanturę, uciekli, a część ich nawet tak się śpieszyła, że użyła do tego aż aeroplanu. Niemcy ich nie ścigali." Generał zastanawiał się "na czym polegały przypuszczenia (zamachowców), że wojsko usłucha rozkazów obcych mu ludzi? Chyba tylko na prestige'u imienia komendanta Piłsudskiego. Ale w Korpusie nikt go nie znał i nawet mało kto o nim słyszał..." ("Wspomnienia", Wyd. Bellona, s. 199 i 200).

Po tym incydencie demobilizacja potoczyła się bez większych problemów, według ustalonego przez Niemców harmonogramu. Ostatni transport Polaków odjechał z Bobrujska w pierwszej dekadzie lipca, a sam Naczelny Wódz również znalazł się w kraju i zamieszkał w Staszowie. Nie był to wszakże koniec jego aktywności - wprawdzie w pierwszych dniach Niepodległości generał Dowbor-Muśnicki nie otrzymał od Piłsudskiego przydziału i został odsunięty od ośrodków decyzyjnych, ale już w styczniu 1919 r. Wielkopolanie postawili go na stanowisku naczelnego dowódcy Polskich Sił Zbrojnych w byłym zaborze pruskim. Gen. Dowbor-Muśnicki nie tylko wyzwolił od Niemców całą Wielkopolskę, ale także udzielił liczącej się pomocy bohaterskim obrońcom Lwowa. Jesienią 1920 r. zakończył służbę czynną i został przeniesiony w stan spoczynku w stopniu generała broni. Do końca życia mieszkał w Batorowie pod Poznaniem, gdzie zmarł w 1937 roku. Spoczął na cmentarzu parafialnym w pobliskim Lusowie.

































Twierdza Bobrujsk, kopiec na cmentarzu 2000 polskich żołnierzy usypany przed ewakuacją rozbrojonego I Korpusu Polskiego nad Wisłę. Czy ktoś o tym miejscu pamięta?

Józefowi Dowbor-Muśnickiemu z pewnością należy się miano pierwszego Wodza II Rzeczypospolitej, bowiem kierował on tworzeniem podstaw państwowości polskiej na ziemiach polskich na długo przed objęciem zwierzchnictwa nad wojskiem przez Rozwadowskiego i Piłsudskiego - nominatów powołanej przez Niemców Rady Regencyjnej, która zresztą wybór Dowbor-Muśnickiego na Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych także zaaprobowała. Inicjatywa polityczno-militarna firmowana przez Dowbor-Muśnickiego miała autentycznie polski charakter i zmierzała w kierunku zmobilizowania wielkiej, patriotycznej, niezależnej od obcych dyrektyw siły, która z powodzeniem mogła stać się głównym narzędziem walki ze słabnącymi zaborcami i rozmaitymi innymi przeciwnikami Polski mocarstwowej i zarazem katolickiej.

I nie było winą Generała, że inicjatywa ta napotkała od samego początku na tak wielkie, ograniczające ją niesłychanie trudności, że wielusettysięczne rzesze żołnierzy polskich nie zostały jednak zorganizowane pod polską komendą i nie przejęły w swe ręce tych ogromnych zasobów broni i porzuconego sprzętu, jakie pozostawiła po sobie rozpadająca się armia rosyjska, i że w efekcie zmarnowana została znakomita sposobność podyktowania warunków naszej Niepodległości przez zorganizowaną zawczasu Siłę Zbrojną polskiego narodu. Zaważyły tu różne okoliczności, także te niezależne od Polaków, ale istotna odpowiedzialność za zniweczenie próby odbudowy Polski w oparciu o gotowe struktury militarne na Wschodzie - spada właśnie na lewicę rewolucyjną i niepodległościową. Kto wie, może to za sprawą intryg Polaków-masonów i Polaków-komisarzy musiała Polska broczyć krwią jeszcze przez dwa długie lata po zakończeniu wielkiej wojny?

Chociaż historia dziwnie zwleka z ostatecznym sprawiedliwym osądem tamtych brzemiennych w skutki wydarzeń, chociaż każe nam się wciąż widzieć jedynego Wskrzesiciela-Wodza Ojczyzny w Piłsudskim -; to jednak dla nas, Polaków, pierwszym budowniczym zbrojnej Niepodległości był i jest nie kto inny, tylko generał Dowbor-Muśnicki i jego sławni żołnierze. Zostaną oni na zawsze w pamięci potomnych i pozostanie też z nami ich symbol: Orzeł polski przytwierdzony do Krzyża.

Grzegorz Grabowski






















Pieśń armii generała Dowbor-Muśnickiego (1917)

Niesiemy wolność na bagnetach!
Niech żyje cały polski lud!
Kto chce, niech trawi czas w Sowietach,
My wierzym w święty Polski cud!

W tysiącu bitew za ich sprawę
Leliśmy próżno polską krew.
"Za Poznań, Kraków i Warszawę",
To nasz jedyny dzisiaj śpiew!

Od źródeł Niemna po szlak morza,
Po Odry brzegi, szczyty Tatr
I hen, po stepy Zaporoża,
Niech wieść na skrzydłach niesie wiatr!

Do braci naszych, co w Alp śniegu,
Na polach Francji obcą straż
W niewolnym pełnią dziś szeregu,
Leć z wieścią, szczęsny Orle nasz.

Nieś ty im, Orle, pieśń żołnierza,
Zwątpienie z piersi wyżeń, zduś.
O zmartwychwstaniu mów Przymierza,
Głoś: żyje Polska, Litwa, Ruś!

I tam za sine oceany,
Gdzie Waszyngtona wdzięczny kraj -
Rodakom zanieś z serc wyrwany
Okrzyk: "Szczęść Boże! Boże daj!"

Hej, generale, skiń żelazem!
Armaty lśnią, bagnety skrzą.
Pod częstochowskim my obrazem,
Rotę przysięgi skropim łzą!

Niesiemy wolność na bagnetach!
Niech żyje cały polski lud!
Kto chce, niech trawi czas w Sowietach,
My wierzym w święty Polski cud!

* * *

[1] - Nazwiska masonów za: L. Hass, Masoneria polska XX wieku, Warszawa 1996. Występuje częstokroć zjawisko późniejszego datowania przynależności do loży, np. Babiański przynależał do "loży Więckowskiego" ("zał. w 2 poł. 1918 bądź w początkach 1919") w latach 1919-1920, co kazałoby mniemać, że w Sztokholmie (maj 1917) nie występował jeszcze jako mason. Tymczasem:

a/ w nocie biograficznej Babiańskiego jest informacja: "1915-17 czł. Zrz.(eszenia) Niep.(odległościowego)", a na str. 47 czytamy: "A. Więckowski i przynajmniej niektórzy członkowie piotrogrodzkiej loży >Biały Orzeł<, jak H. Gliwic, utworzyli w 1915 r. wespół z kilku innymi polskimi działaczami niepodległościowymi w Rosji tajne Zrzeszenie Niepodległościowe. Współpracowało ściśle ze specjalnie w tym celu powołanym do życia z inicjatywy Wielkiego Wschodu Ludów Rosji, również tajnym, Kółkiem Przyjaciół Niepodległości Polski."

b/ podawane przez Hassa daty przystąpienia do masonerii niekoniecznie muszą być ścisłe, o czym świadczy jego uwaga na str. 41: "Ludzie ci przeważnie od lat już znali się ze sobą i w różnych konfiguracjach personalnych współdziałali w rozmaitych akcjach i stowarzyszeniach legalnych, półlegalnych bądź nielegalnych.", a także informacja ze str. 53, że Więckowski założył w wyzwolonej Warszawie swą lożę z pomocą "swoich bliskich znajomych, jak carski generał w stanie spoczynku, prawnik Aleksander Babiański".

Zobacz także:

Józef Dowbor-Muśnicki, Wspomnienia, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2003, 2008. ("Ekipa rządowa związana z marszałkiem Piłsudskim starała się zdezawuować dokonania generała. On sam złożył dymisję i usunął się do swojego majątku. Pod koniec życia postanowił jednak przedstawić swój ogląd minionego czasu." - od Wydawcy).
Link

Fotogaleria: Korpusy Polskie w Rosji Link

Od październikowego orędzia do 11 listopada - budowa zrębów Niepodległej przez Radę Regencyjną i polskie najwyższe władze wojskowe jesienią 1918 r. - Wykład dra Mariusza Patelskiego, autora najlepszej biografii drugiego Naczelnego Wodza, zatytułowanej "Generał broni Tadeusz Jordan Rozwadowski żołnierz i dyplomata".
Link

Źródło: Link

Komentarze
polski blog ru dnia listopad 15 2011 13:35:18
O POMNIKU DOWBORCZYKÓW

Pomnik Dowborczyków wzniesiony w Warszawie w 1930 r. na cześć żołnierzy I Korpusu Polskiego w Rosji i odsłonięty przez gen. Dowbor-Muśnickiego, został zburzony przez komunistów w 1949 r., a w roku 1997 rzeźba pomnikowa została odtworzona przez prof. Antoniego Pastwę, odlana w brązie i... przez wszystkie następne lata, także za prezydentury Lecha Kaczyńskiego, nie mogła znaleźć w Warszawie godnego dla siebie miejsca (oczekiwała "tymczasowo" na decyzje władz pod ścianą Muzeum Wojska Polskiego).

A wiosną 2011 r. decyzja wreszcie zapadła i zaczęły się żenujące spory o... postument:

"Oryginał pomnika Dowborczyków z 1930 r. - dzieło artysty Michała Kamieńskiego - był jednym z ładniejszych monumentów przedwojennej Warszawy. Na wysokim cokole stał odlany z brązu posąg żołnierza I Korpusu Polskiego w Rosji, dowodzonego przez gen. Józefa Dowbor-Muśnickiego. W uniesionej prawej dłoni dzierżył szablę, lewą podtrzymywał oparty o ramię sztandar, twarz miał zwróconą ku Wiśle. (...) Niedawno o pomnik upomniała się Elżbieta Wolffgran, prezeska Towarzystwa Przyjaciół Warszawy oddział Powiśle. Poparł ją śródmiejski radny z tego terenu Daniel Łaga (PO). Za powrotem Dowborczyka na historyczne miejsce opowiedzieli się burmistrz dzielnicy Wojciech Bartelski i Tomasz Gamdzyk, szef miejskiego wydziału estetyki przestrzeni publicznej. Właściciel rzeźby - Muzeum Wojska Polskiego - zgodził się oddać ją miastu. (...) By MWP mogło podarować miastu swój eksponat, potrzebna jest zgoda Ministerstwa Obrony Narodowej oraz akceptacja Ministerstwa Kultury. Nie wiadomo jeszcze, czy pomnik wróci dokładnie w przedwojenne miejsce, czy może zostanie nieco przesunięty. Otwarta też pozostaje kwestia cokołu. Zdaniem dyrektor ZTP odtworzenie postumentu w historycznym kształcie pochłonie 300-400 tys. zł. Alternatywą jest lekki cokół współczesny lub "tuba", na której Dowborczyk stoi dziś przed Muzeum Wojska Polskiego. (...) Czy jest możliwe przeniesienie tam posągu przed końcem grudnia? - Tylko wtedy, jeśli wykorzystamy obecny cokół sprzed Muzeum Wojska - odpowiada szefowa ZTP. Koszt takiej operacji szacuje na 15-20 tys. zł." ("Wrogi ideologicznie" pomnik wraca nad Wisłę, gazeta.pl, 27.05.2011).

Tak się u nas traktuje Twórców Niepodległości.

* * *

O MOGILE GENERAŁA DOWBOR-MUŚNICKIEGO (ur. 25.10.1867, zm. 26.10.1937)

Jak potraktowano mogiłę pierwszego Wodza II Rzeczypospolitej i kto ją dla potomnych zachował?

Nieznane dzieje mogiły gen. Józefa Dowbora Muśnickiego - relacja Sylwestra Kubery.

http://dowborczyk1980.narod.ru/J.D.-Musnicki.html
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014