Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumWrzesień 23 2019 15:05:25
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 5
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
17
17
Irak
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
Z przeszłości RN - wywiad z Dmowskim 1907 r.
Jednodniówka Narodowa

Prezentujemy mało znany wywiad, jakiego Roman Dmowski udzielił rosyjskiej gazecie Riecz w 1907 r., ściślej - dziennikarzowi A. Wergieżskiemu, najpewniej w przerwie w obradach Dumy. Zapis podajemy w oryginale. Wywiad został opublikowany w łódzkiej gazecie Rozwój, sympatyzującej z Narodową Demokracją. Rozwój prawdopodobnie przedrukował ten wywiad z Gazety Polskiej (wówczas narodowej) nr 112 z 25 kwietnia 1907 r. Nie można także wykluczyć, że jest to opracowanie własne Rozwoju, gdyż nigdzie w tekście nie ma powołania na GP. Nie wiadomo w czyim on jest tłumaczeniu. Chodzi o kwietniową sesję Dumy, podczas której Dmowski występował z przemówieniem w sprawie rolnej. Wywiad jest niezwykle interesujący, gdyż Dmowski niemal w telegraficznym skrócie przedstawia w nim program polityczny Endecji w jego ówczesnym kształcie. Z tego powodu może i powinien stać się jednym z przyczynków do dyskusji (i wniosków) o programie ND w ogólności, zwłaszcza jego ewolucji na przestrzeni dziejów, a także do dyskusji o poglądach samego Dmowskiego.

ROZWÓJ. - Nr 100, czwartek, dnia 9 maja 1907 r.

Prasa rosyjska.

Ten sam numer "Rieczi", który w artykule wstępnym występuje przeciwko projektowi autonomicznemu Koła Polskiego, podaje w odcinku rozmowę swego spółpracownika, A. Wergieżskiego z Romanem Dmowskim. Stwierdziwszy fakt ogromnej przewagi politycznej stronnictwa demokratyczno-narodowego w Królestwie i zwartość Koła Polskiego, którego każdy krok ma na widoku jeden cel - autonomię, autor przytacza następujące wyjaśnienie tego zjawiska ze strony Dmowskiego:

- Siła nasza leży nietylko w dążeniach do autonomii. Jesteśmy silni naszym demokratyzmem. Wy, rosyanie, uważacie nas za nacyonalistów i szlachciców. Jesteście w błędzie... Rosyanie pogardzają tradycyą, uważają ją za przesąd A ja uważam, że w niej leży podstawa kultury. Wszak nawet nasz nacyonalizm jest dla was niezrozumiały. Sądzicie, że nasza narodowość jest czemś w rodzaju szowinizmu francuskiego. Jest to zupełnie błędne. Bronimy całości kultury polskiej, poczytując to za obowiązek każdego cywilizowanego narodu. W przeciwnym razie zatraca on swoją flzyonomię, rozpływa się jest skazany na śmierć polityczną.

- Ale pan mówił o waszym demokratyzmie?

- Tak jest, naturalnie - potwierdza Dmowski. - Mówili nam przedtem, że autonomia i interesy narodowe są sprawą szlachecką, pańską a nie ludową. I postanowiliśmy dowieść, że jest ona również potrzebna włościaninowi jak i mnie. Szukaliśmy pierwiastków moralnej jedności i znaleźliśmy je w idei narodowej. Idea zaś nasza narodowa na tem polega, żeby ugruntować przyszłość Polski na ludzie. Z tego względu interesom ludu - klasy włościańskiej i robotniczej - dajemy pierwsze miejsce w naszym programie.

Zaznaczywszy w tem miejscu "z właściwą prawdziwemu politykowi oględnością i bystrością", że przemawia jako działacz partyjny, a nie jako przewodniczący Koła, skreślił obraz początków ruchu narodowo-demokratycznego i tak mówił dalej;

- Niech pan nie sądzi, żeśmy szli do ludu z oderwanemi teoryami. Nie, postanowiliśmy, że trzeba nauczyć włościanina walki o prawo, a w tym celu należy mu zaraz, w warunkach rzeczywistości, wskazać pierwszy etap walki. I wskazaliśmy mu na to, co najbliżej i najsilniej porusza jego interesy - samorząd gminny. Już według ustaw niewiele on wart, ale nawet te nieliczne prawa, które są objęte ustawą, administracya uporczywie i bezprawnie okrawywała. Nauczyliśmy włościan przychodzić do gminy z rządową ustawą pod pachą i punkt za punktem bronić samych siebie. W ten sposób pojęcia prawne ugruntowały się w najciemniejszych zakątkach kraju. Żądanie języka polskiego w procedurze gminnej, które przed dwoma laty zostały podniesione w całej Polsce, dowiodły już, do jakiego stopnia włościaństwo nasze jest w stanie występować jednomyślnie. Oto gdzieśmy założyli podstawy naszej autonomii. Teraz rządowi nie pozostaje tylko albo ją dać, albo utrzymać Królestwo wiecznie w stanie wojennym. Środka niema.
- Oczywiście
- potwierdził ze spokojem Dmowski.

- Ależ to argument filologiczny a nie polityczny, - wyrwało mi się pomimowoli. Zresztą przepraszam, nie chcę dyskutować. Jakże więc określacie wasz stosunek do żydów?

- Nijak, stanowczo nijak - z jakąś niespodziewaną naiwnością oświadczył Dmowski - Jeżeli żyd idzie z nami, jeżeli nie walczy z narodowemi dążeniami, uważamy go za swego. Jeżeli nie, walczymy z nim. Naturalnie, nie przy pomocy praw wyjątkowych. Stoimy mocno na gruncie równouprawnienia. Ale cóż, przy wyborach nie przyjęli naszej platformy, nie puściliśmy ich więc do Dumy. Żydzi zawładnęli u nas całym handlem, włościanie zakładają u nas koeperatywy. Nie dla tego, ażeby wyprzeć żydów, ale poprostu z tej przyczyny, że jest to korzystne i potrzebne ze względów gospodarczych. A tymczasem żydzi podnoszą hałas, uważając tę robotę za przejaw antysemityzmu. I takich przykładów jest mnóstwo.

- A wasz klerykalizm? Przecież polak nosił na sobie silne piętno wpływów kościelnych.

- Co znaczy wpływów? Jesteśmy przeciwnikami zależności polityki od Kościoła i uważamy, że w programach politycznych niema miejsca na kwestye religijne. Nie do nas, działaczów partyjnych, należy pytać się każdego, jakie są jego przekonania religijne. Ale jeżeli stronnictwo opiera się o głęboko wierzący lud, nie może ono nie zwracać się z szacunkiem do jego wiary, nie patrząc na to, że wśród kierowników mogą się znaleźć ludzie niezupełnie wierzący. W Polsce Kościół długo podlegał prześladowaniom, jako część składowa życia narodowego. Czyż może polityka narodowa nie bronić go, jako instytucyi narodowej? To właśnie jest zawarte w naszym programie. Niech duchowieństwo pracuje razem z nami, ale jako równi nam, jako obywatele. Nie przyznajemy mu roli przodującej. Przeprowadzamy wyraźną granicę między życiem politycznem i kościelnem; duchowieństwu pozostawiamy kierownictwo tylko w tem ostatniem. Stąd znaczna część duchowieństwa, zwłaszcza wyższego, jest przeciwna. W ostatnich czasach zaznacza się to dość wyraźnie.

- Jest jeszcze jedna wielka kwestya, w której nie zgadzacie się z postępowemi partyami rosyjskiemi - to ziemia...

Dmowski, przy całej swojej rezerwie, niecierpliwie wzruszył ramionami.

- Po co mamy się zgadzać? Musimy ją rozwiązać sami, w swym autonomicznym Sejmie. Mamy przecie zupełnie inne warunki użytkowania ziemi, niż u was. Wspólnoty gminy nie znamy. Wielkie posiadłości stopniowo i dość szybko przechodzą w ręce włościan. Bezrolni nawet jadą do Ameryki, po paru latach powracają z pieniędzmi i kupują kawałek ziemi. Włościanin nasz domaga się tylko swobody organizacyi oświaty i kredytu. Całej reszty spodziewa się tylko od siebie, od swej pracy i energii. Potrzebuje on ziemi i my żądamy jej dla niego, ale wobec ogromnej gęstości zaludnienia w naszym kraju, nie można nawet marzyć o tem, ażeby wszystkich zaopatrzyć w ziemię. Z tego względu kwestya rolna jest u nas bardzo skomplikowana i rozwiązanie jej iść może tylko w parze z szerokiemi reformami społecznemi wogóle. Poczucie własności wogóle, a ziemi w szczególności, jest u nas nader silne. Czy wie pan, że jedynym czynnikiem, który mógłby wywołać prawdziwe powstanie w Polsce, to zaprowadzenie rezerwy ziemi?

Dzwonek przewodniczącego Dumy przerwał rozmowę. Dmowski rzucil na pożegnanie:

- Jedno z prawideł naszej polityki, jedno z najgłówniejszych głosi: należy nietylko walczyć, ale i pracować dla wolności. Jest to jedyny sposób i ugruntowania swobód i nadania im charakteru kulturalnego. A dla nas interesy kultury, w danym wypadku kultury polskiej, stoją ponad wszystkiem.

Ogłoszenie tej rozmowy ma mieć może na celu osłabienie w czytelnikach polskich, a zwłaszcza w Kole polskiem, złego wrażenia, które musiał wywołać artykuł wstępny.

Komentarze
gjw dnia styczeń 25 2012 18:41:06
Rzecz bardzo ciekawa i pouczająca. Nie stanowi przy tym dla mnie ogromnego zaskoczenia. Rzecz jasna ze względu na formę wypowiedzi poglądy wielkiego przywódcy na pewne zagadnienia zaledwie w zarysie. Za najważniejsze uważam owo podkreślenia, aby nie mieszać religii z polityką, które zresztą pojawi się również w dziele Kościół, naród, państwo i ... pozostanie do dzisiaj nie zauważone przez zwolenników uczynienia z polskiego ruchu narodowego czegoś, co byłoby jednocześnie chadecją, równie bezkompromisową co staroświecką.
Marzena Zawodzinska dnia styczeń 25 2012 20:56:41
To ja jeszcze dodam nie chwaląc się (a może i chwalącsmiley), że "Rozwój" jest moim odkryciem, a ponieważ siedzę nad nim już prawie rok, więc niedługo też pewnie zaprezentuję jakieś interesujące materiały. To była gazeta lokalna, ale sympatyzująca z endecją i zajmująca się również sprawami krajowymi, a nawet międzynarodowymi.
gjw dnia styczeń 25 2012 22:02:19
Ogromnie dziękuję i ... szykuję prezent, będący również owocem pilnego ślęczenia nad źródłami. smiley
polski blog ru dnia styczeń 25 2012 22:26:01
Tak, tak.

Ciekawe tylko, jak zagłosowałby Dmowski, gdyby w 1907 roku poddano w Dumie pod decyzję deputowanych projekt prawa dopuszczającego rozwody katolików i czyniącego małżeństwo świeckim kontraktem, który każda ze stron może w każdej chwili zerwać.

Czy zagłosowałby "za" - ze względu na niechęć do uzależniania swej polityki od ówczesnej polityki Kościoła i chęć odcięcia się od kwestii religijnych, czy też zagłosowałby "przeciw" - ze względu chociażby na "szacunek dla głęboko wierzącego ludu"?

A jak zagłosowałby Dmowski w tej samej sprawie dzisiaj? Czy głosowałby "przeciw" takiemu prawu dopuszczającemu rozwody katolików (skoro Kościół dzisiejszy się w praktyce i w Konkordacie na nie godzi), by dać wyraz swej niezależności od aktualnej linii Kościoła, czy też zagłosowałby "za" rozwodami, by ucieszyć głęboko niewierzący lud i Panów "realistów", usiłujących się dostosować (a przy okazji - prawem kaduka - także ideę polskiego narodu) do poglądów owego "ludu"?

Ja uważam, że Dmowski (który nie był politycznym sekciarzem, ani chorągiewką na wietrze, lecz patrzył na Polskę szerzej) zrobiłby w tak kluczowej sprawie - decydującej o obliczu polskiej rodziny, a więc o dalszym istnieniu bądź nieistnieniu narodu polskiego - krok bardzo pragmatyczny: poparłby to, co dla narodu polskiego jest najlepsze.

A zarówno dzisiaj, jak i sto lat temu najlepszą formą łączenia się ludzi w podstawowe komórki dla płodzenia i wychowywania dzieci na dobrych Polaków jest nierozerwalne małżeństwo sakramentalne.
Adam Smiech dnia styczeń 25 2012 23:37:30
A zarówno dzisiaj, jak i sto lat temu najlepszą formą łączenia się ludzi w podstawowe komórki dla płodzenia i wychowywania dzieci na dobrych Polaków jest nierozerwalne małżeństwo sakramentalne.
A kto to kwestionuje? Pan zdaje się jednak nie zauważać co następuje:

- ludzie przyzwyczaili się do rozwodów i traktują bardzo lekko przysięgę małżeńską składaną przed Bogiem w Kościele (i znów, proszę nie sądzić, że to popieram; piszę jak jest, a to z tym, co jest musimy się mierzyć, a nie z najpiękniejszymi nawet wyobrażeniami)

- nie ma Pan najmniejszych szans na likwidację małżeństwa świeckiego w Polsce.

Primo, z wskazanego wyżej powodu; większość katolików zatłukłaby (w przenośni) Pana.

Secundo - jak Pan sobie wyobraża wprowadzenie w życie takiego przymusu? Ci, co mają w nosie małżeństwo sakramentalne przelękną się i zaczną żyć po Bożemu? Ci wszyscy żyjący ze sobą na próbę, na kocią łapę itd. po wprowadzeniu takiego prawa nagle się mu podporządkują? Jakimi siłami państwa chciałby Pan ten przymus wprowadzać i egzekwować nierozerwalność? A co z zachowaniami seksualnymi, powszechną akceptacją antykoncepcji? Tez Pan ustawi policjantów albo stworzy Służbę Ochrony Moralności, wspomaganą kamerami (totalna inwigilacja to w takim ujęciu, o, zgrozo, dobry pomysł, byle tylko jej instrumenty były we właściwych rękach)?

Tertio - nie słyszałem, aby współczesny Kościół był skory do poparcia podobnych rozwiązań

- to wszystko prowadzi do wniosku zawartego w wypowiedzi Dmowskiego - w programach politycznych niema miejsca na kwestye religijne. W Polsce wprowadzono, na mocy konkordatu, bardzo dobre prawo małżeńskie, dające wolność wyboru (a wolność wyboru jest istotą chrześcijaństwa, a nie przymus) pomiędzy małżeństwem sakramentalnym (rejestrowanym później przez państwo) a małżeństwem świeckim. Naprawdę świetna konstrukcja. Wydawać by się mogło, że ci wszyscy letni niby-katolicy, żyjąc pełnią życia współczesnego będą wybierać tylko małżeństwa świeckie, a na te drugie zdecydują się rzeczywiście ludzie poważni, poważnie myślący o swojej wierze. Niestety, nic takiego się nie stało. Kościelne małżeństwo jest tak samo niepewne co do swej trwałości jak świeckie (nadto Kościół chętnie je uznaje za niebyłe, zwłaszcza jak ktoś ma przekonywujące "argumenty"smiley. Bo tacy są ludzie! I trudno tutaj stawiać zarzuty państwu - jakoś nie słyszałem propagandy państwowej za rozwodami, a nawet w świeckiej formułce mówi się, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe, a nie, że jak mi się wstanie lewą nogą, to wezmę rozwód. Powodów trzeba szukać w ogólnym poziomie moralnym ludności i w klęsce w sprawowaniu funkcji wychowawczej przez Kościół. Mamy do czynienia ze zjawiskiem zupełnie nie politycznym i nie w polityczny sposób należy je zwalczać. Jeżeli Pan chciałby ten ogromny i nierozwiązywalny obecnie problem (rozkład tradycyjnych więzi rodzinnych cały czas się pogłębia i na Zachodzie i u nas) wrzucić na barki ruchu politycznego, o którym tu mówimy, to raz, że się kompletnie nie rozumiemy, jeśli chodzi o wizję takiego ruchu, zaś dwa, że ruch polityczny obciążony podobnym zadaniem musi przegrać. To zadanie leży na innej płaszczyźnie i na innej płaszczyźnie może Pan, czy każdy z nas podobnie szanujących małżeństwo sakramentalne, działać, nie zarzynając przy okazji ruchu politycznego. Napisałem w innych wątkach już wcześniej - dziś ruch polityczny myślący poważnie o interesie państwa narodowego musi kierować swoją ofertę do każdego rokującego zrozumienie tych kwestii, czy to wierzącego, czy nie itd. Nie stać nas dzisiaj na arbitralną selekcję w duchu fanatyzmu religijnego. Dlatego wszelkie pomysły, w rodzaju pomysłu Pana Zagozdy, tworzenia organizacji o celach de facto także religijnych, są błędem i są skazane na porażkę.

I jeszcze jedno - np. w XVIII wieku w Polsce funkcjonowało tylko nierozerwalne małżeństwo sakramentalne. No i co? Nawet najbardziej pobożny lud nie mógł zatrzymać klęski państwa. Polityka idzie swoim torem. Pobożność narodu pod zaborami nie przekładała się na sukcesy polityczne, to dopiero letni religijnie pozytywiści, a zwłaszcza równie letni w pierwszych dekadach wszechpolacy (narodowcy) zatrzymali ciąg klęsk i wywalczyli zwycięstwo. Dmowski jeździł do papieża nie po to, żeby się kłaniać nieomylnemu (bo nie jechał w sprawach religijnych), ale żeby zasięgnąć opinii politycznej. Kiedy zasięgnął, nie posłuchał. Dla jego stronników było to zupełnie jasne, a my przed referendum unijnym przeżywaliśmy żałosny spektakl z poparciem dla UE udzielonym przez Jana Pawła II (od Unii Lubelskiej do UE), które prawdopodobnie zadecydowało w pokaźnym stopniu o wyniku politycznego przecież plebiscytu. I jakoś wrogowie Kościoła nie protestowali wówczas, nie krzyczeli, że papież w istocie brutalnie wtrąca się do polityki zewnętrznego wobec Watykanu podmiotu prawa międzynarodowego, jakim jest Polska. Co więcej, pomimo wielu wypowiedzi i zastrzeżeń w niuansach, Jan Paweł II popierał ideę Unii Europejskiej, zdając sobie przecież doskonale sprawę, że owa Unia nie wprowadzi żadnych praw katolickich. Przed wojną Kościół był inny, żył w innej rzeczywistości i faktycznie walczył o konkretne rozwiązania prawne. Działania polityków wychodzące temu naprzeciw miały swoje uzasadnienie. Jakie uzasadnienie mają dzisiaj? W moim przekonaniu, żadne.
polski blog ru dnia styczeń 26 2012 02:41:06
Niestety, Pan mówi tylko pozornie słusznie, a w rzeczywistości wylał Pan tu dużo atramentu, by uzasadnić swoją tezę, że hasło powrotu do zasady nierozerwalności małżeństwa jest nierealne (a więc w praktyce nieistotne) i nie z tego świata. A tymczasem jest to nieprawda. Równie dobrze mógłby Pan powiedzieć, że prawdziwa polskość jest dziś nierealna i naród polski jest dziś nierealny - i pewnie miałby Pan wiele racji. Ale przecież się z tym Pan nie godzi. Niedobór realizmu? Czy pragnienie pozytywnej zmiany?

Bez przywrócenia ładu w rodzinach nie można marzyć o świadomej polskości i o narodzie polskim. Narodu się nie wychowa na salach rozwodowych i na zebraniach partyjnych "realistów", naród się kształtuje w domu rodzinnym, a naród Polski - w domu katolickim, w rodzinie posiadającej matkę i ojca. Nie można więc rezygnować z wysuwania postulatu likwidacji rozwodów zarówno pod adresem ruchu narodowego, jak i Kościoła. Któż inny bowiem ma zacząć robić porządek w tym narodzie, jeśli nie WY - politycy, duchowni, intelektualiści?

Nie żyjemy w XIX wieku, kiedy większość Polaków była niepiśmienna. Jeśli się chce zrealizować wielki cel - taki, jak odbudowa narodu polskiego i polskości - to trzeba na pierwszym miejscu postawić sprawy najważniejsze. Na widocznym miejscu, jako swój znak rozpoznawalny, jako hasło. Trzeba dać ludziom problem przed oczy, kierować - jak sam Pan mówi - swoją ofertę do każdego rokującego zrozumienie tych kwestii.

Czy Pan rokuje? Pierwszy krok: odrzucić sekciarskie myślenie i manierę walki z urojonym fanatyzmem religijnym (którego właśnie w temacie rozwodów - czysto politycznym, cywilizacyjnym - nie ma).

Choćby w imię poszanowania swych własnych słów, że chce Pan wychodzić do takiej Polski, jaka jest, do takich Polaków, jacy są, i z nimi tą Polskę naprawiać.

* * *

Polecam dla zrozumienia czym jest prawdziwy realizm polityczny, mający na uwadze prawdę i dobro wspólne:

Realpolitik a realizm polityczny
http://konserwatyzm.pl/artykul/3543/realpolitik-a-realizm-polityczny

Realizm polityczny zakłada więc działanie polityczne, którego celem jest REALNE urzeczywistnienie dobra, a konkretnie dobra wspólnego. Realizm polityczny nie może więc oznaczać koncepcji, która przyjmuje inne kryteria oceny działań politycznych niż urzeczywistnianie dobra jako obiektywnie istniejącej i poznawalnej prawdy bytu. Po drugie, realizm polityczny zakłada podejmowanie takich działań, które są adekwatne do tego, by faktycznie urzeczywistnić dobro.
Adam Smiech dnia styczeń 26 2012 09:40:25
Stawiając się w pozycji kaznodziei unika Pan odpowiedzi na konkretne pytania i wypowiedzi w sprawie bardzo konkretnych problemów.

Co do cytatu z p. Ziętek - wszystko pięknie, ale definicjami i rozważaniami teoretycznymi niczego się nie zmieni. Owszem, będzie to okazja do ekscytującej wymiany poglądów intelektualistów, ale nic poza tym.

Pan zupełnie nie rozumie, że swoim radykalizmem nic nie osiągnie. Ja chcę wychodzić do takiej Polski jaka jest, bo innej nie ma. I do takiej jaka jest trzeba zwracać się jej językiem w celu osiągnięcia własnych celów, a nie językiem przeszłości, który natychmiast zostanie odrzucony.

Co do celów i sposobów ich osiągnięcia. Przypominam raz jeszcze - "Polityką niepodległości nie jest ta, która o niej mówi, ani nawet ta, która jej tylko chce, jeno ta, która do niej prowadzi i ma jakiekolwiek widoki do prowadzenia". Proszę podstawić pod niepodległość moralne życie społeczeństwa i ma Pan odpowiedź. Hałaśliwe szermowanie hasłami, bądź ich "chcenie" niczego nie załatwi, a może prowadzić, jak pokazuje historia, i jak już tu różni rozmówcy wskazywali, do złego.

hasło powrotu do zasady nierozerwalności małżeństwa jest nierealne (a więc w praktyce nieistotne) i nie z tego świata
Jako program polityczny jest to zadanie nierealne. Jako zadanie Kościoła - jak najbardziej realne. Poza tym, przepraszam, ale widzę, że dla Pana hasło jako takie jest najważniejsze, zaś kwestia realizacji nie ma dla Pana znaczenia. Mierz siły na zamiary, prawda?

Jeśli się chce zrealizować wielki cel - taki, jak odbudowa narodu polskiego i polskości - to trzeba na pierwszym miejscu postawić sprawy najważniejsze
No, właśnie, powinniśmy zacząć od ustalenia, co jest w polityce najważniejsze i co jest dla ruchu politycznego najważniejsze. Endecja w całym okresie walki o niepodległość nie stawiała kwestii o których Pan mówi, nie tylko jako najważniejszych, ale w ogóle ich nie stawiała. Były one oczywiście zawarte w jej programie, jako konstatacja faktów, jako wskazanie ideowe, ale nikt z kierowników obozu narodowego nie stawiał tych spraw jako postulatów politycznych. Tym się właśnie różnimy - Pan pragnie partii ściśle wyznaniowej - katolickiej, której głównym zadaniem jest walka o (utracone nawet przez Kościół) pryncypia katolickie. Ja pragnę partii narodowej, która przede wszystkim prowadzi racjonalną politykę międzynarodową, wewnętrzną, ekonomiczną, sprzyjającą sile państwa i rozwojowi narodu. W takim państwie, gdzie Polak czuje się jak w domu i wie, że jego władze nie są po to, aby go gnębić i kontrolować, łatwo będzie przywrócić i ład moralny. Pan najwyraźniej idzie drogą niegdysiejszej wypowiedzi p.Goryszewskiego (najważniejsze aby Polska była katolicka), ja uważam, że katolicyzm narodu, jego moralność, nie mają przełożenia na sytuację polityczną, na kwestie suwerenności państwowej itd. Dla polityka są to sprawy najważniejsze.

prawdziwa polskość jest dziś nierealna i naród polski jest dziś nierealny
Wie Pan, ja tych spraw nie definiuje. Prawdziwa polskość? Czyli znowu jakaś jej ulubiona forma z przeszłości, tak? Naród jest emanacją czasów w jakich żyje, raz jest taki, raz inny. Pan już kiedyś pisał, że współczesnych narodów nie uważa za narody. Pomijając już fakt, że Pańskie (moje, czy np. Pana gjw), wyobrażenia nie kreują rzeczywistości, przede wszystkim nie można się na nią obrażać. Panta rei, kiedyś było tak, dzisiaj jest inaczej. Poza dogmatami Wiary (w założeniu; SWII skutecznie wzruszył i niewzruszalne) wszystko jest płynne. To nie postulat - to stwierdzenie faktu. Jak pokazuje Pańska dyskusja z kol. Marzeną nt. listów tradycyjnych i elektronicznych, i tutaj ciężko nam będzie się zgodzić. Fetyszyzm negatywny skierowany przeciwko nowinkom technicznym jest niegodny katolika-intelektualisty. Rozumiał to doskonale O. Kolbe, rozumie to i pod względem formy znakomicie realizuje, o. Rydzyk (mój zdecydowany sprzeciw wobec jego działań sprowadza się wyłącznie do błędnych i wręcz zabójczych dla polskiego myślenia treści politycznych propagowanych w słusznej, nowoczesnej formie).

Na zakończenie -
Bez przywrócenia ładu w rodzinach nie można marzyć o świadomej polskości i o narodzie polskim.
- powtarzam pytanie z poprzedniego wpisu. W jaki sposób, jakimi instrumentami przywróci Pan ład moralny i w jaki sposób, przy pomocy jakich środków przymusu, będzie Pan ten ład egzekwował?
polski blog ru dnia styczeń 26 2012 16:57:27
Tym się właśnie różnimy - Pan pragnie partii ściśle wyznaniowej - katolickiej, której głównym zadaniem jest walka o (utracone nawet przez Kościół) pryncypia katolickie. Ja pragnę partii narodowej, która przede wszystkim prowadzi racjonalną politykę międzynarodową, wewnętrzną, ekonomiczną, sprzyjającą sile państwa i rozwojowi narodu.


Nieprawda, ja mogę się podpisać pod słowami Tadeusza Dołęgi-Mostowicza:

"Otóż oświadczam, że nigdy nie tylko endekiem, lecz żadnym partyjniakiem partyjnym, czy partyjniakiem bezpartyjnym nie byłem, nie jestem i nie będę".

Jestem Polakiem i zależy mi na polskiej Polsce (chrześcijańskiej, oczywiście), a nie na kultywowaniu chorych ideałów "Oświecenia" i pogodni za "postępem". A także na polskim ruchu narodowym, który by o taką Polskę walczył, a nie na ruchu "narodowym", który równie dobrze mógłby Pan sobie tworzyć z Murzynów w Namibii czy Ghanie.

Fakt, że broni Pan swojej "wizji" działania poprzez atak na głoszącego postulat przywrócenia normalnej Polski, opartej na zdrowej katolickiej rodzinie - bardzo źle o Panu świadczy. Jako Polak powinien Pan ten postulat wspierać.
Adam Smiech dnia styczeń 26 2012 17:55:36
Szanowny Panie!

To fakt, że zarzuciłem Pana argumentami i może nie ma Pan czasu na którykolwiek z nich odpowiadać, ale to nie upoważnia Pana do skrótów myślowych, użytych we wpisie powyżej:

a nie na kultywowaniu chorych ideałów "Oświecenia" i pogodni za "postępem"


broni Pan swojej "wizji" działania poprzez atak na głoszącego postulat przywrócenia normalnej Polski, opartej na zdrowej katolickiej rodzinie - bardzo źle o Panu świadczy


Jedno i drugie stwierdzenie Pańskie jest całkowicie nieuzasadnione. Mam pewność, że jest to oczywiste dla każdego obiektywnego czytelnika tej dyskusji. Proszę również łaskawie zwrócić uwagę na subtelną różnicę między nami. Pan mnie od razu obraża i imputuje mi rzeczy zupełnie nie mające pokrycia w rzeczywistości. Ja, dyskutuję i wyjaśniam istotę swojego stanowiska przy pomocy argumentów. Może nie są to argumenty najlepsze, przesadzające, może mógłby je Pan obalić. Ale do tego potrzebna jest dyskusja, a nie zacietrzewienia z powodu nie przyjmowania Pańskich poglądów w całości, jako jedynie słusznych. Dopóki Pan nie odpowie posiłkując się argumentami, dopóty Pańskie propozycje pozostaną jedynie koncepcją abstrakcyjną. Dlatego jeszcze raz zachęcam do dyskusji.
polski blog ru dnia styczeń 26 2012 19:56:17
@Śmiech
Wie Pan, retoryka to jeszcze nie wszystko. Od Pana powinno się wymagać przede wszystkim traktowania rozmówcy jako Polaka, a więc jako potencjalnego sojusznika, a nie przeciwnika. Tymczasem nie tylko ostatni Pański wpis każe spytać, czy naprawdę zależy Panu na uczciwej i szanującej rozmówcę dyskusji, skoro przytacza Pan dwa moje zdania, stwierdzając, że są nieuzasadnione i dla Pana obraźliwe (i etykietując mnie od razu). A tymczasem oba moje stwierdzenia są prawdziwe i uzasadnione:

zależy mi na polskiej Polsce (chrześcijańskiej, oczywiście), a nie na kultywowaniu chorych ideałów "Oświecenia" i pogoni za "postępem".

Mówiłem o sobie.

Fakt, że broni Pan swojej "wizji" działania poprzez atak na głoszącego postulat przywrócenia normalnej Polski, opartej na zdrowej katolickiej rodzinie - bardzo źle o Panu świadczy.

Mam prawo tak uważać, chciażby ze względu na użyte przez Pana pod moim adresem sformułowania:

Stawiając się w pozycji kaznodziei
Pan...swoim radykalizmem
dla Pana hasło...jest...najważniejsze
Pan pragnie partii ściśle wyznaniowej
Pan...idzie drogą...Goryszewskiego
Fetyszyzm negatywny skierowany przeciwko nowinkom technicznym

Jeśli to nie jest atak na rozmówcę w celu zaszufladkowania go jako fundamentalisty, klerykała, radykała, dziwaka, epigona przegranych idei - to, co to jest? Obraźliwy i imputujący mi rzeczy zupełnie nie mające pokrycia w rzeczywistości atak, wzmacniający "siłę" Pańskich argumentów, mających podważyć słuszność postulatu przywrócenia nierozerwalności małżeństwa sakramentalnego, a więc małżeństwa katolików.

Że tego się od razu nie zrobi, to jasne. Że trzeba to jak najszybciej zrobić, to dla każdego Polaka kierującego się właśnie realizmem politycznym też jest jasne. I oczywiste jest przy tym, że nie rozstrzygnie się to w jednej przypadkowej dyskusji na jednodniowka.pl z nieżyczliwie nastawionymi do tematu rozmówcami, lecz w znacznie szerszym wymiarze i w znacznie dłuższym czasie. Ta dyskusja powinna dotyczyć nie tylko rozwodów, którymi rewolucja francuska zniszczyła rodziny i narody, ale i odrzucenia tej spuścizny filozoficznej i praktycznej tzw. Oświecenia, która okazała się utopijna, szkodliwa i niezgodna z zasadami cywilizacji łacińskiej-personalistycznej.

Podyskutuję o tym, ale na zasadach partnerskich, w dobrej wierze, bez wywyższania się, ataków ad personam i udawania jeszcze potem obrażonego.

Nikt nie ma monopolu na prawdę i na nieomylność, Panie Śmiech.
Adam Smiech dnia styczeń 26 2012 22:32:30
Przykro mi, że Pan tak to odbiera. Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia, że szukanie dziury w całym, czyli rzekomych moich ataków ad personam w stosunku do Pana, służy przede wszystkim rzeczy podstawowej - temu, żeby Pan nie odpowiedział na żadne pytania/argumenty wysunięte przeze mnie. Ma Pan oczywiście do tego prawo.

Odpowiem Panu po raz ostatni, gdyż dalsza dyskusja z brakiem kontrargumentów z Pańskiej strony nie ma sensu. Tak naprawdę nie odniósł się Pan ani do moich wywodów, ani do treści przekazanych w wywiadzie przez Dmowskiego. Szkoda.

udawania jeszcze potem obrażonego.
Napisałem, że Pan mnie obraża, a nie, że jestem obrażony. Obraża mnie Pan, gdyż ja nie kultywuję chorych ideałów Oświecenia i nie atakuje Pana jako głoszącego postulat powrotu do normalności, ale kwestionuję możliwość urzeczywistnienia tego postulatu we współczesnej Polsce. Czy doprawdy nie widać różnicy?

Stawiając się w pozycji kaznodziei
To moja subiektywna opinia, tak odbieram niektóre Pańskie stwierdzenia. Nie ma tu intencji obrażenia Pana.

Pan...swoim radykalizmem
Reprezentuje Pan, można powiedzieć, ewangeliczny radykalizm. Czy to nieprawda? I czy to również Pana obraża?

dla Pana hasło...jest...najważniejsze
Pan pragnie partii ściśle wyznaniowej
Pan...idzie drogą...Goryszewskiego
Czy praktycznie każda Pańska wypowiedź nie świadczy właśnie o tym? Jeżeli tak nie jest, jeżeli się mylę, co przecież jest naturalne - nie znam Pana wystarczająco dobrze - to trzeba było mnie uświadomić.

Fetyszyzm negatywny skierowany przeciwko nowinkom technicznym
To rzeczywiście mogło Pana urazić, ale nic nie poradzę na to, że tak właśnie oceniam wstręt do technologii.

Takie są moje poglądy. nie wywyższam się. Przedstawiłem szereg argumentów świadczących wg mnie o braku możliwości realizacji postulatów, które Pan proponuje. Nigdzie nie podważyłem ich słuszności. Co więcej, wielokrotnie napisałem lub zasugerowałem, że można je zrealizować skuteczniej, innymi środkami niż wskazane przez Pana. Być może moja, jak Pan pisze "wizja" (choć ja mam wstręt do wszelakich wizji, przepowiedni i różnych innych okoliczności mistycyzujących politykę), w zetknięciu z rzeczywistością okazałaby się również nieskuteczna, nikt tego nie wie. Tyle, że moja propozycja jest propozycją do dyskusji, natomiast Pańską odbieram (może błędnie, proszę się znowu nie obruszać) jako dogmatyczną na zasadzie - albo taka albo żadna.

Na Jednodniówce dyskutujemy na zasadach partnerskich i w dobrej wierze. Ludzie używający chamskiego języka nie mają tu prawa wstępu i nawet się nie dobijają wiedząc o tym. Każdy z uczestników ma jednak swój temperament, zacięcie polemiczne i na ogół (wybacz Marzeno!), męską ambicję do przewodzenia i zwycięstwa choćby w boju na argumenty. Najczęściej okopujemy się potem na z góry upatrzonych pozycjach i dalej wiemy swoje. JN to m.in. moje dziecko i subiektywnie oceniam poziom tutejszych dyskusji wysoko. Nikt Panu nie odbiera prawa do odmiennej oceny. Chciałbym tylko, abyśmy wszyscy dążyli do precyzji w naszych wypowiedziach. Jeśli ze swojej strony zagalopowałem się tu i tam naruszając wymaganie precyzji, mogę tylko przeprosić.
gjw dnia styczeń 27 2012 18:20:05
Można tak dyskutować bez końca. Pan polskiblog będzie nadal głosił swój ultramontanizm (do czego ma pełne prawo jako człowiek, działacz bractwa religijnego albo organizacji społecznej) i próbował udowodnić, że jest to jedyny właściwy program dla polskiego ruchu narodowego na dzisiaj (co jest szkodliwą i niebezpieczną bzdurą). Ja jako Polak-ewangelik odrzucam jego stanowisko w części drugiej z punktu i w całości i zdania nie zmienię. Za właściwe podejście ideowe do tych spraw uważam nacjonalizm chrześcijański/pozytywny (wyższość uniwersalnych zasad moralnych nad interesem narodowym) oraz rzymskie podstawy naszej cywilizacji. Nie oznacza to jeszcze, że próby przekonywania ludzi politycznie nieprzygotowanych mam zaczynać za każdym razem od objaśniania prawa naturalnego oraz tego, w jaki sposób niezłomność, wytrwałość, ofiarność, a zarazem dążenie do doskonałości w organizowaniu ludzkiego wysiłku prowadziły do ostatecznego zwycięstwa rzymskie legiony. Jestem bowiem zwolennikiem Realpolitik zamiast dogmatyki.
polski blog ru dnia luty 08 2012 14:27:21
"PROF. G. KUCHARCZYK O ANTYKATOLICKICH MITACH - RELACJA

We wtorek 7 lutego (2012) klub Polonia Christiana gościł w Krakowie prof. Grzegorza Kucharczyka - wybitnego historyka i publicystę, autora licznych książek i artykułów naukowych.

W wystąpieniu zatytułowanym "Antykatolickie mity" prelegent nakreślił historyczne korzenie propagandy antykatolickiej w Europie, poczynając od czasów Reformacji, poprzez kolejne stulecia, w których intensyfikowały się wysiłki zmierzające do kompromitacji Kościoła, skończywszy na XX wieku, powszechnie znanym z totalitarnych eksperymentów i prześladowań katolików na niespotykaną dotąd skalę.

Wykładowca Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu mówił o znaczeniu propagandy jako mechanizmu narzucającego społeczeństwu antyklerykalny przekaz. Podkreślił również mnogość środków służących do prowadzenia tego typu działań, m.in. poprzez konstruowanie mitów i stereotypów na temat Kościoła Katolickiego. Wiele z takich mitów, propagowanych po 1517 r. przetrwało do czasów współczesnych.

Motyw nowoczesności i przeciwstawianie mu wiary katolickiej jako symbolu zacofania stał się charakterystyczną figurą propagandową okresu rewolucji francuskiej. Ów antykatolicyzm czerpał swoje inspiracje z ideologii rewolucyjnej, której twórcy chcieli "zacząć świat od nowa". Symbolem tego nowego porządku miało być ogłoszenie we Francji republiki w 1792 r.

Zdaniem prof. Kucharczyka, restauracja starego porządku po Kongresie Wiedeńskim 1815 r. nie niosła ze sobą kresu propagacji antykatolickich stereotypów. Cała niemiecka publicystyka liberalno-protestancka w tym okresie zaczęła postrzegać kulturę katolicką jako obcą i przyjmując dokonania Reformacji jako jedyne źródło kulturowe ówczesnych Niemiec. Katolików obwiniano za przeróżne zjawiska, m.in. za... epidemię cholery w Genui. Tego typu narracja w nieodległej perspektywie przyczyniła się do powstania i wcielania w życie zasad "kulturkampfu".

Wiek XX to intensywne wykorzystywanie propagandy do dyskryminacji katolicyzmu w Europie. Komunistyczna indoktrynacja opierała się często na ukazywaniu wierzących jako starych, zacofanych ludzi - w przeciwieństwie do młodych pokoleń, pragnących kształcić się w sposób "nowoczesny" i w oderwaniu od udziału w praktykach religijnych. Nowym elementem propagandy, szczególnie w nazistowskich Niemczech, było publikowanie licznych treści dotyczących rzekomo przestępczej działalności duchownych. (...)r1;

Źródło: http://www.piotrskarga.pl/ps,9326,8,0,1,I,informacje.html (08.02.2012)

Dziękuję za możliwość powiedzenia prawdy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014